
Przed nami ostatnia gala marca i w związku z tym trzy analizy na MMARocks. Nasza drużyna uważa, że trzech underdogów z proponowanych starć, może ugrać walki na swoją korzyść. Zapraszamy również do udziału w typerze betsafe.com, który w tym miesiącu będzie rekordowo szybki.
1) Wchodzimy na mmanaliza.com
2) Typujemy wszystkie cztery najnowsze przeanalizowane pojedynki + Erick Silva vs. Josh Koscheck + Kevin Souza vs. Katsunori Kikuno + Leandro Silva vs. Drew Dober
3) Piszemy w aktualnym temacie z analizami na MMARocks/Cohones (tym temacie) swoje własne typy z jedno/dwu zdaniowym uzasadnieniem dlaczego akurat tak stawiamy wraz z podaniem metody skończenia (poddanie/nokaut/decyzja/remis/dyskwalifikacja).
4) Wpłacamy 10 zł (lub więcej) na obojętnie jaki z zakładów przeanalizowanych na mmanaliza.com
Leonardo Santos - Tony Martin

Urodzony w Maple Grove w Stanie Minnesotan, Martin przed angażem w UFC uchodził za bardzo perspektywicznego zawodnika, który może zrobić niemałe zamieszanie w dywizji lekkiej. Niestety zawodnik ten w debiucie przegrał z Rashidem Magomedovem (MMA 18-1) a później z Beneilem Dariushem (MMA 10-1). Dopiero w trzeciej walce udało mu się zwyciężyć. Pokonał wtedy Fabricia Camoesa (MMA 14-9) przez poddanie.
Największą wadą tego zawodnika to jego kondycja. Gdyby nie to, że strasznie szybko zaczyna mu brakować paliwa w baku, to pewnie nie miałby wspomnianych dwóch porażek. Z Dariushem praktycznie się poddał ze zmęczenia w drugiej rundzie. Nie inicjował uderzeń, dał się banalnie obalić i nie przyłożył się do obrony przeciw poddaniu. W pierwszych rundach bardzo ładnie sobie radził z Beneilem oraz Rashidem i wygrywał z nimi na punkty, ale od drugich rund odpadł totalnie praktycznie oddając zwycięstwo rywalom. Prądu na walkę w szybkim tempie starcza mu na zaledwie jedną rundę – później zaczyna wyraźnie spowalniać. Jest to spowodowane głównie tym, że jest bardzo aktywny i lubi od początku dyktować tempo. O ile w bojach z Phillipe Noverem (MMA 9-5) i Tylerem Hellenbrandem (MMA 8-1) nie przeszkodziło mu to w wymęczeniu decyzji sędziowskich, to na najwyższym poziomie rywalizacji problemy z wydolnością rywale potrafią brutalnie wykorzystywać. Walka z Camoesem nie wyszła poza pierwszą rundę, dlatego ciężko stwierdzić czy Tony poprawił się w tym aspekcie.
Martin ma dość dobrą stójkę. Posiada w swoim arsenale sporo kombinacji, jednak unika długich wymian. Lubi bić krótkimi ciosami z klinczu. Mocno kopie, zwłaszcza lowkickami. Zawodnik ten jest przeciętny w zapasach. Obala lecz sam też daje się obalać – zwłaszcza gdy już mocniej się zmęczy. W ostatniej walce dał jednak przepiękny popis ofensywy zapaśniczej po której poddał przeciwnika.

Trzeba mu oddać to, że jak już obali, to potrafi to doskonale wykorzystać. Pomijając Camoesa, gdy obalił Magomedova to znalazł się od razu w bocznej.
Tony Martin w parterze radzi sobie bardzo dobrze. Jest tam bardzo silny i gibki. Błyskawicznie przechodzi od jednej techniki kończącej do drugiej. Gdyby nie potężne serce do walki Magomedova, który zwijając się z bólu w mocnym uścisku balachy Martina, dał radę się z niej oswobodzić, to walka zakończyłaby się poddaniem w pierwszej rundzie. Tego dylematu jednak nie było w walce z Camoesem, który odklepał kimurę nad którą Tony pracował dobrą minutę!
Poniżej prawie zapięta balacha na Rashidzie:

Z jednej strony Amerykanin potrafi stworzyć ogromne zagrożenie w parterze, z drugiej – sam bywał w niedogodnych pozycjach. Magomedov był bliski poddania go gilotyną w trzeciej odsłonie pojedynku, a Dariush ostatecznie odklepał go trójkątem rękoma.
_____________
Po drugiej stronie stanie Leonardo Santos, utytułowany grappler z Brazylii oraz zwycięzca reality show The Ultimate Fighter. Pomimo niewątpliwych sukcesów w parterze, Leo nie błyszczy jednak w oktagonie.
Zapasy nie są jego mocną stroną. Bywa obalany. Swego czasu nawet przez Williama „Patolino” Macaria (MMA 7-1), który z grapplingiem raczej nie ma za wiele wspólnego. Santos walczy strasznie ospale. Nie jest agresywny ani dynamiczny w swoich akcjach. Często jest wygwizdywany i po prostu nudny do oglądania. Dużo klinczuje, a jego stójka nie jest na tyle groźna, by jakoś przesadnie się nią przejmować. Warto jednak zwrócić uwagę, że miał swoje sukcesy z Normanem Parke (MMA 20-3-1), z którym zresztą stoczył najlepszy bój w karierze – bój, który i tak by przegrał gdyby Norman nie miał odjętego punktu za trzymanie jego spodenek przy próbie obalenia.
Leo kolejny raz jest faworytem. Był nim również wtedy gdy walczył z Efrainem Escudero (MMA 23-9). Wówczas wygrał, ale, o rety, ależ dał słabą walkę! Obaj zawodnicy już po pierwszej rundzie zaczęli pływać. Leo skuteczniej obalał, ale na nogach lepiej radził sobie Efrain. A skoro Efrain wyboksował Santosa, to Tony Martin również nie powinien mieć z tym problemu. Leo wymęczył decyzję i praktycznie tylko jednym obaleniem pod koniec trzeciej rundy zwyciężył. Fatalna dyspozycja - jak zwykle zresztą.
Pisaliśmy wcześniej o kondycji Martina. U Leonarda wcale nie jest lepiej. Aspekt ten więc się równoważy, a skoro kondycja u obu panów jest b-e-z-n-a-d-z-i-e-j-n-a to w każdym aspekcie lepszy jest Tony, nawet w grapplingu dorównuje specjaliście z Brazylii (przynajmniej pod kątem BJJ pod MMA). Dlatego bez większego wahania uważam 1.93 za kurs atrakcyjny i przewiduję pierwszą porażkę Santosa od 2009 roku – choć w Brazylii może to być nieco problematycznie jeśli chodzi o decyzję sędziowską. Nie mniej dla mnie underdog jest faworytem i warto na Tony'ego zagrać. Jeśli jednak Martin przegra z Santosem, to nie ma czego szukać w UFC. Nie wyobrażam sobie by można było nadal nazywać kogoś jako perspektywicznego zawodnika, kto przegrałby z kimś takim jak Leo Santos.
Demian Maia - Ryan LaFlare

Ryan LaFlare czy Demian Maia, faworyt czy underdog? Sprawdźmy, na którego z nich bardziej warto postawić pieniądze.
W przypadku zawodników zbliżających się do czterdziestki, próbując ocenić ich szanse w kolejnej walce, zdecydowanie bardziej warto przeanalizować ostatnie pojedynki, niż odwoływać się do całej kariery. Co zatem 37-letni Demian Maia (MMA 19-6) pokazał w boju z Alexandrem Yakovlevem (MMA 21-6-1)?
Zaczął agresywnie i od początku dyktował tempo. Zaganiał rywala pod siatkę, dając mu małe pole do wyprowadzenia skutecznej ofensywy. W połowie pierwszej odsłony wystrzelił prawym sierpowym, po którym rywal zaliczył nokdaun.

