Depresja vs. Cohones

Przy chorobach neurologicznych/dotyczących psychiki, ciało fizycznie tez może odczuwać bóle. Ja bym probował chodzic po mieszkaniu stopniowo zwiększając tempo i probując sie prostować. Jak rano ból ustanie to bym sprobowal szybkich spacerów.

dzięki, pomogło
 
to i tak nic, do moich przejść, wierzchołek góry lodowej, co zrobić? obecnie to jestem bezradny, ale o dziwo się nie załamałem, wiedziałem że wyjdę z psychiatryka i tak było, autobus miałem za 2 minuty pod blok, a uwierzcie ze to ciężkie, Straszecin - Dębica się przedostać
Nie lepiej spróbować ewakuować się z domu? Pójść na wynajem z jakimś spokojnym kumplem, mniej imprezową osobą, żeby rozłożyć koszta na pół. Przy okazji, na pewien czas, zabrać się za stabilną robotę z pewnym wynagrodzeniem zamiast tych zleceń na programowanie? Kokosów z tego chyba nie ma, a siedzenie w toksycznym domu też Ci nic nie da, skoro nie masz tam wsparcia. Taka zmiana to często szansa na nowe rozdanie, zmianę nawyków, oderwanie głowy od tego co jest.

Moim zdaniem za bardzo przywiązujesz się do tego co było i nadajesz temu przesadne znaczenie. Pisałeś, że byłeś niechcianym dzieckiem, że miałeś nieudany związek, który bardzo przeżyłeś i jakieś dłuższe epizody z dragami. Tak uczciwie to nie wydarzyło się tak naprawdę nic, co byłoby nie do odkręcenia. Podstawą jest skupienie się na tym co jest obecnie, a nie ciągłe wracanie, bo to błędne koło. Opracuj sobie plan działania i krok po kroku spróbuj coś zmieniać. Często piszesz, że było już tak dobrze, że był spokój i że wróciło albo stało się coś zjebanego, co cofa Cię znowu w te najgorsze stany. Tak naprawdę to nie zmieniło się nic na tyle, żebyś miał szansę na prawdziwą zmianę. Wegetacja i otumanianie się lekami na zasadzie tłumienia objawów to zawsze jest błędne koło. Prędzej, czy później wróci i to wielokrotnie silniej.

Ważna jest też zmiana nastawienia. Możesz na to spojrzeć jak na serię kataklizmów i plag albo szansę na lepsze poznanie siebie i sygnał, że coś trzeba ze sobą zrobić, skoro dotychczasowe działania prowadzą donikąd.

Spróbuj treningu autogennego Shultza i Jacobsona, metod oddychania Butejki i Wima Hofa. Można się tym rozluźnić i zrelaksować bez konieczności faszerowania się chemią. Pomagają też przy zasypianiu.
 
Nie lepiej spróbować ewakuować się z domu? Pójść na wynajem z jakimś spokojnym kumplem, mniej imprezową osobą, żeby rozłożyć koszta na pół. Przy okazji, na pewien czas, zabrać się za stabilną robotę z pewnym wynagrodzeniem zamiast tych zleceń na programowanie? Kokosów z tego chyba nie ma, a siedzenie w toksycznym domu też Ci nic nie da, skoro nie masz tam wsparcia. Taka zmiana to często szansa na nowe rozdanie, zmianę nawyków, oderwanie głowy od tego co jest.

Moim zdaniem za bardzo przywiązujesz się do tego co było i nadajesz temu przesadne znaczenie. Pisałeś, że byłeś niechcianym dzieckiem, że miałeś nieudany związek, który bardzo przeżyłeś i jakieś dłuższe epizody z dragami. Tak uczciwie to nie wydarzyło się tak naprawdę nic, co byłoby nie do odkręcenia. Podstawą jest skupienie się na tym co jest obecnie, a nie ciągłe wracanie, bo to błędne koło. Opracuj sobie plan działania i krok po kroku spróbuj coś zmieniać. Często piszesz, że było już tak dobrze, że był spokój i że wróciło albo stało się coś zjebanego, co cofa Cię znowu w te najgorsze stany. Tak naprawdę to nie zmieniło się nic na tyle, żebyś miał szansę na prawdziwą zmianę. Wegetacja i otumanianie się lekami na zasadzie tłumienia objawów to zawsze jest błędne koło. Prędzej, czy później wróci i to wielokrotnie silniej.

