Filmy - co obejrzeć a co omijać szerokim łukiem.

Od kiedy film wybitny nie może być rozrywkowy?
raczej do kiedy - do czasu aż nie będzie wybitny. A władca taki nie jest. To dobrze nakręcona przygodówka fantasy za ciężkie siany, ale plusy dodatnie cgi nie mogą nam przysłaniać plusów ujemnych potwornie rozwleczonej płytkiej fabuły
 
Gruby dobrze mówi, film dobry, lubię do niego czasem wrócić ale to nie jest dzieło wybitne, poziom intelektualny to kino rozrywkowe.

Taki np pierwszy Rambo ma o wiele większy ciężar.
Rambo to większe fantasy niż Władca Pierścieni, nie wspominając o poziomie intelektualnym nie tylko tego filmu, ale i całego nurtu jemu podobnych :tysoncoffe:
 
raczej do kiedy - do czasu aż nie będzie wybitny. A władca taki nie jest. To dobrze nakręcona przygodówka fantasy za ciężkie siany, ale plusy dodatnie cgi nie mogą nam przysłaniać plusów ujemnych potwornie rozwleczonej płytkiej fabuły
Uważam, że jako całość trylogia jest świetna i mimo, że przeczytałem tylko Hobbita za dzieciaka, to lubię do tego wrócić. Nie kojarzę żeby kiedyś powstało coś takiego. Co do efektów, wydaje mi się że wypadaja dużo lepiej niż w obecnych wielkich produkcjach.
 
jak można takie badziewie nazywać czymś wybitnym? Toż to fantasy-pierdolety rozrywkowe. Takie 7/10, bo w miarę dobrze nakręcone, ale do arcydzieła to tam kilometry brakują. To już prędzej bym tam Rambo i predatora wrzucił
Pełna zgoda, ostatnio odpaliłem tryglogie to dojechałem do połowy drugiej części i mam dość, zmęczyła mnie.
 
Uważam, że jako całość trylogia jest świetna i mimo, że przeczytałem tylko Hobbita za dzieciaka, to lubię do tego wrócić. Nie kojarzę żeby kiedyś powstało coś takiego. Co do efektów, wydaje mi się że wypadaja dużo lepiej niż w obecnych wielkich produkcjach.
Na pewno jest nakręcone z rozmachem, tego nie da się ukryć, ale czy to wystarczy by film był wybitny? Znów jako kontrapunkt mogę dać "12 gniewnych ludzi"
 
Pełna zgoda, ostatnio odpaliłem tryglogie to dojechałem do połowy drugiej części i mam dość, zmęczyła mnie.
Z tym użyciem "badziewia" to trochę po bandzie pojechałem, bo mimo wszystko to nie jest to kino, które ogląda się z zażenowaniem. Fani fantasy pewnie mają niebywałą radochę. Ja, jako ktoś kto bardzo nie lubi fantasy, dałem radę obejrzeć całość, ale nie odczuwam najmniejszej potrzeby ponownego seansu
 
Ciężko docenić coś czego się bardzo nie lubi

Weź pod uwagę, że to w miarę wierna ekranizacja książki, która ma 70 lat.
Z pewnością moje preferencje mają wpływ na odbiór, ale to dotyczy każdej jednej osoby na tym świecie.
Nie czytałem, więc nie mogę oceniać przez ten pryzmat. Jednakże to, że nie lubię szczura nie zmieni mojej oceny "Wodzireja" jako bardzo dobrego filmu
 
raczej do kiedy - do czasu aż nie będzie wybitny. A władca taki nie jest. To dobrze nakręcona przygodówka fantasy za ciężkie siany, ale plusy dodatnie cgi nie mogą nam przysłaniać plusów ujemnych potwornie rozwleczonej płytkiej fabuły
 
Rambo to większe fantasy niż Władca Pierścieni, nie wspominając o poziomie intelektualnym nie tylko tego filmu, ale i całego nurtu jemu podobnych :tysoncoffe:
Jeżeli mówisz o częściach od dwójki w górę to może i tak. Natomiast "First Blood" to znakomity, wciąż się broniący dramat sensacyjny. Warto nadmienić, że John w tym filmie zabija tylko dwie osoby, w tym jedną przypadkiem.

Kolejne odsłony cyklu -- podobnie jak seria Rocky -- skręciły w stronę wesołej reaganowskiej agitki. Rambo z człowieka ze złamaną psychiką, który "w Wietnamie operował sprzętem za miliony dolarów, a tutaj nie chcą go nawet za parkingowego" zmienił się w maszynkę do zabijania, który świeci gołą klatą i promuje kult machismo.
 
zmienił się w maszynkę do zabijania, który świeci gołą klatą i promuje kult machismo.
z tym promowaniem kultu macho to poleciałeś za bardzo, ale tak, pierwsza część skupiała się na dramacie weterana zmuszonego do powrotu do społeczeństwa zaś kolejne to był festiwal kina akcji doby vhs
 
z tym promowaniem kultu macho to poleciałeś za bardzo, ale tak, pierwsza część skupiała się na dramacie weterana zmuszonego do powrotu do społeczeństwa zaś kolejne to był festiwal kina akcji doby vhs
Nie sądzę bym poleciał. Termin "80s macho cult" jest dosyć dobrze opisany i nie jest żadną tajemnicą. Tym konkretnym tematem i okresem interesuję się od lat.

