Nie sądzę bym poleciał. Termin "80s macho cult" jest dosyć dobrze opisany i nie jest żadną tajemnicą. Tym konkretnym tematem i okresem interesuję się od lat.
Gloryfikacja męskiej siły i mocnych ciał. Twardych, męskich facetów, wokół których kręciły się seksowne kociaki. Narodziła się moda na fitness i siłownie. Przyczyniały się do tego często bardzo odmienne pod każdym względem jednostki – jak Jane Fonda czy Schwarzengger.
Jeżeli chodzi o popkulturę, a w szczególności kino to właśnie Schwarzenegger i Stallone podkreślali swoją fizyczność jako jeden ze swoich największych, a może i najważniejszy, atut. I byli w latach 80 największymi gwiazdami kina akcji.
Stallone przez lata miał body fat na poziomie zawodowych kulturystów przed zawodami. Lundgren wspominał, że przez Rockym IV mieli wspólne, katorżnicze treningi siłowe. Oraz restrykcyjną dietę, do której obaj musieli się stosować. Żeby ich ciała prezentowały się możliwie najlepiej.
Potem dołączył Van Damme i paru pomniejszych. Norris też się nigdy nie oszczędzał, miał obsesję na punkcie treningów, ale aż tak bardzo się klatą nie chwalił, bo i nie prezentował się jakoś szczególnie imponująco pod tym względem.
A to „tylko” świat kina. Boom przeżywał też wrestling, w którym maczyzm był już totalną groteską. Ale też wykreował ikony popkultury jak Hulk Hogan.