Ważna jest też zmiana nastawienia. Możesz na to spojrzeć jak na serię kataklizmów i plag albo szansę na lepsze poznanie siebie i sygnał, że coś trzeba ze sobą zrobić, skoro dotychczasowe działania prowadzą donikąd.

nie skupiam się na przeszłości, to już było, myślę tylko do przodu mordo, zawsze tak było, po prostu nagle straciłem wszystko, życie...
może wysuwasz takie wnioski, ale pisząc tutaj chciałem zobrazować całą sytuację z punktu A do B
 
Nie lepiej spróbować ewakuować się z domu? Pójść na wynajem z jakimś spokojnym kumplem, mniej imprezową osobą, żeby rozłożyć koszta na pół. Przy okazji, na pewien czas, zabrać się za stabilną robotę z pewnym wynagrodzeniem zamiast tych zleceń na programowanie? Kokosów z tego chyba nie ma, a siedzenie w toksycznym domu też Ci nic nie da, skoro nie masz tam wsparcia. Taka zmiana to często szansa na nowe rozdanie, zmianę nawyków, oderwanie głowy od tego co jest.

Moim zdaniem za bardzo przywiązujesz się do tego co było i nadajesz temu przesadne znaczenie. Pisałeś, że byłeś niechcianym dzieckiem, że miałeś nieudany związek, który bardzo przeżyłeś i jakieś dłuższe epizody z dragami. Tak uczciwie to nie wydarzyło się tak naprawdę nic, co byłoby nie do odkręcenia. Podstawą jest skupienie się na tym co jest obecnie, a nie ciągłe wracanie, bo to błędne koło. Opracuj sobie plan działania i krok po kroku spróbuj coś zmieniać. Często piszesz, że było już tak dobrze, że był spokój i że wróciło albo stało się coś zjebanego, co cofa Cię znowu w te najgorsze stany. Tak naprawdę to nie zmieniło się nic na tyle, żebyś miał szansę na prawdziwą zmianę. Wegetacja i otumanianie się lekami na zasadzie tłumienia objawów to zawsze jest błędne koło. Prędzej, czy później wróci i to wielokrotnie silniej.

Ważna jest też zmiana nastawienia. Możesz na to spojrzeć jak na serię kataklizmów i plag albo szansę na lepsze poznanie siebie i sygnał, że coś trzeba ze sobą zrobić, skoro dotychczasowe działania prowadzą donikąd.

Spróbuj treningu autogennego Shultza i Jacobsona, metod oddychania Butejki i Wima Hofa. Można się tym rozluźnić i zrelaksować bez konieczności faszerowania się chemią. Pomagają też przy zasypianiu.
Schultz i Jacobson to złoto. Ja od siebie dodam, że w przeprogramowaniu myślenia może Ci @tinc pomóc stworzenie zeszytu wdzięczności, gdzie codziennie przed snem, po całym dniu będziesz zapisywał minimum trzy pozytywne zdarzenia, które wydarzyły się w ciągu dnia. Tu chodzi o to, żeby szukać szczegółów, pierdół. To nie musi być coś dużego. Właśnie chodzi o cokolwiek.

Przykładowo: Ostatnio miałem mega chujowy dzień - trening się nie udał, pokłóciłem się z jakimś śmieciem na basenie tak, że prawie doszło do rozlewu krwi. Chodziłem cały dzień wściekły, do tego znajoma mnie potraktowała jak śmiecia, a jakby było mało - zatrułem się jedzeniem na mieście. Wieczorem siadam do zeszytu wdzięczności i mam takie "kurwa mać, ten dzień był zjebany na maksa, co tu wymyśleć?". Po chwili namysłu zrozumiałem, że była ładna pogoda, że zabawa z kotem mi przyniosła przyjemność, a do tego (mimo chujni) zrobiłem trening.

I myk - w zeszyt leci:
Jestem wdzięczny za:
1. Piękną pogodę
2. Zabawę z kochanym kotem
3. Zrobiony trening, mimo trudności.

Podsumowując, prowadzenie takiego zeszytu pozwala na wbudowanie sobie w mindset szukania pozytywów w największej możliwej chujni. Niezależnie od tego jaki miałem dzień, zawsze zapisuję za co jestem wdzięczny. Jeśli jest to dobry dzień, staram się pisać pięć lub więcej zdarzeń z dnia, za które jestem wdzięczny. Jeśli jest to zły dzień, minimum trzy.

