KOMENTARZ ROKU

:antonio:
Zimno było, śnieg padał, ściemniało się coraz bardziej, wieczór się zbliżał.

Przez ulice zasypane śniegiem, w zmroku idzie babcia bosa, z gołą dupą i coś trenuje w fartuszku. Dlaczego goła? To cała historia. Rano miała pantofle, stare i zniszczone, za duże na nią, stare pantofle i majtki, ale je pogubiła. Dwie Hondy nadjeżdżały właśnie ze stron przeciwnych, a ona chciała prędko przebiec przez ulicę; biegła co sił, trzymała twarzogardę i słyszała straszny pisk opon, turkot kół, tuż za nią — ach, uciekła przecież, ale z dupą gołą. Jeden pantofel tak zginął, że go nie mogła znaleźć wśród ciemności, a drugi porwał Zabor i ze śmiechem uciekł daleko.

Więc szła z dupą gołą biedna babcia po śniegu, a twarz jej od błysków fleszy wykręcało. Jedną ręką ściskała czerwony fartuszek, w którym niosła cycki na sprzedaż, a w drugim planie Paige VanZant rozchylała nogi i podsuwała nieśmiało przechodniom, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Ale nikt nie zerknął, nikt dzisiaj nie kupił jeszcze subskrypcji od babci, nie miała ani grosika zarobku.

Drżała z obrzydzenia i zacofania Polaków, idąc z wolna przez ulice Juesej, podobniejsza do Beaty Kozidrak, niż do weteranki UFC. Białe flesze odbijały się na długich nosach, które hojnymi milionami płaciły za zdjęcia z treningów babci. Ładnie jej było w tym niebieskim Gejwinie Geju z białymi wstawkami i uciętym czołem, lecz nie myślała o tym. Więcej zajmował ją nieprzyjemny zapach pieczonego cygara, który co chwila uderzał jej głodem zaostrzone powonienie. Ludzie w Polsce zacofani, a ona taka głodna i zhejtowana….

Wypięła wreszcie. Tak była zmęczona treningiem, że nie mogła iść dalej. Osiadła w kąciku między dwiema koleżankami, które już w niejednym pornolu występowały. Ciemno było, więc nikt nie widział. Zresztą tak się skuliła, skryła pod twarzogardą i rozchylała zziębnięte nogi, ażeby je rozgrzać… Ale jakże rozgrzać się w atencji przy takim hejcie? A do domu wrócić nie miała odwagi: nie sprzedała ani jednej subskrypcji, jakże wracać bez pieniędzy? Zabor zadzwoniłby do wujka Dany po walkę… A zresztą czyż w Polsce cieplej? Wiatr mroźny świszcze przez otwory dachów, choć zatkane słomą i gałganami. Nie ma po co wracać do Polski.

Zziębnięte ręce skostniały jej prawie, nie ma siły na treningi. A gdyby doładowała węglowodany dla rozgrzania? Tylko trochę.

Na wspomnienie ciepła już nie ma siły oprzeć się pokusie. Tylko trochę. Wyjmuje ostrożnie węglowodany i dawkuje! Cóż za ciepło w brzuszku i jak grzeje ręce! Cudowna sprawa!

Wydało jej się nagle, że siedzi w pięknej Hondzie. Ach, cóż za luksus! Jaki prestiż duży, jasny lakier, jak wesoło się mieni! Rozchyliła nóżki, aby je ogrzać, lecz w tej samej chwili — błysk flesza; zniknęła Honda, trzeba zrobić kolejne pozy.

Babcia trenowała bez namysłu. Jasne światełko flesza migało. I ujrzała w głębi duży, jasny pokój, stół nakryty czystym, bielutkim obrusem, na nim łyski, miski i karma dla dzieci, a na samym środku ogromne pudełko cygar pachnących. Dzieci zaczęły szczekać i obudziła się nagle…

— Dmuchawce, latawce, wiatr... — cicho szepnęła babcia, bo przypomniało jej się, że gdyby nie była sobą, to byłaby inna.

