Auto-Moto czyli o tym czym się poruszamy po drogach

U mnie pierwsza była Renia Clio rocznik 92. Kupiłem ją za 1600zł. Pojeździłem pół roku i pewnej niedzieli, gdy wracałem z meczu, jakiś małolat wjechał mi w tył samochodem ojca. Na skrzyżowaniu Bukowskiej i Bułgarskiej ruchem kierowała policja, zresztą jak po każdym meczu. Jechałem za jakimś typem i on tuż przed skrzyżowaniem zahamował. Ja ledwo się zatrzymałem z uczuciem dużej ulgi, że w niego nie przypierdoliłem, a po sekundzie czy dwóch zjawił się owy małolat. Jak zajebał to moje siedzenie rozłożyło się na płasko. Zjechaliśmy na pobocze i oceniliśmy straty. W Reni uszkodzona lewa lampa, pęknięty zderzak, trochę pogięta klapa w narożniku i tyle. U młodego jebnięta chłodnica, lampa, maska też rozjebana. Pytam czy piszemy czy dogadujemy się. Młody zadzwonił do starego, a ten żeby dał mi 300. Więc stwierdziłem, że piszemy :fjedzia: . Koniec końców kupiłem tylko lampę za 80zł. Odszkodowania dostałem 900, a Renię sprzedałem za 1000 :beczka:
Takie historie są najlepsze, jak jeszcze rannych nie ma to już w ogóle
:antonio:
 
U mnie pierwsza była Renia Clio rocznik 92. Kupiłem ją za 1600zł. Pojeździłem pół roku i pewnej niedzieli, gdy wracałem z meczu, jakiś małolat wjechał mi w tył samochodem ojca. Na skrzyżowaniu Bukowskiej i Bułgarskiej ruchem kierowała policja, zresztą jak po każdym meczu. Jechałem za jakimś typem i on tuż przed skrzyżowaniem zahamował. Ja ledwo się zatrzymałem z uczuciem dużej ulgi, że w niego nie przypierdoliłem, a po sekundzie czy dwóch zjawił się owy małolat. Jak zajebał to moje siedzenie rozłożyło się na płasko. Zjechaliśmy na pobocze i oceniliśmy straty. W Reni uszkodzona lewa lampa, pęknięty zderzak, trochę pogięta klapa w narożniku i tyle. U młodego jebnięta chłodnica, lampa, maska też rozjebana. Pytam czy piszemy czy dogadujemy się. Młody zadzwonił do starego, a ten żeby dał mi 300. Więc stwierdziłem, że piszemy :fjedzia: . Koniec końców kupiłem tylko lampę za 80zł. Odszkodowania dostałem 900, a Renię sprzedałem za 1000 :beczka:
926e5009-c10a-48fe-b90e-fa0760f82fcd.png
 
Chuja się znacie:
1000007483.jpg


To była fura, 1.8 benzyniak jak to kurła szło 170 na autostradzie.
W dodatku targane z raichu w full opcji, elektryczne szyby, alufelgi (zajebali mi spod bloku po pół roku), klima (nie działała) ABS (nie działał).
Piękne czasy.
 
Chuja się znacie:
View attachment 130300

To była fura, 1.8 benzyniak jak to kurła szło 170 na autostradzie.
W dodatku targane z raichu w full opcji, elektryczne szyby, alufelgi (zajebali mi spod bloku po pół roku), klima (nie działała) ABS (nie działał).
Piękne czasy.
My z kuzynami w 2009 roku pojechaliśmy do Danii kuzyna Mazdą 323 z 1992 roku. Zrobiliśmy nią ponad 3000km w 10 dni. Pojechaliśmy szukać pracy wakacyjnej, pracy nie znaleźliśmy, ale przeżyliśmy wyjazd życia. Byliśmy tak zapakowani, że ja siedziałem z tyłu i kuzyna który siedział obok mnie widywałem tylko na postojach bo między nami był mandżur
:waldeklaugh:

Ale były czasy
:antonio:
 