Z całego serca polecam to wdrożyć i trzymam kciuki za Ciebie @tinc. Wiem, że wygrasz swoją walkę. Wiedz, że masz tutaj wsparcie. Trzymaj się mordo!
 
Schultz i Jacobson to złoto. Ja od siebie dodam, że w przeprogramowaniu myślenia może Ci @tinc pomóc stworzenie zeszytu wdzięczności, gdzie codziennie przed snem, po całym dniu będziesz zapisywał minimum trzy pozytywne zdarzenia, które wydarzyły się w ciągu dnia. Tu chodzi o to, żeby szukać szczegółów, pierdół. To nie musi być coś dużego. Właśnie chodzi o cokolwiek.

Przykładowo: Ostatnio miałem mega chujowy dzień - trening się nie udał, pokłóciłem się z jakimś śmieciem na basenie tak, że prawie doszło do rozlewu krwi. Chodziłem cały dzień wściekły, do tego znajoma mnie potraktowała jak śmiecia, a jakby było mało - zatrułem się jedzeniem na mieście. Wieczorem siadam do zeszytu wdzięczności i mam takie "kurwa mać, ten dzień był zjebany na maksa, co tu wymyśleć?". Po chwili namysłu zrozumiałem, że była ładna pogoda, że zabawa z kotem mi przyniosła przyjemność, a do tego (mimo chujni) zrobiłem trening.

I myk - w zeszyt leci:
Jestem wdzięczny za:
1. Piękną pogodę
2. Zabawę z kochanym kotem
3. Zrobiony trening, mimo trudności.

Podsumowując, prowadzenie takiego zeszytu pozwala na wbudowanie sobie w mindset szukania pozytywów w największej możliwej chujni. Niezależnie od tego jaki miałem dzień, zawsze zapisuję za co jestem wdzięczny. Jeśli jest to dobry dzień, staram się pisać pięć lub więcej zdarzeń z dnia, za które jestem wdzięczny. Jeśli jest to zły dzień, minimum trzy.

Z całego serca polecam to wdrożyć i trzymam kciuki za Ciebie @tinc. Wiem, że wygrasz swoją walkę. Wiedz, że masz tutaj wsparcie. Trzymaj się mordo!

dziękuję z całego serducha
 
wszystko jest po coś, dziś dostałem takiego kopa od rana że szok, cieszę się, niech mi się tako stan utrzyma, zakazana morda i co, wszystko jest możliwe, keep pushed !

IMG_20241021_124412.jpg


Polish_20241021_114328881.jpg
 
dobrego dnia wszystkim
Gruba noc miałem

w skrócie matka nie mogła mnie dobudzić przez ²h dobrze ze znów karetki nie wezwała bo na bank zamknęli by mnie na ament, obudziłem się po 4 i ogarniałem i się matka uspokoiła, ona mnie kocha, ja to wiem, tylko ona ma 76 lat, po ² zawałach serca jest, na swój sposób to pokazuje

idę po papiery na komisję jeszcze raz do psychiatry wtedy będę miał zasilek ¹²50 stały i to już dużo dla mnie, póki nie będę mógł regularnie do normalnej pracy chodzić

wczoraj na spacerze z fajna dziewczyna byłem, było miło
ale mam motywacji do działania, w dużej mierze dzięki wam, w bardzo dużej mierze, nic nie dzieje się przypadkiem
 
Last edited by a moderator:
Żebyśmy tylko zaraz nie wzywali pogotowia sercowego :deniro:

serce beton po tym 10 letnim związku, wrócę do korzeni czyli - bez zobowiązań, ale nadal mam to coś :- ) ma psa owczarka co miał szkolenie min. z szukania i tak ułożony pies, podeszła sama do mnie wskoczyła na nogę, opiekuje się tym psem, jakiś Włoch co ma tu wszystkie firmy kurierskie, tam ma ilość biznesów, ² Wille w sensie w ITA - sprawdziłem i legitne wszystko
 
Mordy, macie jakiś sposób na nienawiść do siebie? Jak z tym sobie poradzić?
Myślę, że uniwersalnym sposobem jest akceptacja rzeczywistości taką jaka jest i klasycznie szukanie pozytywów tam gdzie one są. W wypadku nienawiści do siebie trzeba przeprogramować mózg. Na pewno ważne jest w takiej sytuacji wdrożenie wewnętrznej pozytywnej motywacji.