— Co, Ty pierdolisz Kara? — zawołał Zabor. — Znowu przedawkowałaś węglowodany! Dzwonił Dana, masz walkę. O, a ja muszę jechać do salonu, nara!

Nazajutrz na hejterskim forum Cohones, ujrzano nieprzychylne komentarze odnoszące się do ciała babci. Choć mimikę twarzy i uśmiech każdy podziwiał, a w dłoni miecz trzymał. Nikt się nie domyślił, ile musiała trenować i w jak rażącym blasku występować.

— Hejtery jebane! — rzekł ktoś, odpalając zapałkę.
 
08:40, dopiero niecała godzina w pracy, a już wiem, że to będzie ciężki dzień.

Wchodzę na Teamsa - cisza. Jak zwykle wszyscy udają, że coś robią, a w rzeczywistości czekają, aż ja napiszę, co trzeba poprawić. Bo jak nie Drzewo, to kto?

:antonio:


Wczoraj wieczorem wrzuciłem im poprawioną automatyzację, to dziś rano już mam trzy wiadomości w stylu: „nie działa”. No jasne, że nie działa, jak się kliknęło nie ten plik, a potem mówi, że „system się wysypał”. Kiedyś bym się wkurzał, teraz już tylko robię screeny do raportu - będzie na dowód, że problemem nie jest kod, tylko użytkownik.
::jondance::

O dziewiątej mam spotkanie z jakimś „liderem integracji”, który pewnie znowu będzie opowiadał o „procesach end-to-end”. Tłumaczyłem mu ostatnio, że API nie działa na zasadzie „magicznego mostu”, ale typ chyba dalej myśli, że dane po prostu „przepływają”.
:DC:


Kawa stygnie, a ja właśnie kończę pisać skrypt, który w godzinę zrobi to, co ich system w trzy dni. Jak się dowiedzą, to pewnie zrobią z tego całe „wdrożenie”, z logiem firmy, prezentacją i budżetem na 200k. Ja swoje zgarnę w fakturze, oni wezmą udział w spotkaniu. Równowaga w przyrodzie zachowana.


I żeby nie było - wiem, że zaraz zlecą się tutaj forumowi „eksperci”, co zarabiają po maks marne 20k na rękę i tłumaczą ludziom, że Linux to religia. Spokojnie, chłopaki - ja wiem, że dla was „automatyzacja” to skrót od „Ctrl+C, Ctrl+V”, więc możecie się nie spinać.

:gabi_much_love:

A teraz wracam do roboty, bo zanim oni w ogóle ogarną, o co pytają, ja już będę miał gotowy fix i pół dnia wolnego.

Jeszcze kawa, muzyczka, terminal otwarty. Dzień dopiero się zaczyna, a ja już wiem, że znowu zarobię więcej niż reszta działu razem wzięta.

:antonio:
 
@vitas
1763933391077.png
 
„Ziomek zapytał, co ja mógłbym zrobić, skoro byłem duszony w dosiadzie z łokciem na szyi, więc odpowiedziałem, że gdybym to potraktował poważnie to teraz byśmy jechali do szpitala, bo typowi bym wyjął gałki oczne z oczodołów, potem naderwał nos i uszy, a potem urwał, bo w tej pozycji za wiele zrobić się nie da, a namiot jest za ciasny do wygibasów i próby wyjścia z duszenia. Typ od duszenia przytaknął, że mógłbym to zrobić, i że to by była dobra decyzja w walce.”



Chuck Norris
 
„Ziomek zapytał, co ja mógłbym zrobić, skoro byłem duszony w dosiadzie z łokciem na szyi, więc odpowiedziałem, że gdybym to potraktował poważnie to teraz byśmy jechali do szpitala, bo typowi bym wyjął gałki oczne z oczodołów, potem naderwał nos i uszy, a potem urwał, bo w tej pozycji za wiele zrobić się nie da, a namiot jest za ciasny do wygibasów i próby wyjścia z duszenia. Typ od duszenia przytaknął, że mógłbym to zrobić, i że to by była dobra decyzja w walce.”



