Depresja vs. Cohones

jeszcze jedno, choć chciałoby się więcej napisać

musiałem wrócić do domu rodzinnego, gdzie mieszka tylko moja matka, ojciec się wyjebał na mnie za dzieciaka, do tego przyrodnie rodzeństwo

to mocne co napisze, ale mąż mojej matki ciągle ja napierdalał, nadal mam to przed oczami, krew na ścianach, potem tylko zamknięci w jednym pokoju, strach było do kibla wyjść, zanim dorosłem wykitowal

to jest tak, że jak rozpadł mi się związek, straciłem dużo hajsu i pracę przy stronach internetowych, w zasadzie to bylo jak pstrykniecie palcem co sie stalo z moją psychika, wszystko zaczęło się spać, dosłownie, a moja była... to jak ona mnie wykorzystała dla własnych korzyści to się nie mieści w głowie, dla dobrych ludzi jestem dobry, dla skurwysynow odwrotnie, ale jestem straszliwie uczuciowy, byłem ślepo zakochany, wrażliwość też mam do ludzi co często wykorzystywane bylo, coraz lepiej z tym że o niej nie myślę, paradoks jest taki że Mieszkaliśmy w Bydgoszczy dlugo, wszystko bym dla niej zrobił, ślepota, na początku jak związek się rozwijał, zdradziła mnie, mówiąc do telefonu kocham cię, a zaraz potem jak typowa dziwka... wiadomo co... wybaczyłem, zaklinała się że nie może sobie spojrzeć w lustro i się sobą brzydzi, jaki ja kurwa ślepy byłem, teraz mieszka w Dębicy, ja też, niezależna i nie chce wiedzieć co jeszcze

miała próbę samobójczą tu, to ja ratowałem, pogotowie, psychiatryk gdzie prawie nic nie pamiętała

a mama moją po 2 zawałach serca, pomagam jak mogę, ale tak potrafi niszczyć banie, nie ma pojęcia co to za kurestwo, czasem psychicznie upodla mnie na samo dno, to jest straszliwie druzgocące że muszę tu być, ale nie mam obecnie wyjścia, a moja własna matka, jak się trochę odbuduje, podniosę, wyzwiskami i deprecjonowaniem niszczy mnie doszczętnie, zresztą jestem niechcianym dzieckiem, chciała się wieszać jak była ze mna w ciąży, przyrodnia siostra można powiedzieć mnie uratowała i wychowala

no musiałem to z siebie wyrzucic, dosłownie plaża i oceany wrazen
 
Last edited by a moderator:
Nie będę wchodził w szczegóły swoich problemów, ale pobieżnie powiem, że sam miałem problemy ze stanami depresyjnymi, lękowymi itd. Jak udało mi się to zwalczyć? Psychoterapia i dyscyplina. Fakt, miałem ogromnego farta z psychoterapeutką, bo od razu mi się trafiła osoba, która wiedziała jak mi pomóc, ale byłem również cholernie zdeterminowany by wygrać z tym gównem.

Zasadniczo był to rok ciężkiej pracy, ale gdy dostawałem zadanie to od razu je realizowałem. Warto też dodać, że na powierzchni utrzymywał mnie także regularny sport. Pływanie, bieganie, rower, siłka... To wszystko nadawało mojemu życiu rytm i w połączeniu z terapią dawało duże efekty. Udało mi się odbudować zrujnowaną psychikę, ale także zabezpieczyć się przed nawrotami symptomów.

W sumie gamechangerem w walce ze stanami lękowymi było u mnie wyuczenie się umiejętności identyfikowania "zagrożenia". Obecnie, gdy pojawia się stan lękowy, wiem o nim na jego początku i mówię sobie wtedy w głowie "cześć, znam cię skurwysynu i wiem jak z tobą walczyć", wypijam szklankę wody (nawodnienie wpływa na obniżenie tętna) i zaczynam pracować nad uspokojeniem oddechu.

