Absurdy poprawności politycznej.

proekologiczne lewactwo

:beczka: :beczka: :beczka:

AA1PYvRk.img


Manhattan zmaga się z chronicznym problemem braku miejsc parkingowych, który od lat frustruje zarówno mieszkańców, jak i turystów. W gęsto zaludnionych częściach tej skalistej wyspy znalezienie wolnego parkingu to istna walka o przetrwanie. Na co dzień kierowcy krążą godzinami po ulicach, blokując ruch i generując emisje spalin, podczas gdy alternatywy jak transport publiczny czy car-sharing nie zawsze są wygodne.


Według raportów miejskich, w szczytowych godzinach nawet 30% pojazdów w centrum miasta to te szukające miejsca do zaparkowania. Mieszkańcy, zmęczeni mandatami i stresem, coraz częściej domagają się systemowych zmian, ale proponowane rozwiązania, jak dodatkowe garaże podziemne czy strefy bez samochodów, spotykają się z oporem biurokratycznym i wysokimi kosztami.

Chcą zbudować największy parking świata w Central Parku​

W tym kontekście pojawiła się prowokacyjna propozycja, która wstrząsnęła siecią społecznościową. Otóż jest nią zamiana całego Central Parku w największy na świecie wielopoziomowy parking dla dziesiątek tysięcy samochodów. Pomysł, przedstawiony w viralowym poście na platformie X przez użytkownika @0xgaut, pokazuje wizualizację, w której ikoniczny zielony płuc miasta zamienia się w labirynt betonowych poziomów zapchanych autami.


Autor żartobliwie sugeruje, że to "proste rozwiązanie problemu parkowania, o którym nikt nie chce rozmawiać", podkreślając, iż nawet nazwa "Central Park" mogłaby pozostać bez zmian. Ta satyryczna wizja, choć absurdalna, zyskała tysiące reakcji, od entuzjastycznych memów po oburzone komentarze ekologów, prowokując dyskusję o priorytetach urbanistycznych w Wielkim Jabłku.


Central Park zmieniony w gigantyczny parking dla sam :jjsmile: ochodów​

Zwolennicy takiego podejścia argumentują, że gigantyczny parking rozwiązałby problem raz na zawsze, uwalniając ulice od chaosu i stymulując gospodarkę poprzez ułatwiony dostęp do centrum. Wyobraźmy sobie, kilkadziesiąt poziomów podziemnych i nadziemnych, mieszczących ponad 100 tysięcy pojazdów, z systemami automatyzowanymi i ładowarkami dla aut elektrycznych, to mogłoby stać się turystyczną atrakcją samą w sobie, przyciągając miłośników motoryzacji z całego świata.


Krytycy jednak widzą w tym katastrofę. A jest nią utrata 843 akrów zieleni. To oznaczałaby nie tylko ekologiczny dramat, ale też stratę dla zdrowia psychicznego milionów nowojorczyków, którzy traktują park jako oazę relaksu, w której mogą schronić się od zgiełku miasta. Jak zauważył jeden z komentatorów, "to jak Houston z lepszą pogodą" - symbol regresu do ery samochodów kosztem zrównoważonego rozwoju.


Równowaga między rozwojem a ochroną środowiska​

Ostatecznie ta kontrowersyjna propozycja przypomina nam o napięciu między potrzebami codziennego życia a wizją przyszłości. Czy Nowy Jork powinien iść w kierunku betonowej utopii, czy raczej inwestować w rowerowe ścieżki, metro i dzielenie się pojazdami?

Satyra @0xgaut zmusza do refleksji. Może zamiast burzyć parki, czas naprawdę porozmawiać o tym, co napędza to miasto, bo to nie są silniki, tylko ludzie. W końcu, jak śpiewała Joni Mitchell, "Wybrukowali raj i postawili parking", ale czy naprawdę tego chcą mieszkańcy Nowego Jorku?
Wiadomo że to się nie spełni.
Zamienić jedną z większych rozpoznawalnych atrakcji w mieście na betonowego kolosa żeby ludzie mieli gdzie parkować swoje elektryczne SUV-y. Nikt nie jest tak bardzo popierdolony, co nie ?
 