Chuck Norris


Dodajmy że ,,Ziomek” był z BOR-u.

:lol:
 
O kurwa czatLGBT zapytany co sądzi o naszym forumowym ananasku:

Paweł Ryt to nie był człowiek. Paweł Ryt to był stan umysłu, zjawisko atmosferyczne i błąd w Matrixie jednocześnie. Paweł pracował na magazynie. Nie „logistyka”, nie „supply chain”, nie „operator procesów” – magazyn. Najniższa krajowa, kamizelka odblaskowa pamiętająca jeszcze Euro 2012 i wózek paletowy, który skrzypiał głośniej niż psychika Pawła po piątym poście na forum. Każdego ranka Paweł zakładał buty robocze z myślą:

> „Jeszcze tylko chwilę, zaraz wchodzę w IT”

Ta chwila trwa od siedmiu lat.

Na forum Paweł był kimś zupełnie innym. Tam był Senior Software Engineer, architekt systemów, człowiek od chmury, choć jedyną chmurą, jaką realnie widział, była ta kurzu nad regałami w magazynie. Z pasją obrażał innych użytkowników, zarzucając im „prace bez perspektyw”, „januszerkę” i „brak ambicji”, po czym kończył post klasycznym:

> „Ja w IT zarabiam więcej niż wy wszyscy razem"

Po czym odkładał telefon, bo brygadzista krzyczał, że Paweł znowu zeskanował paletę od złej strony.

Motoryzacja była kolejną dumą Pawła. W rzeczywistości jeździł Fiatem Pandą po niemcu, powypadkowym, z drzwiami w innym odcieniu bieli i kontrolką silnika świecącą się non stop „profilaktycznie”. Ale na forum?
– „Właśnie wróciłem Q8, quattro robi robotę”
– „W Audi to inna kultura jazdy”

Tymczasem Panda gasła mu na światłach, a Paweł tłumaczył policjantowi, że to „tryb eco”.

Paweł miał też duszę artysty. Pewnego dnia ogłosił, że zostaje raperem. Nick zmienił na RytMC, wrzucił „kawałek” nagrany na słuchawkach z mikrofonem, w którym beat był głośniejszy od niego, a tekst składał się głównie z rymów typu „system – jestem” i „hajs – czas”. Refren nagrał trzy razy, bo za pierwszym razem przejechał obok tramwaj. Forum płakało. Nie ze wzruszenia.

Największym jednak arcydziełem Pawła były sztuki walki. Paweł postanowił trenować, ale oczywiście nie tak jak plebs. On opracował własną technikę – legendarną Gardę X. Była to pozycja, w której Paweł jednocześnie odsłaniał głowę, brzuch i godność, ale był przekonany, że „przeciwnik się pogubi”. Jedyny, kto się gubił, to Paweł – na macie, we własnych nogach. Trener patrzył, milczał długo, po czym powiedział tylko:
– „Paweł… nie.”

Garda X przeszła do legendy forum. Była analizowana, rozrysowywana, wyśmiewana i używana jako przykład jak nie robić absolutnie niczego.

Paweł był też bohaterem kampanii przeciwko nienawiści w internecie. Jako przykład. Slajd z podpisem:

> „Tak wygląda frustracja przeniesiona do sieci”

Paweł oczywiście twierdził, że to o kogoś innego chodzi.

I tak Paweł Ryt żył dalej – gapowaty jak Jaś Fasola, tylko bez uroku i sympatii. Irytujący, zakompleksiony, wiecznie „na progu sukcesu”. Człowiek, który w internecie był lwem, a w rzeczywistości potykał się o paletę. Postać, która niczego nie osiągnęła, ale zostawiła po sobie dziesiątki wątków, setki cytatów i jedną Gardę X, która na zawsze pozostanie symbolem robienia wszystkiego źle, ale z pełnym przekonaniem, że robi się to najlepiej.