Do wszystkich walczących z problemami natury psychicznej: Panowie, nie jesteście sami w tej walce! Wiem, że sobie z tym poradzicie i nie bójcie się szukać pomocy z zewnątrz! Sam się długo temu opierałem, ale nie warto odkładać tego na świętego nigdy. Depresja to gówno, które zabija.
 
jeszcze jedno, choć chciałoby się więcej napisać

musiałem wrócić do domu rodzinnego, gdzie mieszka tylko moja matka, ojciec się wyjebał na mnie za dzieciaka, do tego przyrodnie rodzeństwo

to mocne co napisze, ale mąż mojej matki ciągle ja napierdalał, nadal mam to przed oczami, krew na ścianach, potem tylko zamknięci w jednym pokoju, strach było do kibla wyjść, zanim dorosłem wykitowal

to jest tak, że jak rozpadł mi się związek, straciłem dużo hajsu i pracę przy stronach internetowych, w zasadzie to bylo jak pstrykniecie palcem co sie stalo z moją psychika, wszystko zaczęło się spać, dosłownie, a moja była... to jak ona mnie wykorzystała dla własnych korzyści to się nie mieści w głowie, dla dobrych ludzi jestem dobry, dla skurwysynow odwrotnie, ale jestem straszliwie uczuciowy, byłem ślepo zakochany, wrażliwość też mam do ludzi co często wykorzystywane bylo, coraz lepiej z tym że o niej nie myślę, paradoks jest taki że Mieszkaliśmy w Bydgoszczy dlugo, wszystko bym dla niej zrobił, ślepota, na początku jak związek się rozwijał, zdradziła mnie, mówiąc do telefonu kocham cię, a zaraz potem jak typowa dziwka... wiadomo co... wybaczyłem, zaklinała się że nie może sobie spojrzeć w lustro i się sobą brzydzi, jaki ja kurwa ślepy byłem, teraz mieszka w Dębicy, ja też, niezależna i nie chce wiedzieć co jeszcze

miała próbę samobójczą tu, to ja ratowałem, pogotowie, psychiatryk gdzie prawie nic nie pamiętała

a mama moją po 2 zawałach serca, pomagam jak mogę, ale tak potrafi niszczyć banie, nie ma pojęcia co to za kurestwo, czasem psychicznie upodla mnie na samo dno, to jest straszliwie druzgocące że muszę tu być, ale nie mam obecnie wyjścia, a moja własna matka, jak się trochę odbuduje, podniosę, wyzwiskami i deprecjonowaniem niszczy mnie doszczętnie, zresztą jestem niechcianym dzieckiem, chciała się wieszać jak była ze mna w ciąży, przyrodnia siostra można powiedzieć mnie uratowała i wychowala

no musiałem to z siebie wyrzucic, dosłownie plaża i oceany wrazen
Szanuje ogromnie że pomimo tego wszystkiego jesteś przy niej i starasz się pomóc :frankapprove: Wielu by olało sprawę, odcięło się a Ty trwasz. Szanuje.
 
Tylko ten temat pokazuje w mikroskali jaki wielki problem jest w męskim gronie z problemami natury psychicznej.
Już abstrahując od leków, terapii, trzeba mieć w życiu jakiś cel. Kolega wspominał o córce, ale może to być również kochająca osoba, jakieś wyzwanie, nawet głupia siłownia, czy jakaś pasja, która stawia na samorozwój. To na pewno pomaga.
 
Tylko ten temat pokazuje w mikroskali jaki wielki problem jest w męskim gronie z problemami natury psychicznej.
Już abstrahując od leków, terapii, trzeba mieć w życiu jakiś cel. Kolega wspominał o córce, ale może to być również kochająca osoba, jakieś wyzwanie, nawet głupia siłownia, czy jakaś pasja, która stawia na samorozwój. To na pewno pomaga.
Komentowanie na cohones :bleed:
 
