Pozytyw dnia

Ze wszystkich farmazonów krzaka, te o jego pracy lubię najbardziej, zapowiadają się piękne tygodnie jak już podpisze „KONTRAKT” :antonio:
O nie nie nie nie!
Mało tego,
że podpisze lukratywny kontrakt to jeszcze znajdzie jelenia podwykonawcę,
któremu będzie odpalał circa 15% ze swojego wynagrodzenia i nic nie będzie musiał robić,
a rwąca rzeka pieniędzy będzie stale zasilała jego konto.
:beczka:
A on będzie w tym czasie w gierki napierdalał.

Róbcie zdjęcia ;)
 
Po prostu wszyscy mu zazdrościcie!

Chłop szkoli GROM, jest specem od IT i ryzyka, rzuca shurikenami jak ninja, robi formę życia plankami i podbiera laski amerykańskim zapaśnikom, a to tylko mały wycinek jego historii, dziwisz się ?

:mamed:
 
Chłop szkoli GROM, jest specem od IT i ryzyka, rzuca shurikenami jak ninja, robi formę życia plankami i podbiera laski amerykańskim zapaśnikom, a to tylko mały wycinek jego historii, dziwisz się ?

:mamed:
Nie zapominaj o wchodzeniu na keto przy pomocy witamin (koniecznie z Olimp nutrition), walce z rekinami i zabijaniu krów uderzeniem pieści.
 

Attachments

  • Screenshot_20251130-073727.jpg
    Screenshot_20251130-073727.jpg
    83 KB · Views: 58
Pozytyw dnia wczorajszego:

Od parunastu dni przygotowuję się intensywnie do występu w maju. Zależy mi w chuj, bo to pierwszy raz, gdy na występ przyjdą moi rodzice, co więcej - wezmą nawet ze sobą mojego najmłodszego brata (może mu uszy nie zwiędną od paru wulgaryzmów). Rozpisałem sobie żarty odpowiednio wcześniej, wiele razy wszystko szło w kosz. Coś zaczęło mi się robić na dziąśle, przez co +- 3 dni wstecz ryj zaczął mi puchnąć niesamowicie, do tego stopnia, że wyglądałem jak 1/2 ryja chomika.

Noc przed wczorajszym dniem w panice: a co jak spuchnę tak, że nie będę mógł mówić? A co jak mi to na scenie pierdolnie? A co jak zbombię?
Rano ostatnie próby w domu, ostatnie małe poprawki tekstu.

Jadę na miejsce, witam się z organizatorem, ustalamy kolejność - jestem trzeci. Stresuję się w chuj na backstage'u, nawet nie rozmawiam za bardzo z innymi występującymi, bo jestem już w samym środku swojej głowy i aktywnie sam siebie sabotuję, wymyślając każdy możliwy sposób porażki. Nagle słyszę swoje nazwisko. Serce się uspokaja, stres przeradza się w ekscytację i chęć wejścia na scenę.

Wchodzę. Witam się. Rzucam pierwszym żartem - publiczność rozjebana. Później puenta za puentą, ludzie śmiali się bardzo, musiałem nawet robić przerwy na oklaski.
Najlepszy występ do tej pory.

Do tej pory rozpierdala mi głowę, że poza moją narzeczoną, która jest beta testerem tych żartów i czasami myślę, że śmieje się by nie było mi przykro, są też obcy ludzie, których jestem w stanie rozbawić.
 
Pozytyw dnia wczorajszego:

Od parunastu dni przygotowuję się intensywnie do występu w maju. Zależy mi w chuj, bo to pierwszy raz, gdy na występ przyjdą moi rodzice, co więcej - wezmą nawet ze sobą mojego najmłodszego brata (może mu uszy nie zwiędną od paru wulgaryzmów). Rozpisałem sobie żarty odpowiednio wcześniej, wiele razy wszystko szło w kosz. Coś zaczęło mi się robić na dziąśle, przez co +- 3 dni wstecz ryj zaczął mi puchnąć niesamowicie, do tego stopnia, że wyglądałem jak 1/2 ryja chomika.

Noc przed wczorajszym dniem w panice: a co jak spuchnę tak, że nie będę mógł mówić? A co jak mi to na scenie pierdolnie? A co jak zbombię?
Rano ostatnie próby w domu, ostatnie małe poprawki tekstu.

Jadę na miejsce, witam się z organizatorem, ustalamy kolejność - jestem trzeci. Stresuję się w chuj na backstage'u, nawet nie rozmawiam za bardzo z innymi występującymi, bo jestem już w samym środku swojej głowy i aktywnie sam siebie sabotuję, wymyślając każdy możliwy sposób porażki. Nagle słyszę swoje nazwisko. Serce się uspokaja, stres przeradza się w ekscytację i chęć wejścia na scenę.

Wchodzę. Witam się. Rzucam pierwszym żartem - publiczność rozjebana. Później puenta za puentą, ludzie śmiali się bardzo, musiałem nawet robić przerwy na oklaski.
Najlepszy występ do tej pory.