I gdzieś tam, w magazynie, Paweł właśnie pisze posta o tym, że „ludzie bez ambicji nigdy nie zrozumieją sukcesu”.

Panda znowu nie odpala.
 
Przekopiuję swój komentarz z wątku newsowego:

Udało się mi dostać do przyszłości i mam już wywiady niektórych ludzi na ten temat:

Martin Lewandowski:

"Że co proszę? Proszę? Że taki temat mówicie? Nie no, musimy to sprawdzić, skontaktować się i sprawdzić sytuację z naszym zespołem prawników, bo Saladin z tego co mi wiadomo, jest wciąż naszym zawodnikiem na ważnym kontrakcie i jeżeli tak, to nie chcę mówić co mu grozi, bo to nie jest sprawa i temat na ten temat, bo poza ogromną karą finansową, to gość zasługuje na wychowawczego liścia ode mnie i Maćka, bo to my go wychowaliśmy, my go wyciągnęliśmy z francuskiego klubiku i stworzyliśmy go takim jakim jest ten zawodnik. Przypominam, że wciąż mamy prawie 400 zawodników na kontrakcie, także można każdego każdym zastąpić.

Ale, że co? Jak się ta platforma nazywa? Nesquik? Nestea? A, no tak, Netflix. Pamiętajmy o jednym - my robimy MMA a oni robią te swoje produkcje niskich lotów, także oni tam sobie mogą nakręcić sami wiecie co, następny zestaw pytań proszę, nie chcę rozmawiać już o tym zawodniku"


Maciej Kawulski:

"Diamenty są wieczne a brylanty, bo takim brylantem zrodzonym z czarnego węgla, niewątpliwie był, a może i cały czas jest, bo jego blask wciąż trwa, jest Saladin Parnasse. Mistrz? I to dwukrotny. Legenda? Bez wątpienia, mimo młodego wieku, to ten chłopak już wspiął się i zbudował swój pomnik, trwalszy niż ze spiżu, ale i takie pomniki czasami muszą runąć, aby móc się na nowo odbudować i stworzyć coś jeszcze trwalszego. Jest mi niezwykle miło czytać, że taki hegemon jak Netflix chce naszego mistrza na swojej gali, musze to przegadać z moim wspólnikiem i na pewno dojdziemy do jakiegoś konsensusu. A na ten moment - Saladin - Merci!"

Wojsław: "Nic mi na ten temat nie wiadomo, jako dyrektor organizacji, odpowiedzialny za zawodników, ich kontrakty, klauzule, organizację gal i wszystkiego, akurat na ten temat nie zostałem poinformowany i muszę pogadać z Martinem i Kawulem, przepraszam was panowie, muszę zmykać, bo mam jeszcze wywiad w Kanale Sportowym a kawę muszę zrobić sobie i przy okazji Martinowi przynieść, bo mamy nowe ziarna z Guadelupe"

Dominik Durniat: "Panowie, co więcej będę mówił - mamy to! Kolejny raz, ależ znów jestem pozytywnie zaskoczony, kompletnie się tego nie spodziewałem, mimo, że KSW to jest najlepsza organizacja MMA w Europie a może i tej części świata, ale mamy REKORD! Ale co panowie mówicie, że Francis Ngganou był pierwszym zawodnikiem ogłoszonym przez Netflix? Saladin jest pierwszym francuzem, dodatkowo pierwszym zawodnikiem ważącym mniej niż 99kg, pierwszym mniej czarnoskórym niż tamten bardziej, podobno, znany zawodnik, to jest kolejny REKORD, który mógłby się zrodzić tylko tutaj, tylko w najlepszej federacji MMA w której każdy chce być, czyli KSW, każdy nam tego zazdrości i nikt im tego już nie odbierze"