Btw. dużo zależy też od tego czy jesteś perfekcjonistą. Zasadniczo każdy taki "objaw" ma swoje podłoże, ale do tego już trzeba podchodzić indywidualnie.
 
Mordy, macie jakiś sposób na nienawiść do siebie? Jak z tym sobie poradzić?
To co @J.K napisał na samym końcu jest kluczowe. Co jest powodem tej nienawiści do siebie? Nie musisz tu odpowiadać ale to jest kluczowe pytanie które trzeba sobie zadać.

Ja, gdy paliłem to gówno i nie mogłem sobie z tym poradzić plułem w swoje odbicie w lustrze bo podświadomie się za to nienawidziłem.

Zidentyfikuj źródło problemu i pracuj nad tym aby zniwelować sam problem. Inna sprawa jeśli źródło tego uczucia jest do zmienienia. Przykładowo jeśli nienawidzisz sam siebie, bo jestes wysoki albo masz X lat. Tutaj pozostaje tylko akceptacja.
 
Mordy, macie jakiś sposób na nienawiść do siebie? Jak z tym sobie poradzić?
Na psychoterapii byś usłyszał jedno słowo- samowspółczucie. Mnie osobiście to wkurwiało i bardziej przemawiał do mnie inny argument.

Masz jakąś rzecz, której w sobie nie lubisz, bo w rzeczywistości to nie jest tak, że nienawidzisz całego siebie. Śmiem twierdzić, że większość jest jak najbardziej w porządku, tylko mniejsza część, jakaś cecha sprawia, że masz takie myśli. Po pierwsze zauważasz to, a to juz bardzo dużo i dobrze, żebyś uświadomił sobie tego wagę. Wielu kiepów łazi po tym świecie bez jakiejkolwiek refleksji nad samym sobą. Po drugie ta cecha, rzecz która sprawia że się nienawidzisz, to jest z Tobą od x lat. Nie możesz oczekiwać od siebie, że teraz skoro już na to zwracasz uwagę, to nagle z dnia na dzień się zmienisz, bo to tak nie działa. To jakbyś nagle stwierdził, że od dziś będziesz pisał drugą ręką i się dziwił, że nie wychodzi. Daj sobie czas. Wszystko co dobre buduje się z czasem, tylko spierdolić można coś w moment.

Jak się za bardzo mądruje to dajcie znać, bo wiem że to może trochę irytować, ale staram się przekazać, to czego sam się nauczyłem po latach terapii i czytania różnych książek.
 
gdyby takie podejście mieli psychiatrzy, tak jak @Szaba pisze, czy @J.K świat byłby lepszy
W pewnym sensie miło mi to czytać. Jednak uwierz, że są psychiatrzy i psycholodzy, którzy mają takie podejście. W tym całym syfie trzeba mieć dużego farta do specjalisty. Ja trafiłem do świetnych psycholożek swego czasu i zawdzięczam im cholernie dużo. Dostałem od nich masę narzędzi do ogarniania samego siebie, którymi staram się także z wami dzielić.
 
W pewnym sensie miło mi to czytać. Jednak uwierz, że są psychiatrzy i psycholodzy, którzy mają takie podejście. W tym całym syfie trzeba mieć dużego farta do specjalisty. Ja trafiłem do świetnych psycholożek swego czasu i zawdzięczam im cholernie dużo. Dostałem od nich masę narzędzi do ogarniania samego siebie, którymi staram się także z wami dzielić.

sto pro racji ale trzeba mieć hajs na szukanie odp osoby, małe zaściankowe miasto nie sprzyja, to co ja przez ost półtora roku mam doczynienia, to na cohones jest niebo a ziemia
 
dobrego dnia wszystkim
Gruba noc miałem

w skrócie matka nie mogła mnie dobudzić przez ²h dobrze ze znów karetki nie wezwała bo na bank zamknęli by mnie na ament, obudziłem się po 4 i ogarniałem i się matka uspokoiła, ona mnie kocha, ja to wiem, tylko ona ma 76 lat, po ² zawałach serca jest, na swój sposób to pokazuje

idę po papiery na komisję jeszcze raz do psychiatry wtedy będę miał zasilek ¹²50 stały i to już dużo dla mnie, póki nie będę mógł regularnie do normalnej pracy chodzić

wczoraj na spacerze z fajna dziewczyna byłem, było miło
ale mam motywacji do działania, w dużej mierze dzięki wam, w bardzo dużej mierze, nic nie dzieje się przypadkiem
Mordo, nie myślałeś żeby dać się zamknąć na jakimś odwyku, jak Senator Kozioł, żeby oczyścić ciało, głowę i duszę i dopiero wtedy próbować od nowa?
 
