Na froncie ukraińskiej kontrofensywy żołnierze płacą wysoką cenę.
Żołnierze powiedzieli, że w ciągu 20 minut od ich natarcia 5 czerwca na południe od Wielkiej Nowosiłki, w południowo-wschodnim regionie Doniecka, wokół nich eksplodowały moździerze. 30-letni żołnierz znany jako Drwal widział, jak dwóch mężczyzn w jego pojeździe obficie krwawi; jeden stracił rękę, gdy wołał o swoją rodzinę. Drwal wczołgał się do krateru, ale odłamek moździerza przebił się przez ziemię i przebił mu ramię.
„Zostaliśmy tam na polu bitwy, bez czołgów i ciężkiej zbroi”, powiedział Lumberjack, który rozmawiał z The Washington Post pod warunkiem, że będzie można go zidentyfikować tylko po znaku wywoławczym, ponieważ nie był upoważniony do omawiania bitwy. „Byliśmy ostrzeliwani moździerzami z trzech stron. Nie mogliśmy nic zrobić.
Powiedział, że w jednostce było mniej niż 50 ludzi, a 30 nie wróciło – zostali zabici, ranni lub schwytani przez wroga. Pięć pojazdów opancerzonych jednostki zostało zniszczonych w ciągu pierwszej godziny.
Atak zwiadowczy 37. pułku ostatecznie pomógł innym ukraińskim brygadom wyzwolić cztery wioski w Doniecku, jednym z kluczowych punktów startowych kontrofensywy, zapewniając Kijowowi wczesny triumf podczas najbardziej oczekiwanej operacji wojny.
Ci, którzy przeżyli 37. Dywizję, w skład której wchodzili amerykańscy ochotnicy i żołnierze szkoleni w Europie, opisali swoją mękę jako czubek włóczni ukraińskiej kontrofensywy.
Ich relacje dały jeden z pierwszych prawdziwych wglądów w brutalne walki na nowym froncie w tym miesiącu, dalekie od wygładzonych twierdzeń o postępach i odwrotach wygłaszanych przez oficjeli po obu stronach konfliktu. A ciężkie straty batalionu zwiastują straszliwą cenę, jaką ukraińscy przywódcy są gotowi zapłacić — i wierzą, że muszą zapłacić — za wyparcie rosyjskich najeźdźców i odzyskanie utraconego terytorium.