Ja zaryzykuję stwierdzenie, że w przypadku wielu zawodników -- zarówno mma jak i boksu -- najbardziej dewastujące są mocne, jak i te słabsze, sparingi, które uskuteczniają oni przez lata. W obu tych dyscyplinach w rękawicach. W kaskach lub bez. Mózg w nich się natrzęsie na potęgę.
Nie wiem, czy grok mnie kłamie, ale tak twierdzi:
Topowi zawodnicy (np. Conor McGregor, Jon Jones, Khabib Nurmagomedov) w pełni campie robią
150–300 rund sparingowych ogółem, z naciskiem na 3–4 tygodnie przed walką. Hard sparring jest rzadki (1–3 sesje tygodniowo, max 3 razy co 6 miesięcy, by uniknąć urazów).
- Tygodniowo: 20–40 rund (4–6 sesji po 3–6 rund każda). Na przykład:
- Początek campu: 15–25 rund lekkich/technicznych (focus na technikę).
- Środek: 25–35 rund, w tym mieszane (np. 5 rund striking + 5 grappling).
- Końcówka (fight week): 10–20 rund, głównie lekkie, by nie męczyć ciała.
- Przykłady: Zawodnicy jak Israel Adesanya raportują 200+ rund w campie; w gymach jak American Top Team sesje to 4–5 rund po 5 min z przerwami 1 min. Hard sparring: Tylko kilka razy w campie, np. 3–5 rund na sesję.
To buduje wytrzymałość na 3–5 rund walki (15–25 min).
Boks
W boksie rundy sparingowe trwają 2–3 min (jak w walce), z fokusem na striking. Topowi bokserzy (np. Tyson Fury, Canelo Alvarez) celują w
200–400 rund sparingowych w campie, by symulować dystans walki (do 12 rund). Reguła "100 rund" dotyczy amatorów przed pierwszą walką, ale profesjonaliści robią znacznie więcej. Sparing z wieloma partnerami (po 2–4 rundy każdy).
Tygodniowo: 30–60 rund (3–5 sesji po 8–12 rund każda). Na przykład:
- Początek campu: 20–40 rund lekkich (budowa kondycji).
- Środek: 40–60 rund, w tym hard sparring (np. 12 rund z różnymi rywalami symulującymi przeciwnika).
- Końcówka: 15–30 rund, głównie techniczne.
Czyli wychodziłoby, że u nas to pewnie tacy zawodnicy jak Makrela mają minimum 200, a pewnie bliżej tych 300 rund. I tu właśnie bardziej istotna dla mózgu może być liczba tych urazów, a nie moc razów. Podkreślam dla mózgu, bo na pewno istotne w kontekście kontuzji, w tym rozcięć. A co za tym idzie możliwości odbycia pojedynku w ustalonym terminie.
Przy słabszych strzałach, amortyzowanych przez kaski czy duże rękawice, mózg wciąż się odbija od czaszki jak śliwka w kompocie od ścianek szklanki/słoika. Wydaje się, że Rugby jest zdecydowanie bardziej bezpieczne dla mózgu niż football amerykański, bo tam nie ma tych ochraniaczy i na chama jeden w drugiego tak nie wali -- o ile nie chce celowo się połamać lub rozbić łba.