Myślę, że uniwersalnym sposobem jest akceptacja rzeczywistości taką jaka jest i klasycznie szukanie pozytywów tam gdzie one są. W wypadku nienawiści do siebie trzeba przeprogramować mózg. Na pewno ważne jest w takiej sytuacji wdrożenie wewnętrznej pozytywnej motywacji.

Btw. dużo zależy też od tego czy jesteś perfekcjonistą. Zasadniczo każdy taki "objaw" ma swoje podłoże, ale do tego już trzeba podchodzić indywidualnie.
To co @J.K napisał na samym końcu jest kluczowe. Co jest powodem tej nienawiści do siebie? Nie musisz tu odpowiadać ale to jest kluczowe pytanie które trzeba sobie zadać.

Ja, gdy paliłem to gówno i nie mogłem sobie z tym poradzić plułem w swoje odbicie w lustrze bo podświadomie się za to nienawidziłem.

Zidentyfikuj źródło problemu i pracuj nad tym aby zniwelować sam problem. Inna sprawa jeśli źródło tego uczucia jest do zmienienia. Przykładowo jeśli nienawidzisz sam siebie, bo jestes wysoki albo masz X lat. Tutaj pozostaje tylko akceptacja.
Podłoże jest po części że jestem straszliwie samokrytyczny, ale też przez to że za dzieciaka jechali ze mną co nie miara, co pewnie zaburzyło percepcję samego siebie
Właśnie jak się zaakceptować?
 
Mordo, nie myślałeś żeby dać się zamknąć na jakimś odwyku, jak Senator Kozioł, żeby oczyścić ciało, głowę i duszę i dopiero wtedy próbować od nowa?

mordo ale coraz lepiej ze mna, nie wiem czy czytales wszystko co pisalem ... a bylo tego sporo
zaduxo przezylem ciekawe zycie prowadzilem rowniez

jak pisze ze jest moc to tak jest a slabsze dni sie zdarzaja i nie czytajcie ost tylko strony

ale nie, mam zycie przed soba

mindsetbibleofficial-22102024-0001.jpeg
 
morfo ale coraz lepiej ze mna, nie wiem czy czytales wszystko co pisalem ... a bylo tego sporo

ale nie, mam zycie przed soba

View attachment 111674
Czytałem, dlatego właśnie napisałem o odwyku.
Bierzesz stertę tabletek, matka nie może Cię dobudzić i cieszysz się z ulgą, że znowu nie skończyło się na szpitalu i tych atrakcjach.
Nie wiem czy to są oznaki bycia "lepiej" itd.

Zrobisz co zechcesz, to Twoje życie, ja Ci tu nic mądrego nie napiszę.
Obyś wiedział co robisz, powodzenia!
 
pominales watek o tabsach ze pol wyjebalem, a najlepiej kogos kierowac do psychiatryka, wyraziles swoje zdanie, luz i bez nerwow, zapomniales jak pisalem o ost dniach, moje zycje, a zamkniecie to ostatecznosc

powodzenia rowniez i obys byl szczesliwy :smile:
 
Podłoże jest po części że jestem straszliwie samokrytyczny, ale też przez to że za dzieciaka jechali ze mną co nie miara, co pewnie zaburzyło percepcję samego siebie
Właśnie jak się zaakceptować?

Życzę jak najdłuższego życia. Będziesz w nim sam ze sobą 24/h więc trochę szkoda czasu na to aby przeszłość przekładała się na teraźniejszość i przyszłość. Jaką wagę mają na teraz słowa/czyny wypowiadane przez ludzi dla których byłeś nikim. Czy warto przejmować się psami które na nas szczekają zza ogrodzenia? Czy warto brać na poważnie opinie ludzi którzy zrobiliby wiele aby tylko nam jak najbardziej dojebać?

