Ja w tym roku spełniam swoje postanowienie czyli zero piwa w święta (wystarczy, że w sylwestra nieco pójdzie). Za to do wigilii i po niej poszła cała butelka jakiegoś czerwonego, wytrawnego wina portugalskiego (nikt nie chciał w domu pić, to sam obaliłem). Wypite jak "soczek", niemalże duszkiem. O dziwo kaca nie było, co raczej jest podyktowane tym, że do stołu wigilijnego usiadłem niemalże jak do koryta i jadłem tyle ile byłem w stanie zmieścić a na koniec dobiłem się całym kartonikiem (!) ptasiego mleczka i śliwkami w czekoladzie. Nie ma szans abym wszedł na wagę, bo nie chce się przerazić :)