Wiadomo że to się nie spełni.
Zamienić jedną z większych rozpoznawalnych atrakcji w mieście na betonowego kolosa żeby ludzie mieli gdzie parkować swoje elektryczne SUV-y. Nikt nie jest tak bardzo popierdolony, co nie ?
Co nie?
:beczka:
 
Pierdolnięci, to brawo dla polskiej chwdp.
Jak to mówili Niemcy z AK (Auschwitz Kommando): ja tylko wykonuję rozkazy...

Usłyszałem to też od policjanta wypisującego mi mandat na 70 (jechałem 90) na dwupasmowej drodze ekspresowej z widokiem po horyzont z jednej i drugiej strony, że to ograniczenie jest bez sensu, no ale on "musi".

EDIT:
Swoją drogą jechałem z żoną do Poznania do lekarza bo dostalismy info ze zwolnił sie termin i mozemy nasza wizyte za 3mce odbyc dzisiaj.
 
Jak to mówili Niemcy z AK (Auschwitz Kommando): ja tylko wykonuję rozkazy...

Usłyszałem to też od policjanta wypisującego mi mandat na 70 (jechałem 90) na dwupasmowej drodze ekspresowej z widokiem po horyzont z jednej i drugiej strony, że to ograniczenie jest bez sensu, no ale on "musi".

Pierdolnięci, to brawo dla polskiej chwdp.
Kolejny dowód na to, że nasze państwo jest niemal kompletną fikcją. Oczywiście nie jest to pierwszy przypadek tego typu, tak więc mamy po prostu dowód potwierdzający regułę.

Mówiłem za czasów korony, żeby ich napierdalać to by się w główkach trochę wyprostowało.
 
Ta Szwecja to mocna, silni wobec słabych, słabi wobec silnych.

Chuj że smoluchy z chujami na wierzchu gwałcą w biały dzień i masz strefy no go na ciapackich dzielnicach.
Maszyna urzędnicza działa wtedy jak trzeba bezbronne dzieci zawinąć. HATFU
 
A propos strefy ciszy i relaksu. We wrześniu byłem z ojcem w Gorcach i Pieninach, taki trekking by zdobyć Turbacz i Wysoką. Ostatniego dnia, w sobotę byliśmy na szlaku prowadzącym na Trzy Korony i to był błąd w chuj. Nie diść że pogoda była beznadziejna, mglisto jak diabli. To na szlaku zejściowym z góry, non stop towarzyszyły nam grupy Grażyn w wieku 35-60 lat, które non stop śmiały się i piłowały mordy jakby były na arabskim bazarze. Każdy kamyk, drogowskaz, psia kupa była świetnym powodem do robienia grupowych zdjęć i darcia japy. Kurła, jak ktoś chce iść pogadać to niech idzie do kawiarni, drzeć japę to przecież są kluby i dyskoteki, po co przenosić to na szlaku, który ponadto biegnie przez park narodowy. Część ludzi zachowuje się na szlaku jak bydło. Jak zszedłem bocznym szlakiem z dala od Grażyn to aż cisza dzwoniła mi w uszach.
 
A propos strefy ciszy i relaksu. We wrześniu byłem z ojcem w Gorcach i Pieninach, taki trekking by zdobyć Turbacz i Wysoką. Ostatniego dnia, w sobotę byliśmy na szlaku prowadzącym na Trzy Korony i to był błąd w chuj. Nie diść że pogoda była beznadziejna, mglisto jak diabli. To na szlaku zejściowym z góry, non stop towarzyszyły nam grupy Grażyn w wieku 35-60 lat, które non stop śmiały się i piłowały mordy jakby były na arabskim bazarze. Każdy kamyk, drogowskaz, psia kupa była świetnym powodem do robienia grupowych zdjęć i darcia japy. Kurła, jak ktoś chce iść pogadać to niech idzie do kawiarni, drzeć japę to przecież są kluby i dyskoteki, po co przenosić to na szlaku, który ponadto biegnie przez park narodowy. Część ludzi zachowuje się na szlaku jak bydło. Jak zszedłem bocznym szlakiem z dala od Grażyn to aż cisza dzwoniła mi w uszach.

Kiedyś tego nie było,
a teraz nie dość że w górach tłumy to jeszcze te tłumy są naprawdę dzikie, zero kindersztuby.
 
Back
Top