Gloryfikacja męskiej siły i mocnych ciał. Twardych, męskich facetów, wokół których kręciły się seksowne kociaki. Narodziła się moda na fitness i siłownie. Przyczyniały się do tego często bardzo odmienne pod każdym względem jednostki – jak Jane Fonda czy Schwarzengger.

Jeżeli chodzi o popkulturę, a w szczególności kino to właśnie Schwarzenegger i Stallone podkreślali swoją fizyczność jako jeden ze swoich największych, a może i najważniejszy, atut. I byli w latach 80 największymi gwiazdami kina akcji.

Stallone przez lata miał body fat na poziomie zawodowych kulturystów przed zawodami. Lundgren wspominał, że przez Rockym IV mieli wspólne, katorżnicze treningi siłowe. Oraz restrykcyjną dietę, do której obaj musieli się stosować. Żeby ich ciała prezentowały się możliwie najlepiej.

Potem dołączył Van Damme i paru pomniejszych. Norris też się nigdy nie oszczędzał, miał obsesję na punkcie treningów, ale aż tak bardzo się klatą nie chwalił, bo i nie prezentował się jakoś szczególnie imponująco pod tym względem.

A to „tylko” świat kina. Boom przeżywał też wrestling, w którym maczyzm był już totalną groteską. Ale też wykreował ikony popkultury jak Hulk Hogan.









 
Nie sądzę bym poleciał. Termin "80s macho cult" jest dosyć dobrze opisany i nie jest żadną tajemnicą. Tym konkretnym tematem i okresem interesuję się od lat.

Gloryfikacja męskiej siły i mocnych ciał. Twardych, męskich facetów, wokół których kręciły się seksowne kociaki. Narodziła się moda na fitness i siłownie. Przyczyniały się do tego często bardzo odmienne pod każdym względem jednostki – jak Jane Fonda czy Schwarzengger.

Jeżeli chodzi o popkulturę, a w szczególności kino to właśnie Schwarzenegger i Stallone podkreślali swoją fizyczność jako jeden ze swoich największych, a może i najważniejszy, atut. I byli w latach 80 największymi gwiazdami kina akcji.

Stallone przez lata miał body fat na poziomie zawodowych kulturystów przed zawodami. Lundgren wspominał, że przez Rockym IV mieli wspólne, katorżnicze treningi siłowe. Oraz restrykcyjną dietę, do której obaj musieli się stosować. Żeby ich ciała prezentowały się możliwie najlepiej.

Potem dołączył Van Damme i paru pomniejszych. Norris też się nigdy nie oszczędzał, miał obsesję na punkcie treningów, ale aż tak bardzo się klatą nie chwalił, bo i nie prezentował się jakoś szczególnie imponująco pod tym względem.

A to „tylko” świat kina. Boom przeżywał też wrestling, w którym maczyzm był już totalną groteską. Ale też wykreował ikony popkultury jak Hulk Hogan.

Żaden tam maczo tylko normalny facet. NOR MAL NY :pudzianfap:
 
Od kiedy film wybitny nie może być rozrywkowy?

Ależ może.

Ale Władca to nie jest kino wybitne.

To doskonale nakręcona baśń fantasy, ale jak zrobić wybitne kino osadzone w świecie fantasy pokazała np Game od Thrones ( i nie, nie mam tu na myśli ostatniego sezonu :lol:) przy o wiele mniejszym budżecie.

Kluczem dla mnie jest fabuła, portrety psychologiczne postaci, baśń jak to baśń, bazuje na uproszczonej wersji rzeczywistości.


Rambo to większe fantasy niż Władca Pierścieni, nie wspominając o poziomie intelektualnym nie tylko tego filmu, ale i całego nurtu jemu podobnych

Już @szplin i @tucznik odpisali,
First Blood to owszem, kino akcji, ale opowiedziana historia weteran wojennego podejmującego walkę z lokalną policją to także kawał dramatu, nie tego kalibru co Łowca jeleni ale jednak niezłego i ciagle się to dobrze ogląda.

Chyba ocenę przysłaniają pozostałe części cyklu, które są typowymi akcyjniakami.
 
jak można takie badziewie nazywać czymś wybitnym? Toż to fantasy-pierdolety rozrywkowe. Takie 7/10, bo w miarę dobrze nakręcone, ale do arcydzieła to tam kilometry brakują. To już prędzej bym tam Rambo i predatora wrzucił
Zaczyna się od ekspozycji jak w filmie familijnym "Hallmarku". Na samo wspomnienie mnie mdli.
 
Back
Top