Miałem taką 1.3 po dziadku. Nie ważyło nic. Dlatego na światłach brałem każdego. Zaliczone wyprzedzanie 47 tirów pod rząd na starej krajowej jedynce (teraz 91) pakietami po 1,2 czasami 3 jak się dało Przewiozło pół tony płytek z Wrocławia do Sieradza. Widoczność i skręt pozwalała zawrócić w toitoi’u. Nigdy się nie zepsuła. Jedyne auto gdzie zamknąłem licznik. Córka sobie nią wyjeżdżał z bramy do przedszkola z lekką asekuracją. Chciałbym coś złego o niej powiedzieć ale nie mam się do czego przyczepić. I te reklamy…

IMG_1440.jpeg

 
Miało być motoryzacyjne marzenie i Mazda RX-8 ze Stanów, a skończyło się na policyjnym Oplu Vectra 1.8 122 KM. W tym czasie czymś takim jeździła nieoznakowana psiarnia, także będąc na lewym nigdy nie musiałem używać długich, tylko czysty pas przez całą trasę. W sumie to wszystko było cacy do momentu założenia instalacji LPG. Od tego czasu stały check engine, duszenie przy temperaturach bliskich 0'C i obowiązkowa dolewka litra oleju co każde 1000 km. Od tamtej pory brzydzę się Oplem. Wkurwiały też ciągle przepalające się żarówki i łuszcząca się w rękach kierownica, ale muszę też pochwalić, że ani razu nie stanął mi podczas podróży. Do dziś dnia zastanawiam się, po jaki chuj, jako 23 letni singiel-student, wylądowałem w 5 osobowym, rodzinnym, niemieckim sedanie.
Opel-Vectra-C-12-1024x663.jpg
 
Opla bym nie kupił, ale z tym Twoim marzeniem to dopiero wdepnął byś w gówno i to takie przez duże g.
Chodzi o silnik Wankla i remont po około 110k km? To miało być auto na 4-5 lat, a nie do emerytury. Na wakacje do Włoch albo Chorwacji też bym tym nie jechał.
 
Takie historie są najlepsze, jak jeszcze rannych nie ma to już w ogóle
:antonio:
Fiat Punto mojego ojca. Ojciec pozwalał jeździć jak swoim kiedy zrobiłem prawo jazdy, więc jeździłem do miasteczka obok do mojej obecnej żony :awesome:
Pewnego poranka, jak często, obudziłem się u niej rano, ubrałem, wsiadłem do Puntiaca i byłem gotów jechać do roboty do Sanoka.
Miałem zabrać jej młodszego brata do szkoły w Sanoku, jechał na jakieś zakończenie roku albo coś takiego bo ubierał się w garnitur i dlatego się spóźnił do auta i czułem, że muszę się spieszyć... młody głupi :śmiech:

Nigdy się nie spiesz! zawsze zdążysz się spóźnić! - oto moje motto od tamtego czasu.

Zapierdalałem dosyć sporo, po prostej, szerokiej i pustej drodze generalnie więc luzik, wszystko pod kontrolą.
Wyprzedzam jakiegoś lamusa na pełnej piździe, wjeżdżam już przed niego a szwagier siedzi i pyta takim martwym głosem: "czerwone, nie hamujesz?"

Ja paczam, a tam kurwa, na moście jakiś remont robią (nie wiedziałem bo zawsze do nich jeździłem inną drogą, a nie główną), jeden pas zamknięty i światła puszczają wahadłowo.
Na światłach stoi już jakiś bidok, zadowolony z życia, gotowy na kolejny dzień w pracy...

Niby wcisnąłem hamulce ale przy tej prędkości i na tak krótkim odcinku nie miało to absolutnie żadnego znaczenia.
Wjechałem mu w dupę jak Pudzian w świeżego byczka, wyjebało go jak z procy na ten most!

Byliśmy, kurwa, żywymi crash test dummies, takimi jak widzicie nieraz na tych filmikach jak auto przypierdala z w coś z taką siłą i mocą, że aż skóra cierpnie.
Dobrze, że to było auto, które odskoczyło a nie ściana budynku lub jakiś TIR bo byłoby po wszystkim.
Prędkość była zajebista bo byłem właśnie na końcu manewru wyprzedzania.

Dziadek wylazł z auta blady, ja też, szwagier długo jeszcze siedział zapięty w te pasy i patrzył przed siebie.
Chłop mówi, że dzisiaj wyjątkowo pożyczył nowe auto od syna, kilka tysięcy przejechane.

