tucznik
M-1 Global Lightweight
W wielu mediach pojawiła się informacja, że amerykanie dali ciche przyzwolenie ukraińcom na atakowanie terytoriów w głębi rosji. W sumie to już się dzieje i ponoć dzięki nowym dronom żołnierze ua teoretycznie będą mogli już niebawem sięgnąć moskwy.
Zastanawiam się, czy gdyby tak się stało i bandera zaczął ostro i skutecznie atakować dronami stolicę stalina, to czy kacapy nie dostałyby w końcu wścieklizny? Wiemy, że są mniej lub bardziej nieobliczalni. I w końcu, w akcie desperacji, mogliby sięgnąć po arsenał atomowy. Zakładając nuklearny atak ruskich na kijów, Lwów, charków i ze dwa inne większe miasta – to sprawiłoby, że państwo ukraińskie de facto przestałoby istnieć.
John Mearsheimer uważa, że nato powinno wtedy od razu zamrozić konflikt i usiąść natychmiast do rozmów pokojowych. Bo w innym razie byłaby możliwa jedynie eskalacja i znacznej części świata groziłoby wyparowanie
Ale uważa też, że mogłoby się stać, tak że – powoływał się w tej tezie na słowa generała Petraeusa, byłego głównodowodzącego siłami koalicji w Iraku i byłego szefa CIA – że nato(usa) nie odpowie atomem, ale jego siły konwencjonalne wkroczyłyby wtedy na terytorium ukrainy i wypchnęłyby kacapów, i zniszczyłoby ruską flotę na morzu czarnym. W tym scenariusz Avril Haines – szefowa wywiadu narodowego tj. NSA -- uważa, że takie początkowe nieużycie przez Zachód broni nuklearnej, a jedynie konwencjonalnej, i tak byłoby początkiem konfliktu NATO-neo-ZSRR i dużym ryzykiem nuklearnego holokaustu. Bo kacapy zapędzone w róg, nie mogłyby skutecznie odpowiedzieć bronią konwencjonalną, dysponując zbyt mikrymi środkami w stosunku do nato. Pozostałby im tylko, w akcie desperacji, atom.
W „optymistycznym” scenariuszu ruskie wypchnięte z ukrainy przez nato/usa bronią konwencjonalną same szukają pokoju, bo kręgi rządowe zmuszają do tego putina. Z jednej strony słaby i upokorzony botoksowy car traci stołek i pewnie życie… ale z drugiej ukraina, po uprzednim ataku, w obecnym kształcie i tak przestałaby istnieć. Jeżeli by się nawet nie rozpadła, to część terytoriów pewnie uzyskałoby autonomię. W odbudowę na wzór japoński raczej nikt by nie liczył. Może nastąpiłaby bałkanizacja tego regionu.
Brzmi to teraz w sumie jak totalne science fiction. Musiałoby ileś tam rzeczy się wydarzyć, żeby do tego doszło. Ale w przypadku, nie daj Boże, użycia atomu przez ruskich żaden scenariusz nie wydaje się dobry ani dla banderlandu, ani dla Polski.
Bo jeżeli nato odpowiedziałoby tą bronią konwencjonalną, to jak myślicie, czyj rząd paliłby się wtedy, żeby pogonić czerwonego sołdata, trzymając na przedzie sztandar nato, śpiewając Bogurodzicę?
Zastanawiam się, czy gdyby tak się stało i bandera zaczął ostro i skutecznie atakować dronami stolicę stalina, to czy kacapy nie dostałyby w końcu wścieklizny? Wiemy, że są mniej lub bardziej nieobliczalni. I w końcu, w akcie desperacji, mogliby sięgnąć po arsenał atomowy. Zakładając nuklearny atak ruskich na kijów, Lwów, charków i ze dwa inne większe miasta – to sprawiłoby, że państwo ukraińskie de facto przestałoby istnieć.
John Mearsheimer uważa, że nato powinno wtedy od razu zamrozić konflikt i usiąść natychmiast do rozmów pokojowych. Bo w innym razie byłaby możliwa jedynie eskalacja i znacznej części świata groziłoby wyparowanie
Ale uważa też, że mogłoby się stać, tak że – powoływał się w tej tezie na słowa generała Petraeusa, byłego głównodowodzącego siłami koalicji w Iraku i byłego szefa CIA – że nato(usa) nie odpowie atomem, ale jego siły konwencjonalne wkroczyłyby wtedy na terytorium ukrainy i wypchnęłyby kacapów, i zniszczyłoby ruską flotę na morzu czarnym. W tym scenariusz Avril Haines – szefowa wywiadu narodowego tj. NSA -- uważa, że takie początkowe nieużycie przez Zachód broni nuklearnej, a jedynie konwencjonalnej, i tak byłoby początkiem konfliktu NATO-neo-ZSRR i dużym ryzykiem nuklearnego holokaustu. Bo kacapy zapędzone w róg, nie mogłyby skutecznie odpowiedzieć bronią konwencjonalną, dysponując zbyt mikrymi środkami w stosunku do nato. Pozostałby im tylko, w akcie desperacji, atom.
W „optymistycznym” scenariuszu ruskie wypchnięte z ukrainy przez nato/usa bronią konwencjonalną same szukają pokoju, bo kręgi rządowe zmuszają do tego putina. Z jednej strony słaby i upokorzony botoksowy car traci stołek i pewnie życie… ale z drugiej ukraina, po uprzednim ataku, w obecnym kształcie i tak przestałaby istnieć. Jeżeli by się nawet nie rozpadła, to część terytoriów pewnie uzyskałoby autonomię. W odbudowę na wzór japoński raczej nikt by nie liczył. Może nastąpiłaby bałkanizacja tego regionu.
Brzmi to teraz w sumie jak totalne science fiction. Musiałoby ileś tam rzeczy się wydarzyć, żeby do tego doszło. Ale w przypadku, nie daj Boże, użycia atomu przez ruskich żaden scenariusz nie wydaje się dobry ani dla banderlandu, ani dla Polski.
Bo jeżeli nato odpowiedziałoby tą bronią konwencjonalną, to jak myślicie, czyj rząd paliłby się wtedy, żeby pogonić czerwonego sołdata, trzymając na przedzie sztandar nato, śpiewając Bogurodzicę?