Jak nie odetniesz przeszłości to będzie z tobą do końca twoich dni jak pijawka i będzie wysysała z ciebie energię. Ja też mam nieciekawe wspomnienia czy to z dzieciństwa czy to z przed kilku lat i schowałem je do szuflady której nie zamierzam otwierać. Czasem zdarzy mi się wspominać te ciemniejsze momenty, ale szybko to ucinam bo szkoda mi na to czasu.

Jeśli masz zachwiane postrzeganie własnego siebie i niską samoocenę przez wydarzenia z przeszłości to zrób tak aby postrzeganie siebie wychodziło od najważniejszej tobie osoby. Od ciebie. Pokochaj sam siebie. Dbaj o swoje ciało, ćwicz - to bardzo podnosi pewność siebie, kup sobie coś co sprawi ci przyjemność, spójrz w lustro i powiedz Kocham Cię i powtarzaj to każdego dnia prosto w swoje oczy. Bądź wdzięczny za to co masz.

Tych co cię dojeżdzali już nie ma w twoim życiu. Najpisz na kartce ich imiona albo to co masz im za złe i spal tą kartkę z intencją zamknięcia tego rozdziału. Od teraz przeszłość nie ma znaczenia. Zaczynasz od nowa z czystą kartą.

Jak pijesz albo ćpasz to nic ci to nie pomoże. Zakładam, że prowadzisz się w miarę zdrowo ale specyfiki muszą zostać odstawione. Masz jakieś hobby? Podobnie jak ćwiczenia dobrze buduje pewność siebie o ile jest regularne. Zaczynasz widzieć efekty i widzisz że warto było sobie zaufać. Małymi krokami do przodu ale zawzięcie.
Życzę powodzenia
 
Życzę jak najdłuższego życia. Będziesz w nim sam ze sobą 24/h więc trochę szkoda czasu na to aby przeszłość przekładała się na teraźniejszość i przyszłość. Jaką wagę mają na teraz słowa/czyny wypowiadane przez ludzi dla których byłeś nikim. Czy warto przejmować się psami które na nas szczekają zza ogrodzenia? Czy warto brać na poważnie opinie ludzi którzy zrobiliby wiele aby tylko nam jak najbardziej dojebać?

Jak nie odetniesz przeszłości to będzie z tobą do końca twoich dni jak pijawka i będzie wysysała z ciebie energię. Ja też mam nieciekawe wspomnienia czy to z dzieciństwa czy to z przed kilku lat i schowałem je do szuflady której nie zamierzam otwierać. Czasem zdarzy mi się wspominać te ciemniejsze momenty, ale szybko to ucinam bo szkoda mi na to czasu.

Jeśli masz zachwiane postrzeganie własnego siebie i niską samoocenę przez wydarzenia z przeszłości to zrób tak aby postrzeganie siebie wychodziło od najważniejszej tobie osoby. Od ciebie. Pokochaj sam siebie. Dbaj o swoje ciało, ćwicz - to bardzo podnosi pewność siebie, kup sobie coś co sprawi ci przyjemność, spójrz w lustro i powiedz Kocham Cię i powtarzaj to każdego dnia prosto w swoje oczy. Bądź wdzięczny za to co masz.

Tych co cię dojeżdzali już nie ma w twoim życiu. Najpisz na kartce ich imiona albo to co masz im za złe i spal tą kartkę z intencją zamknięcia tego rozdziału. Od teraz przeszłość nie ma znaczenia. Zaczynasz od nowa z czystą kartą.

Jak pijesz albo ćpasz to nic ci to nie pomoże. Zakładam, że prowadzisz się w miarę zdrowo ale specyfiki muszą zostać odstawione. Masz jakieś hobby? Podobnie jak ćwiczenia dobrze buduje pewność siebie o ile jest regularne. Zaczynasz widzieć efekty i widzisz że warto było sobie zaufać. Małymi krokami do przodu ale zawzięcie.
Życzę powodzenia
@B.I.G Makumba, mogę się podpisać pod tym co napisał przedmówca. Przeszłość trzeba zaakceptować taką jaka była i pomyśleć sobie, że nie może być to kula u nogi. Metoda z paleniem kartki może być dobra.
 
Back
Top