Maia szybko zdobył dosiad, z którego wyprowadzał mocne łokcie. Nie zdołał jednak skończyć walki przed czasem – Rosjanin przyklejał się do klatki piersiowej rywala i dotrwał do końca pierwszej odsłony. W drugiej rundzie Maia wykonał obalenie i też szybko doszedł do dosiadu, jednak znowu go nie wykorzystał. Alexander nawet później wykonał przetoczenie, po czym zagroził na chwilę duszeniem przednim, by ostatecznie wylądować w gardzie rywala i zadać kilka ciosów z góry. W trzeciej odsłonie Demian był już mocno zmęczony. Został obalony, dał radę stać, ale też zaczął przyjmować dużo ciosów w stójce. Mimo to znowu obalił i kolejny raz zdobył dosiad, w którym spędził sporo czasu. Brazylijczyk wygrał walkę zdecydowanie, jednak mimo wielu okazji nie skończył pojedynku przed czasem.
Jakim ogólnie zawodnikiem jest Demian Maia? To całkiem niezły zapaśnik, który potrafi obalać z klinczu pod siatką, ale też na środku oktagonu po dynamicznym wejściu w nogi, po skróceniu dystansu ciosami. Parter oczywiście jest jego największą domeną – tam sprawnie przechodzi pozycje, szuka poddań i nie zapomina o zadawaniu ciosów (zwłaszcza ostatnio znacznie częściej uderza niż szuka technik kończących). Stójkę ma przyzwoitą – dokonał w niej sporych postępów na przestrzeni całej kariery, jednak mimo że uderza dość mocno, to nie nokautuje. Ryan LaFlare (MMA 11-0) powinien przetrwać w tej płaszczyźnie bez większego uszczerbku na zdrowiu. Skoro już jesteśmy przy Ryanie to kilka słów o nim:
Jest dużym półciężkim – będzie mieć przewagę warunków fizycznych nad Brazylijczykiem. Nie walczył blisko rok – leczył w tym czasie kontuzję. Powraca po zwycięstwie nad Johnem Howardem. To wszechstronny zawodnik, bardzo solidny w każdej płaszczyźnie i ciężko wskazać jego wady. W stójce prezentuje szeroki wachlarz technik – jest sprawnym bokserem, ale robi też dobry użytek z nóg (świetne kopnięcia na korpus). Najważniejszym atutem jest to, że pozostaje aktywny, podkręca tempo i narzuca swój styl walki, co jest przychylnie oceniane przez sędziów punktowych.
Ryan potrafi dynamicznie obalić – bez problemu robił to chociażby w boju z Howardem. Poniższa animacja pochodzi z początku pierwszej rundy, gdzie Ryan obala rywala za jedną nogę po markowanym lewym prostym:

Jego defensywa zapaśnicza nie jest rewelacyjna, jednak posiada świetną umiejętność szybkiego powracania do stójki. Na ziemi więc dużo częściej znajduje się w pozycjach dominujących, niż na plecach. Z góry w parterze jest czujny i stara się nie pozostawiać oponentom pola do wyciągnięcia dźwigni bądź duszenia – przykleja się do klatki piersiowej rywala i szuka możliwości przejścia gardy, nie zadając przy tym zbyt wielu ciosów. Zdarzało mu się tracić pozycje, bywał sweepowany, jednak było to incydentalne.
Werdykt
Demian Maia jest piekielnie groźny w pierwszych rundach. Sprawił ogromne problemy rywalom w początkowych fazach pojedynków w bojach z Rorym MacDonaldem i Alexandrem Yakovlevem. Nie skończył jednak tych walk przed czasem – później dodatkowo się spompował i zaczął popełniać błędy. Wielu błędów nie zwykł popełniać jego najbliższy rywal – Ryan LaFlare. Ten przede wszystkim będzie mieć przewagę w stójce, a defensywne zapasy powinny pomóc mu w utrzymaniu walki w tej płaszczyźnie. Pojedynek przewidziany jest na 5 rund, ale wątpię, że przetrwa pełne 25 minut. W każdym razie – obojętnie czy walka zakończy się decyzją, czy szybciej - oczyma wyobraźni widzę wygraną LaFlare’a. Maia będzie stwarzać zagrożenie poddaniem, ale tylko w początkowej fazie pojedynku. W miarę upływu czasu, Ryan - który też tytanem kondycji nie jest – powinien mimo wszystko przeważać szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Kurs na zwycięstwo LaFlare’a jest dużo ciekawszy i to na niego stawiam pieniądze.
Francisco Trinaldo - Akbarh Arreola