Tylko ten temat pokazuje w mikroskali jaki wielki problem jest w męskim gronie z problemami natury psychicznej.
Już abstrahując od leków, terapii, trzeba mieć w życiu jakiś cel. Kolega wspominał o córce, ale może to być również kochająca osoba, jakieś wyzwanie, nawet głupia siłownia, czy jakaś pasja, która stawia na samorozwój. To na pewno pomaga.
Dziś w aptece usłyszałem, że nie mogą mi zrealizować recepty na leki, bo wszystkie sprzedali. To tylko pokazuje, jak piszesz Chłopie, że ile ludzi przechodzi przez to gówno każdego dnia.
Ja dziś po kolejnym spotkaniu, są zauważalne zmiany, ale jak to powiedziała psychiatra do której chodzę: "Tutaj nie ma pośpiechu, małymi krokami wyjdziesz z tego"
Po tych słowach dosłownie poczułem, jakbym zgubił 100 kg syfu, który mi rozwalił głowę.
Trzymam za każdego z Was kciuki (ja również za siebie), byśmy to pokonali w cholere.
Poprosić o pomoc nie jest oznaką słabości. Pamiętajcie!
 
Dziś w aptece usłyszałem, że nie mogą mi zrealizować recepty na leki, bo wszystkie sprzedali. To tylko pokazuje, jak piszesz Chłopie, że ile ludzi przechodzi przez to gówno każdego dnia.
Wziąłbym uwagę też ile małolatów(bo 18ście to tylko liczba, a nasz charakter kształtuje się jakoś do 30 stego roku życia) wpierdala już te leki. Zakładam, że nie jest teraz dla nikogo problemem znaleźć psychiatrę prywatnie, który przepisze to co chcesz. Ale w przypadku młodzieży to zawiedliśmy jako społeczeństwo: dostęp do telefonu w młodym wieku, bo nie chce się rodzicom dzieckiem zająć.
Fajnie, że masz lekarza który jest empatyczny, a nie jest tylko maszynką do przepisywania psychotropów.
 
step by step, ja już jakiś czas temu uświadomiłem sobie skalę problemu i wiem że jak trafie na tzw. bratnią duszę na psychoterapia będę przeszczesliwy

a pasja i cel to mega ważne, cel, u mnie na razie z tym słabo, pomyśleć że jeszcze niedawno ledwo co chodziłem, mam w chuj samozaparcia i nie poddaje się, z lekarzami też miałem przeboje

zapomniałem Pany wspomnieć że 1.5 roku temu debilizm nie lekarz, a ja nie lepszy, baclofen taki lek, przechylilem pudełko i nie wiem ile tego zjadłem, wtedy nie chciałem myśleć, obudziłem się w szpitalu jeszcze na int. terapii w pasach, cały obolały, posiniaczony, rano mnie matka zastała zarzyganego i wezwała karetkę i mi potem opowiadała że medycy nie dali rady mnie zabrać, a że straż pożarna jest 200 m odemnie, to zadzwonili i przyjechali na sygnale, biłem się z nimi wszystkimi, strażaka szczęka przestawiona, ale dobrze mnie musieli potem dojechać, bo czułem się jak po dobrym wpierdolu, nic nie pamiętam do chwili wybudzenia, białego światła i tekstu "będziesz już spokojny ?'
 

Polecam tę książkę. Tutaj w formie audiobooka na 10 rozdziałów.

A tutaj cały kanał, od pierwszego filmu idąc z dołu według listy, aż do materiałów o nazwie "Stres, jak sobie z nim poradzić" i grafiką Divovic.

Żadne leki, które działają objawowo i otumanią, a nie rozwiązują istotę problemu. Zwykła strata czasu, pieniędzy i przede wszystkim zdrowia. Psychoterapia może być pomocna dla kogoś, kto jest w grubym dołku i nie wie jak zacząć, ale docelowo problem każdy będzie musiał przerobić sam ze sobą. Powodzenia.
 
Szymborska to ładnie opisała:

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata
Mordo, ale to od Sannah jest tekst...

























Musiałem kurwa :gabi_much_love:


Zdrówka i wytrwałości mordeczki.
Nie rozkminiać przeszłości i się nią nie dołować. Nikt nie ma wpływu gdzie się urodził, czy był chcianym dzieckiem czy nie, czy w ogóle inne problemy które mają na to wpływ. Patrzeć prosto przed siebie i zrozumieć że to nie wasza wina, tylko że mieliście pecha znajdując się od małego w chujowym położeniu .

