Dramat.
Najgorsi są tacy głupiomądrzy filozofowie.
PRL, pod okupacją rosyjską, w służbach zatrudniani dziadkowie niektórych użytkowników tutaj z odpowiedniego klucza, zakatowali chłopaka, nie jednego, nie dwóch...
=
USA, nie pod okupacją ale właśnie najeżdżany, służby prowadzą akcję ochronną własnego państwa, swoich rodaków, pojawia się zdrajca, który próbuje przerwać akcję taranując funkcjonariuszy suvem, dostaje kulkę w reakcji.
No tak, rzeczywiście te same rzeczy.
Ja mówię o prawdziwym najeździe na granicę państwa, mówię o prawdziwym zdrajcy wewnętrznym, który właśnie się ujawnił.
A ten mi coś pierdoli o jakichś innych obozach, o lubieniu i nie.
To właśnie pokazuje, że będąc tylko głupiomądrym filozofem, można na coś patrzeć i nie widzieć tego na co się patrzy.
Nic nowego.
Od zawsze jedni najeżdżali drugich, od zawsze zdrajcy wewnętrzni próbowali otwierać bramy, od zawsze takich ludzi się za to zabijało.
A dzisiaj: