Urszuli się wymsknęło, że od początku konfliktu zginęło już ok. 100 tysięcy ukraińskich żołnierzy. I 40 tysięcy cywilów. Straszne liczby, szczególnie w kwestii cywilów.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zapowiedziała w środę prace nad międzynarodowym porozumieniem umożliwiającym konfiskatę zamrożonych rosyjskich aktywów, a także zaproponowała powołanie...
wiadomosci.wp.pl
A potem się ośmieszali z prostowaniem tych słów. Po co to robić, po co ta propaganda, skoro podobne szacunki przedstawił wcześniej, około 10 listopada, najważniejszy amerykański generał, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Sił Zbrojnych USA, Mark Milley. Podał, że zginęło około 100k ukraińskich żołnierzy, 40k cywilów i 100k kacapów. Poniżej tekst od BBC.
The estimates are the highest offered yet by a Western official on the months-long conflict.
www.bbc.com
Te dane pokazują trochę inny obraz całości. Bo wedle naszych mediów to tylko czerwone sołdaty od stalina wannabe ciągle wylatują w powietrze, a ukraińcy są tak skuteczni, jakby co drugi ich gieroj był kopią Johna Rambo. I na luzie ich tam sobie radośnie tłuką. Że straty w żołnierzach są przynajmniej 10 do 1 na korzyść bandery. Że ruskie tępaki potrafią tylko bezbronnego cywila zabić, a jak już uda im się -- bardzo rzadko -- jakiegoś ukraińskiego żołnierza wyeliminować to takiego, który już wcześniej odznaczył się męstwem i bohaterstwem, ubijając setkę czerwonej swołoczy.
I na podstawie tej propagandy niektórzy, i u nas, wyciągają jakieś hurraoptymistyczne, oderwane od realiów, scenariusze. Czasem jakiś emerytowany polski generalik nieśmiało coś wspominał, że "boi się, że ukraińcom może zabraknąć ludzi do walki". Teraz już wiadomo, dlaczego tak nieśmiało o tym mówili -- musieli mieć świadomość liczb, których nie podawano do publicznej wiadomości. Bo głośno było i jest właściwie tylko o brakach ludzi do walki po ruskiej stronie.