Przyjechała policja, straż pożarna, moja dziewczyna, jej ojciec i mój ojciec... i tak zapoznałem ze sobą moich rodziców z moimi teściami :mamed:

p.s.

a no, i wtedy nastała era Almery :antonio:
 
Fiat Punto mojego ojca. Ojciec pozwalał jeździć jak swoim kiedy zrobiłem prawo jazdy, więc jeździłem do miasteczka obok do mojej obecnej żony :awesome:
Pewnego poranka, jak często, obudziłem się u niej rano, ubrałem, wsiadłem do Puntiaca i byłem gotów jechać do roboty do Sanoka.
Miałem zabrać jej młodszego brata do szkoły w Sanoku, jechał na jakieś zakończenie roku albo coś takiego bo ubierał się w garnitur i dlatego się spóźnił do auta i czułem, że muszę się spieszyć... młody głupi :śmiech:

Nigdy się nie spiesz! zawsze zdążysz się spóźnić! - oto moje motto od tamtego czasu.

Zapierdalałem dosyć sporo, po prostej, szerokiej i pustej drodze generalnie więc luzik, wszystko pod kontrolą.
Wyprzedzam jakiegoś lamusa na pełnej piździe, wjeżdżam już przed niego a szwagier siedzi i pyta takim martwym głosem: "czerwone, nie hamujesz?"

Ja paczam, a tam kurwa, na moście jakiś remont robią (nie wiedziałem bo zawsze do nich jeździłem inną drogą, a nie główną), jeden pas zamknięty i światła puszczają wahadłowo.
Na światłach stoi już jakiś bidok, zadowolony z życia, gotowy na kolejny dzień w pracy...

Niby wcisnąłem hamulce ale przy tej prędkości i na tak krótkim odcinku nie miało to absolutnie żadnego znaczenia.
Wjechałem mu w dupę jak Pudzian w świeżego byczka, wyjebało go jak z procy na ten most!

Byliśmy, kurwa, żywymi crash test dummies, takimi jak widzicie nieraz na tych filmikach jak auto przypierdala z w coś z taką siłą i mocą, że aż skóra cierpnie.
Dobrze, że to było auto, które odskoczyło a nie ściana budynku lub jakiś TIR bo byłoby po wszystkim.
Prędkość była zajebista bo byłem właśnie na końcu manewru wyprzedzania.

Dziadek wylazł z auta blady, ja też, szwagier długo jeszcze siedział zapięty w te pasy i patrzył przed siebie.
Chłop mówi, że dzisiaj wyjątkowo pożyczył nowe auto od syna, kilka tysięcy przejechane.

Przyjechała policja, straż pożarna, moja dziewczyna, jej ojciec i mój ojciec... i tak zapoznałem ze sobą moich rodziców z moimi teściami :mamed:

p.s.

a no, i wtedy nastała era Almery :antonio:
Historia jak z komedii romantycznej z Adamem Sandlerem w roli głównej
 
Jak to mawiał mój kolega z pracy "lepiej stracić minutę w życiu niż życie w minutę" :tysoncoffe: Czasami jak gdzieś się spieszę i zdam sobie sprawę z tego że za szybko jadę to od razu do głowy przychodzi mi ten cytat i wtedy już się nie spieszę :beczka:

Zdarza się że zapierdalam i wyprzedzam w zabudowanym, później uświadamiam sobie że nie zawsze muszę tak cisnąć. Za każdym razem powtarzam sobie żeby tak nie jeździć, a zapierdalanie to do czasu aż coś się stanie. Nie zawsze wychodzi, jednak ciężko ten łeb przestawić. :siara:
 
Last edited:
@Risky

Ford Escape 2.0 EcoBoost AWD Titanium

Jakieś opinie? Miałeś okazję naprawiać etc.?

Od razu uspokoje śmieszków, że Eco to gejowe, sporo pali i ma 243km, więc mocy jest.
 
@Risky

Ford Escape 2.0 EcoBoost AWD Titanium

Jakieś opinie? Miałeś okazję naprawiać etc.?