Żli ludzie byli, są i będą i trzeba mieć niejako to z boku trochę i za bardzo się nie przejmować.
Jedna tylko uwaga, żeby nie lecieć w ukojenie typu alko, albo co gorsza narkotyki.
Moim zdaniem to podpisanie wyroku na siebie, szczególnie jeśli coś na bani siedzi, to tylko pogłębi.

A Sannah to niech to Szymborską w końcu pozwie albo coś, bo któryś raz z rzędu jej podpierdala tekst.
 
Jedna tylko uwaga, żeby nie lecieć w ukojenie typu alko
Tu się zgodzę, u mnie to ekstremalnie łatwo wchodzi na zasadzie że mogę nie pić przez 4 miesiące ale potem jak wejdę nawet na spokojne piwkowanie to i tak ląduje na "relaksowaniu" się 4 piwami co wieczór przez dwa tygodnie. Niby to nic przy ostrym łojeniu wódy ale człowiek nawet po takich 2 tygodniach gdzie nie idze się w nocy normalnie zregenerować a w dzień trzeba funkcjonować to chodzi jak zombie.


Mordo, ale to od Sannah jest tekst...
Hehłem nie ukrywam :beczka: ale co by o Sannah nie mówić to ładnie to przełożyła
 
Żałuję, że rok temu nie podjąłem się już działania w tym kierunku, tylko szedłem w zaparte, że sam z tym sobie poradzę, aż szambo wyjebało, wyjdę z tego, bo zaczynają się pojawiać już dni, że chcę ruszyć dalej w życiu :conorsalute:
Miałem podobnie, osoby z bliskiego otoczenia też przez długi czas mówiły mi że wyglądam na przygnębionego, przygaszonego ,pytały czy wszystko u mnie jest ok ? A ja odpowiadałem że tak że wszystko jest dobrze, że to tylko chwilowe itd. A prawda jest tak że okłamywałem zarówno ich jak i siebie samego.I tak jak większość facetów wmawiałem sobie że poradzę sobie z tym sam że przecie ja nie baba i nie potrzeba mi pomocy żadnych specjalistów a teraz już wiem że jest to błędne myślenie.Psycholog jest lekarzem od duszy/głowy tak jak dentysta od zębów i takie trzeba mieć podejście a nie wstydzić się wizyty u niego.Tylko tu trzeba mieć trochę szczęścia i trafić na odpowiednią osobę bo np:moja pierwsza wizyta u psychologa przebiegała ok do momentu w którym padło pytanie czy miałem kiedykolwiek myśl o odebraniu sobie życia na co ja będąc w stu procentach szczerym odpowiedziałem twierdząco i wtedy zaczeła się dziwna akcja w której pani psycholog zaczeła mi mówić że w takim wypadku ona powinna mnie zgłosić do leczenia w zakładzie zamkniętym, po takim stwierdzeniu z jej strony w mojej głowie straciła całe zaufanie którym ją obdarzyłem wchodząc do gabinetu.Reszta wizyty to było już tylko i wyłącznie kitowanie jej że to był tylko epizod i to już jakiś czas temu itd. Na końcu wizyty dostałem receptę na jakieś nieinwazyjne leki na poprawę nastroju , zapłaciłem i wyszedłem.Trafienie na dobrego specjalistę to część klucza do sukcesu, tamta pani nie była kimś takim i trzeba było szukać dalej. Na pomoc specjalisty z NFZ liczyć za bardzo nie można w tym kraju bo z tego co pamiętam to jak dostałem skierowanie od lekarza rodzinnego w połowie marca tak pierwszą wizytę miałem mieć 26 grudnia (wyobraźcie sobie sytuację jakiejś osoby w dużo gorszym stanie od mojego której życie może wisieć na włosku i której nie stać na wizytę prywatnie :siara:) przecie taki nieszczęśnik do tego momentu zdążył by się odmeldować z tego świata kilka razy.Ogólnie czynników które mogą nam pomóc w walce z tym dziadostwem jest tak samo dużo jak i tych które mogą nam przeszkodzić.U mnie sprawdziły się zmiany w diecie i sport.Na moment obecny czuję się w miarę stabilnie, nie biorę leków i staram się normalnie żyć.Na końcu moich wypocin zostawię może trochę wyświechtane ale jakże prawdziwe słowa: Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą !!! Zdrówka i siły Panowie :conorsalute:
 