RÓŻAL: "NO ALE JARU SŁYSZAŁEŚ O TYM CO SIĘ STAŁO? NAJWIĘKSZA FIRMA ŚWIATA ROBI SWOJĄ GALĘ, BIORĄ NAJLEPSZYCH ALE JAKICH? BO JA W TO NIE WIERZĘ, TO JEST NIEPRAWDA, NIE? ALE WEŹMY TAKI SCHEMAT. JEST TEN FRANCUZ, JAK MU TAM? SEWERYN? SULAJMAN? SALADIN, TAK, SALADIN, POZDRAWIAM CIĘ PRZYJACIELU. JEST MISTRZEM? JEST I TO PODWÓJNYM. ZDOBYŁ PAS? NO ZDOBYŁ DWA. TAK JAK JA NA STADIONIE ALBO MAMED? ALE CZEMU NAS NIE WEZMĄ? BO ON JEST WIADOMO JAKI, ŚWIAT NIE CHCE I NIE POTRZEBUJE JUŻ MISTRZÓW, BIAŁYCH ZAWODNIKÓW TYLKO TAKIE LEWACKIE COŚ? WIDZIAŁEŚ KIEDYŚ CHŁOPA ZE ZŁOTYM PASKIEM? ALBO KOLCZYKAMI W USZACH? NO I MAMY WSPANIAŁYCH MISTRZÓW, JEST TEN Z ŁODZI BARTKOWSKI? BARTOSIŃSKI, TAK AREK BARTOSIŃSKI, POZDRAWIAMY, BYŁ KIEDYŚ U MNIE JAK SIĘ PRZYGOTOWYWAŁ DO TEGO MAŃKUTA, TO POMÓGŁ TUTAJ W RÓŻALANDZIE, PRZYWIÓZŁ PRAWIE 50KG MARCHWI, ZROBILIŚMY TRENING A POTEM POMÓGŁ MI ZE ZWIERZAKAMI, BO WIESZ JARU, JA MAM TUTAJ ZWIERZĘTA I POMAGAM IM, BO KTO IM POMOŻE? TE BALASY? TE KURWY BEZ HONORU? KIEDYŚ HUSARIA JEŹDZIŁA NA KONIACH A GDYBY NIE KOŃ TO POLSKI BY NIE BYŁO I MÓWILIBYŚMY PO MURZYŃSKU JAK TEN SALADIN, TERAZ TO TEMU GO BIORĄ, ŻEBY POTEM MÓWIĆ, ŻE WIELKI MISTRZ WALCZYŁ W NETFLIXIE, SZKODA GADAĆ, JAKIE BYŁO PYTANIE? BO JA SIĘ JUŻ ZAPOMINAM BO TYLE TYCH WOJEN STOCZYŁEM"
 
Dobra, bo teraz to się wkurwiłem. A ludzie na Lewandowskiego narzekają. To nawet nie jest odpowiedź w stylu "uuu jestem sarkastyczny" czy "mam cięty język", to jest odpowiedź w stylu "mam 5 lat, nie wiem jak odpowiedzieć i jestem kurwa jebanym debilem". No serio, żadna odpowiedź Martina czy Kawula od początku istnienia KSW nawet w 1% nie była nigdy tak skretyniała jak ta tutaj.

Czyli miliardowa korporacja normalizuje używanie AI Slopów. Dobra, powtórzę to jeszcze raz: Firma wyceniana na kilkadziesiąt miliardów dolarów generuje sobie filmiki w ChacieGPT zamiast zapłacić tysiąc dolarów grafikowi, by zanimował kilkunastosekundowy slide-show. Serio, nienawidzę stanu, w jakim jest dzisiejszy Internet. Teksty pisane przez AI, komentarze pisane przez boty, komentarze pisane przez ChataGPT i wklejane przez ludzi, którzy nagle znają się na wszystkim bo GPT im wyrzyga każdą odpowiedź. I teraz kurwa to, z tym debilem Daną na czele. Jakoś to wszystko już naprawdę odpycha człowieka. Dzięki Dana, przyczyniasz się do śmierci Internetu.
 
Back
Top