Od razu uspokoje śmieszków, że Eco to gejowe, sporo pali i ma 243km, więc mocy jest.
Generalnie ryzyko rośnie wraz z przebiegiem. Nie są to zbyt trwałe jednostki. Kolega miał dwulitrowkę w mondeo. Poszła głowica a nie tylko sama uszczelka. Pękło też Turbo. Skończyło się na wymianie silnika. Do tego skrzynia PowerShit która jest ulepiona z gówna i prawdopodobnie zdechnie szybciej niż silnik. Widziałem film z sekcji takiej skrzyni i jej jakosc jest naprawdę przerażająca.
Szczerze to w dobie internetu i szeroko dostępnych testów awaryjności zastanawiam się dlaczego w ogóle patrzysz w stronę Forda.
 
Generalnie ryzyko rośnie wraz z przebiegiem. Nie są to zbyt trwałe jednostki. Kolega miał dwulitrowkę w mondeo. Poszła głowica a nie tylko sama uszczelka. Pękło też Turbo. Skończyło się na wymianie silnika. Do tego skrzynia PowerShit która jest ulepiona z gówna i prawdopodobnie zdechnie szybciej niż silnik. Widziałem film z sekcji takiej skrzyni i jej jakosc jest naprawdę przerażająca.
Szczerze to w dobie internetu i szeroko dostępnych testów awaryjności zastanawiam się dlaczego w ogóle patrzysz w stronę Forda.

No w dobie internetu, to na stronach których zazwyczaj sprawdzają laicy to te auto ma dobrą opinie. A na temat każdej marki można się naczytać, ford gówno wort, mazda rdzewieje już w katalogu, francuza nie bierz bo rozjebana elektryka, alfa królowa lawety, bmw się pierdoli i auto dla patologi, mercedes drogi i to już nie to co kiedyś, audi cztery zera i piąte w środku etc.

A co innego nowszego w automacie w segmencie do 60k byś polecił?
 
A co innego nowszego w automacie w segmencie do 60k byś polecił?
Co wg Ciebie jest "nowsze"? Tzn od jakiego rocznika w górę startujesz?
Odnośnie tych stereotypów to część i to duża jest prawdziwa ale np wiele Mercedesów ma bardzo tanie części a BMW dobrze serwisowane i z odpowiednio dobranym silnikiem praktycznie się nie psuje. Dla patologi to jest e trzy śmieć albo rozpadające się E60 za 10 koła. Serwisuje kilka BMW takich za 40-50 tysięcy i nie są to złe wozy. Sam bym kupił.
Z tych stereotypów co napisałeś to rzeczywiście elektronika w Francuzach to dno, mazda rdzewieje ale te z silnikami skyactive już nie, Alfa to strach ale już niekoniecznie przez kabelki tylko przez psujące się i horrendalnie drogie części zawieszenia itd itp można długo wymieniać. Z nowszych nazistowskich wozów najlepszy Mercedes. Po latach upadku jakościowego wyciągnęli wnioski.
 
Last edited:
Co wg Ciebie jest "nowsze"? Tzn od jakiego rocznika w górę startujesz?
Odnośnie tych stereotypów to część i to duża jest prawdziwa ale np wiele Mercedesów ma bardzo tanie części a BMW dobrze serwisowane i z odpowiednio dobranym silnikiem praktycznie się nie psuje. Dla patologi to jest e trzy śmieć albo rozpadające się E60 za 10 koła. Serwisuje kilka BMW takich za 40-50 tysięcy i nie są to złe wozy. Sam bym kupił.
Z tych stereotypów co napisałeś to rzeczywiście elektronika w Francuzach to dno, mazda rdzewieje ale te z silnikami skyactive już nie, Alfa to strach ale już niekoniecznie przez kabelki tylko przez psujące się i horrendalnie drogie części zawieszenia itd itp można długo wymieniać. Z nowszych nazistowskich wozów najlepszy Mercedes. Po latach upadku jakościowego wyciągnęli wnioski.

W tej półce cenowej czyli do 60k to powyżej 2017 roku i niestety musi być automat i tylko benzyna wchodzi w grę. Auto nie będzie robiło jakichś ogromnych przebiegów, rocznie 8k myślę to max, a nawet i mniej.
 
Back
Top