Brazylijczyk Francisco Trinaldo jest już dość znany polskim fanom. "Massaranduba" w 2013 stoczył emocjonujący pojedynek z Piotrem Hallmannem (MMA 15-3). Od tego czasu walczy w kratkę. Porażkę z Piotrem przypieczętował zwycięstwem z Jessem Ronsonem (MMA 14-5), by później ponownie przegrać, tym razem z Michaelem Chiesą (MMA 11-2). W ostatnim boju był lepszym zawodnikiem od rodaka Leandra Silvy (MMA 17-2-1).
Stójka: „Massaranduba” walczy z odwrotnej pozycji. Jest wytrzymałym zawodnikiem dysponującym szczęką odporną na ciosy o czym świadczy też fakt, że jeszcze nigdy w swojej karierze nie przegrał przez nokaut. Samemu jednak udawało mu się odprawiać rywali ciosami. Teoretycznie pięć zwycięstw przez nokaut powinno pokazać nam, że Francisco ma bardzo mocne uderzenie. Ta teza byłaby jednak naciągana, ponieważ Brazylijczyk nie jest zawodnikiem posiadającym tzw. „power punch” – rywali kończył po serii uderzeń, a nie po jednej czy dwóch skutecznych „bombach”. Byli to w dodatku zawodnicy z dolnej półki – mi.n. pokonany niedawno przez naszego rodaka, Tomasza Drwala na gali PROMMAC, Delson Heleno (MMA 25-8). W UFC „Massaranduba” częściej poddaje rywali niż ich nokautuje.
Parter: Trinaldo najlepiej czuje się na ziemi i będąc z góry w parterze faktycznie jest groźny. Jedną z jego ulubionych technik jest trójkąt rękami, do którego dąży często od razu po obaleniu przeciwnika. Właśnie w ten sposób poddani zostali Mike Rio (MMA 9-4) i C.J. Keith (MMA 8-2). W przerwach między szukaniem dźwigni i duszeń, zadaje ciosy łokciami – często na korpus. Zdarzało mu się także wyprowadzać kolana na korpus. Ma mocne ground'and'pound. Dobrze kontroluje pozycje z góry i będąc pod nim ciężko go z siebie zrzucić. Jednak już w walce z Michaelem Chiesą, w parterze był bezradny i Michael robił z nim co chciał. Leandro Silva równoważył zapędy grapplerskie Trinalda.
Klincz i zapasy: Francisco nie jest zawodnikiem dynamicznie wchodzącym w nogi. Jeśli chce sprowadzić rywali do parteru, to robi to najczęściej z klinczu, w którym dobrze wykorzystuje swoją siłę fizyczną. Mimo, że siłowe obalenia są jego mocną stroną, to nie jest zawodnikiem, który wygrywa walki dzięki zapasom i kontroli z góry. W walkach z Jesse Ronsonem, Hallmannem i Rio wykonał zaledwie po jednym obaleniu, z C. J. Keithem dwa, a Gleisona Tibau (MMA 28-10) nie dał rady przewrócić ani razu.
Akbarh Arreola ma kilka bardzo ciekawych liczb na swoim koncie. 17 zwycięstw przez poddanie, 17 zwycięstw w pierwszej rundzie. Imponująco to wygląda. W UFC zdołał stoczyć dwa pojedynki. W debiucie po dość wyrównanej walce przegrał z Thiago Tratorem (MMA 19-5-2, 1NC), ale później zrehabilitował się na 38-letnim Yvesie Edwardsie (MMA 42-22-1, 1NC). Francisco niebezpiecznie zbliża się do podobnego pułapu wiekowego.
Pomimo 17 poddań Akbarh ma dość dobrą stójkę. Bije w tempo, często na nacierających rywali. Stosuje podbródkowe, sierpy i proste, ale jego największą bronią są mocarne kopnięcia. Kopie lowkicki oraz middlekicki z wielką mocą. Jest to bardzo sprawny kickboxer i z całą pewnością ma większy zasób technik niż Brazylijczyk.

Również kondycja idzie tu na konto Meksykanina. W trzecich rundach w dalszym ciągu potrafił mocno bić. Jeśli uda mu się zrywać klincz w który wchodził będzie Trinaldo i nie będzie tak często dawał się obalać to Arreola powinien to ugrać na swoją korzyść. Niewykluczone, że i poddanie wchodzi w grę. Akbarh świetnie przechodzi pozycje i wykorzystuje każdą okazje do założenia techniki kończącej. To po prostu dobry zawodnik i kurs w postaci 2.55 uważam za bardzo kuszący. Choć Trinaldo nie zaprezentował się źle w w boju z Silvą, to też nie zaprezentował się dobrze. Również jakby kondycja mu się nieco polepszyła lub inaczej dysponuje energią - jeśli walka dojdzie do decyzji to trzeba się liczyć z tym, że po wyrównanej walce (tak jak było z Tratorem - choć wtedy to było San Jose), decyzja może iść w stronę Brazylijczyka zwłaszcza, że gala jest w kraju kawy.
http://www.mmarocks.pl/ufc-fight-night/analiza-kursow-betsafe-ufc-fight-night-62-maia-vs-laflare
Last edited by a moderator: