Tanio skóry nie sprzedam

608985368_1261003832741099_7672784544842908585_n.jpg
 
Ryt pewnego wieczoru wrzucił posta zaczynającego się niewinnie:

„Dostałem ofertę z Kalifornii.”

Forum zamarło. Ktoś zapytał czy chodzi o pracę sezonową przy truskawkach. Paweł nie odpowiedział od razu, bo budował napięcie. Po 40 minutach dopisał:

„IT. Duża firma. Dolina Krzemowa. Szczegółów nie mogę zdradzić.”

Oferta była konkretna. Bardzo konkretna. Tak konkretna, że istniała wyłącznie w głowie Pawła. Według niego: praca zdalna, ale na miejscu, 20k dolarów miesięcznie „na start”, akcje firmy, auto służbowe i „luźna atmosfera”. Rekrutacja miała się odbyć przez maila, który Paweł dostał, ale nie może pokazać, bo NDA. Mail był po angielsku, ale Paweł czytał go „intuicyjnie”, bo – jak sam napisał –
„w IT język to tylko narzędzie”
I wtedy zaskoczył wszystkich.

Bo Paweł odrzucił ofertę.

Nie dlatego, że coś się nie zgadzało. Nie dlatego, że się bał. Nie. Paweł był ponad to. On był zbyt ludzki. Napisał długi, wzruszający post, w którym tłumaczył swoją decyzję:

„Kalifornia kusi, wiadomo. Ale ja mam tu rodzinę, przyjaciół, znajomych z osiedla. Nie mogę wszystkich zabrać ze sobą.”

Ktoś zapytał:

– „Paweł, ale ile masz tych bliskich?”
Paweł odpisał po chwili namysłu:
„Dużo. Nie będę liczył.”

W rzeczywistości „bliscy” Pawła to była mama, która pytała czemu znowu nie ma umowy na czas nieokreślony, kolega z pracy od palet i pan z warzywniaka, który mówił do niego „szefie”, bo Paweł zawsze brał dwie cebule.

Paweł tłumaczył dalej, że Kalifornia to nie wszystko.
– korki
– drogie mieszkania
– brak żabki
– inna mentalność

„Tam ludzie są fałszywi, a ja jestem realny” – napisał, siedząc w Pandzie z zaparowanymi szybami, bo ogrzewanie znowu nie działało.

Na forum ktoś zauważył, że przecież mógłby polecieć sam, sprawdzić się, a potem ewentualnie ściągnąć kogoś. Paweł odpisał krótko, ale dumnie:
„Ja nie jestem typem, który zostawia swoich.”

Tego samego dnia zostawił zmianę wcześniej, bo „źle się czuje”.
Kilka postów później Paweł dodał:
„Poza tym w USA MMA jest na niższym poziomie, a ja rozwijam własny styl.”
Tak, Garda X miała podbić Amerykę, ale Paweł postanowił jej oszczędzić.
Na koniec uspokoił wszystkich:
„Ofert będzie więcej. Kalifornia sama się zgłosiła.”

I rzeczywiście – zgłosiła się - kontrolka check engine w Pandzie.
 
Ryt pewnego wieczoru wrzucił posta zaczynającego się niewinnie:

„Dostałem ofertę z Kalifornii.”

Forum zamarło. Ktoś zapytał czy chodzi o pracę sezonową przy truskawkach. Paweł nie odpowiedział od razu, bo budował napięcie. Po 40 minutach dopisał:

„IT. Duża firma. Dolina Krzemowa. Szczegółów nie mogę zdradzić.”

Oferta była konkretna. Bardzo konkretna. Tak konkretna, że istniała wyłącznie w głowie Pawła. Według niego: praca zdalna, ale na miejscu, 20k dolarów miesięcznie „na start”, akcje firmy, auto służbowe i „luźna atmosfera”. Rekrutacja miała się odbyć przez maila, który Paweł dostał, ale nie może pokazać, bo NDA. Mail był po angielsku, ale Paweł czytał go „intuicyjnie”, bo – jak sam napisał –
„w IT język to tylko narzędzie”
I wtedy zaskoczył wszystkich.

Bo Paweł odrzucił ofertę.

Nie dlatego, że coś się nie zgadzało. Nie dlatego, że się bał. Nie. Paweł był ponad to. On był zbyt ludzki. Napisał długi, wzruszający post, w którym tłumaczył swoją decyzję:

„Kalifornia kusi, wiadomo. Ale ja mam tu rodzinę, przyjaciół, znajomych z osiedla. Nie mogę wszystkich zabrać ze sobą.”

Ktoś zapytał:

– „Paweł, ale ile masz tych bliskich?”
Paweł odpisał po chwili namysłu:
„Dużo. Nie będę liczył.”

W rzeczywistości „bliscy” Pawła to była mama, która pytała czemu znowu nie ma umowy na czas nieokreślony, kolega z pracy od palet i pan z warzywniaka, który mówił do niego „szefie”, bo Paweł zawsze brał dwie cebule.

Paweł tłumaczył dalej, że Kalifornia to nie wszystko.
– korki
– drogie mieszkania
– brak żabki
– inna mentalność

„Tam ludzie są fałszywi, a ja jestem realny” – napisał, siedząc w Pandzie z zaparowanymi szybami, bo ogrzewanie znowu nie działało.

Na forum ktoś zauważył, że przecież mógłby polecieć sam, sprawdzić się, a potem ewentualnie ściągnąć kogoś. Paweł odpisał krótko, ale dumnie:
„Ja nie jestem typem, który zostawia swoich.”

Tego samego dnia zostawił zmianę wcześniej, bo „źle się czuje”.
Kilka postów później Paweł dodał:
„Poza tym w USA MMA jest na niższym poziomie, a ja rozwijam własny styl.”
Tak, Garda X miała podbić Amerykę, ale Paweł postanowił jej oszczędzić.
Na koniec uspokoił wszystkich:
„Ofert będzie więcej. Kalifornia sama się zgłosiła.”

I rzeczywiście – zgłosiła się - kontrolka check engine w Pandzie.
1000009126.jpg
 
Nic nie mówiłeś że zapierdalałeś 170 paskiem do Sanoka, na romantyczną kolację w towarzystwie sztucznej cipy. :juanlaugh:
Bo nie do Sanoka i nie w towarzystwie sztucznej, a poza tym nie jadłem takich rzeczy, bo jak widzisz to wklejone z jakiejś strony... Coś kąśliwy się robisz... :eddieconspiracy:

Dobra, przypomniałem sobie o twojej babie i jej chęci odejścia, tera kapuję.

Wiem że to wkurwiające, przechodziłem to parę razy ale nigdy z matką moich dzieci, więc nie wiem jak to jest do końca.

Pocieszające jest to, że kolejne są lepsze, najczęściej. Najlepiej se znaleźć nimfomankę z którą się dobrze rozumiesz, wtedy jest najlepszy związek.

Ja byłem z taką to jeden z lepszych związków, codziennie ruchane, bez większych dramatów, a do tego sobie paliliśmy zioło i graliśmy czy słuchaliśmy muzyki.

Moim zdaniem ideał, ale wiadomo że to młodzieńcza fantazja bardziej niż dobra macocha, chociaż... Jakby się dobrze dogadywała z dzieciakami to chyba optymalna sprawa. Przystojny jesteś, zarobiony, tindera założysz i zara bedzie kilka chętnych. Tylko napisz że oferujesz poważny związek z seksoholikiem, żeby nie były zbyt pruderyjne

:frankapprove:
 
Bo nie do Sanoka i nie w towarzystwie sztucznej, a poza tym nie jadłem takich rzeczy, bo jak widzisz to wklejone z jakiejś strony... Coś kąśliwy się robisz... :eddieconspiracy:

Dobra, przypomniałem sobie o twojej babie i jej chęci odejścia, tera kapuję.

Wiem że to wkurwiające, przechodziłem to parę razy ale nigdy z matką moich dzieci, więc nie wiem jak to jest do końca.

Pocieszające jest to, że kolejne są lepsze, najczęściej. Najlepiej se znaleźć nimfomankę z którą się dobrze rozumiesz, wtedy jest najlepszy związek.

Ja byłem z taką to jeden z lepszych związków, codziennie ruchane, bez większych dramatów, a do tego sobie paliliśmy zioło i graliśmy czy słuchaliśmy muzyki.

Moim zdaniem ideał, ale wiadomo że to młodzieńcza fantazja bardziej niż dobra macocha, chociaż... Jakby się dobrze dogadywała z dzieciakami to chyba optymalna sprawa. Przystojny jesteś, zarobiony, tindera założysz i zara bedzie kilka chętnych. Tylko napisz że oferujesz poważny związek z seksoholikiem, żeby nie były zbyt pruderyjne

:frankapprove:
Już mam coś na oku i sytuacja jest rozwojowa. Kąśliwy jestem z natury a po chwili przykrości już mam wyjebane na starą. Widzę perspektywy zarówno finansowe jak i towarzyskie. I kurła wreszcie WOLNOŚĆ. Oficjalnie zaczynam trzecią młodość bo drugą tzn młoda dupa i szybki samochód miałem przedwcześnie po pierwszym małżeństwie. Trzeciego nie będzie. W końcu mam zamiar zadbać o siebie i cieszyć się życiem.
 
Już mam coś na oku i sytuacja jest rozwojowa. Kąśliwy jestem z natury a po chwili przykrości już mam wyjebane na starą. Widzę perspektywy zarówno finansowe jak i towarzyskie. I kurła wreszcie WOLNOŚĆ. Oficjalnie zaczynam trzecią młodość bo drugą tzn młoda dupa i szybki samochód miałem przedwcześnie po pierwszym małżeństwie. Trzeciego nie będzie. W końcu mam zamiar zadbać o siebie i cieszyć się życiem.
Jeśli są dzieci i ma być wojna (OZSS), daj znać.
 
To dobrze. Jak są dzieciaki to ich dobro jest w tym wszystkim najważniejsze. Wiem, że wielu, a może i większość rodziców potrafi wykorzystywać niewinne dzieciaki w rozstaniowym konflikcie.
Zwyczajnie każdy musi iść w swoją stronę. Ona ma mnie dość, ja jej także choć długo mi zabrało żeby sobie to przyswoić. Do tego ten układ zahamował kompletnie mój rozwój zawodowy i kontakty towarzyskie. Od lat nie miałem urlopu. Koniec z tym.
 
Back
Top