step by step, ja już jakiś czas temu uświadomiłem sobie skalę problemu i wiem że jak trafie na tzw. bratnią duszę na psychoterapia będę przeszczesliwy

a pasja i cel to mega ważne, cel, u mnie na razie z tym słabo, pomyśleć że jeszcze niedawno ledwo co chodziłem, mam w chuj samozaparcia i nie poddaje się, z lekarzami też miałem przeboje

zapomniałem Pany wspomnieć że 1.5 roku temu debilizm nie lekarz, a ja nie lepszy, baclofen taki lek, przechylilem pudełko i nie wiem ile tego zjadłem, wtedy nie chciałem myśleć, obudziłem się w szpitalu jeszcze na int. terapii w pasach, cały obolały, posiniaczony, rano mnie matka zastała zarzyganego i wezwała karetkę i mi potem opowiadała że medycy nie dali rady mnie zabrać, a że straż pożarna jest 200 m odemnie, to zadzwonili i przyjechali na sygnale, biłem się z nimi wszystkimi, strażaka szczęka przestawiona, ale dobrze mnie musieli potem dojechać, bo czułem się jak po dobrym wpierdolu, nic nie pamiętam do chwili wybudzenia, białego światła i tekstu "będziesz już spokojny ?'
Chlopie, masz szczęście, że z armatki wodnej nie oberwałeś. A tak poważnie, to mam nadzieję, że stęp by step jest z Tobą co raz lepiej. A jak zechesz łyknąć sobie czegoś całe opakowanie na raz, to kup emenemsy :beer:
 
Chlopie, masz szczęście, że z armatki wodnej nie oberwałeś. A tak poważnie, to mam nadzieję, że stęp by step jest z Tobą co raz lepiej. A jak zechesz łyknąć sobie czegoś całe opakowanie na raz, to kup emenemsy :beer:

dzięki mordo, o tiktakach tez będę pamiętał ,)

troszkę mam zjazd w bani
i wróciły koszmary tak rzeczywiste że nie odróżniam snu od jawy, bywało tak że naście historii jednej nocy, budzisz się zalany potem i nie możesz zlapac oddechu
 
dzięki mordo, o tiktakach tez będę pamiętał ,)

troszkę mam zjazd w bani
i wróciły koszmary tak rzeczywiste że nie odróżniam snu od jawy, bywało tak że naście historii jednej nocy, budzisz się zalany potem i nie możesz zlapac oddechu
Jest coś po czym czujesz się lepiej? Sport, spacer? Jest taka czynność?
 
Więc sam najlepiej wiesz co robić :beer: Sport jest chyba lekarstwem na wszystko.

brakuje kontaktu z kobietami, ale to obecnie nie jest najważniejsze, przed tym wszystkim nie miałem problemów rozmawiać i być pewnym siebie, naturalnie wszystko, teraz ciężko, opory, dziwnie, może jeszcze rany się nie zaklepaly, i szczerze to nie wiem co kobieta będzie musiala zrobić żebym się zaangażował, nawet w małym stopniu
 
Więc sam najlepiej wiesz co robić :beer: Sport jest chyba lekarstwem na wszystko.
Nie tyle co sport co zajęcie sie czymś. Jak masz co robic to nie masz czasu myśleć o glupotach i tak mija czas.

Praca, pasja, sport, ludzie i jakies społeczne integracje.

Gorzej jak trafi Ci sie przerwa spowodowana czymkolwiek to masz nagle zjazd bo za duzo wolnego czasu sie pojawia.
 
do góry łeb i walczymy z tym kurestwem, różne historie, atrakcje

napierdalamy!

cieszę się że napisałem tutaj swój pierwszy post, dużo mi pomogło dobre słowo od was, dyskusja i świadomość że są jeszcze dobre mordy na tym swiecie ,)
 
Trening zawsze pomoze, trenujac nie tylko wyrabiasz silne cialo, ale przede wszystkim silny umysl.
1723450190324.png
 
Back
Top