Do tej pory rozpierdala mi głowę, że poza moją narzeczoną, która jest beta testerem tych żartów i czasami myślę, że śmieje się by nie było mi przykro, są też obcy ludzie, których jestem w stanie rozbawić.
Eeee to już wiem dlaczego tyle się udzielasz w ‚sucharach bill’a’ a tak mało w ‚tanio skóry nie sprzedam’… :roberteyeblinking:
 
Eeee to już wiem dlaczego tyle się udzielasz w ‚sucharach bill’a’ a tak mało w ‚tanio skóry nie sprzedam’… :roberteyeblinking:
Chyba w żadnym z tych tematów się nie udzielam, jak mam być szczery - czasami wejdę na forum żeby pocisnać żelaznej cipie (ale to tak dla sportu), czasami wejdę w jakieś tematy freakowe, czasami tutaj.
 
Pozytyw dnia wczorajszego:

Od parunastu dni przygotowuję się intensywnie do występu w maju. Zależy mi w chuj, bo to pierwszy raz, gdy na występ przyjdą moi rodzice, co więcej - wezmą nawet ze sobą mojego najmłodszego brata (może mu uszy nie zwiędną od paru wulgaryzmów). Rozpisałem sobie żarty odpowiednio wcześniej, wiele razy wszystko szło w kosz. Coś zaczęło mi się robić na dziąśle, przez co +- 3 dni wstecz ryj zaczął mi puchnąć niesamowicie, do tego stopnia, że wyglądałem jak 1/2 ryja chomika.

Noc przed wczorajszym dniem w panice: a co jak spuchnę tak, że nie będę mógł mówić? A co jak mi to na scenie pierdolnie? A co jak zbombię?
Rano ostatnie próby w domu, ostatnie małe poprawki tekstu.

Jadę na miejsce, witam się z organizatorem, ustalamy kolejność - jestem trzeci. Stresuję się w chuj na backstage'u, nawet nie rozmawiam za bardzo z innymi występującymi, bo jestem już w samym środku swojej głowy i aktywnie sam siebie sabotuję, wymyślając każdy możliwy sposób porażki. Nagle słyszę swoje nazwisko. Serce się uspokaja, stres przeradza się w ekscytację i chęć wejścia na scenę.

Wchodzę. Witam się. Rzucam pierwszym żartem - publiczność rozjebana. Później puenta za puentą, ludzie śmiali się bardzo, musiałem nawet robić przerwy na oklaski.
Najlepszy występ do tej pory.

Do tej pory rozpierdala mi głowę, że poza moją narzeczoną, która jest beta testerem tych żartów i czasami myślę, że śmieje się by nie było mi przykro, są też obcy ludzie, których jestem w stanie rozbawić.
Elegancko, dawaj materiał jak będziesz miał coś nagrane
 
Pozytyw dnia wczorajszego:

Od parunastu dni przygotowuję się intensywnie do występu w maju. Zależy mi w chuj, bo to pierwszy raz, gdy na występ przyjdą moi rodzice, co więcej - wezmą nawet ze sobą mojego najmłodszego brata (może mu uszy nie zwiędną od paru wulgaryzmów). Rozpisałem sobie żarty odpowiednio wcześniej, wiele razy wszystko szło w kosz. Coś zaczęło mi się robić na dziąśle, przez co +- 3 dni wstecz ryj zaczął mi puchnąć niesamowicie, do tego stopnia, że wyglądałem jak 1/2 ryja chomika.

Noc przed wczorajszym dniem w panice: a co jak spuchnę tak, że nie będę mógł mówić? A co jak mi to na scenie pierdolnie? A co jak zbombię?
Rano ostatnie próby w domu, ostatnie małe poprawki tekstu.

Jadę na miejsce, witam się z organizatorem, ustalamy kolejność - jestem trzeci. Stresuję się w chuj na backstage'u, nawet nie rozmawiam za bardzo z innymi występującymi, bo jestem już w samym środku swojej głowy i aktywnie sam siebie sabotuję, wymyślając każdy możliwy sposób porażki. Nagle słyszę swoje nazwisko. Serce się uspokaja, stres przeradza się w ekscytację i chęć wejścia na scenę.

Wchodzę. Witam się. Rzucam pierwszym żartem - publiczność rozjebana. Później puenta za puentą, ludzie śmiali się bardzo, musiałem nawet robić przerwy na oklaski.
Najlepszy występ do tej pory.

Do tej pory rozpierdala mi głowę, że poza moją narzeczoną, która jest beta testerem tych żartów i czasami myślę, że śmieje się by nie było mi przykro, są też obcy ludzie, których jestem w stanie rozbawić.


Tak trzymać, pamiętaj że jesteś pewnie swoim najostrzejszym krytykiem więc nie skupiaj się na negatywnym myśleniu.

Kojarzę Twój występ z Masz minutę, już wtedy było nieźle.
 
Kurwa, Panowie (i Panie, jeśli są) - po latach spłacania długów narobionych jako nieodpowiedzialny, nieopierzony gnój, w końcu udało mi się zdolność kredytową doprowadzić do porządku do tego stopnia, że santander skredytował mi nowe łóżko, bo od obecnego plecy już cierpią :beer:
 
Kurwa, Panowie (i Panie, jeśli są) - po latach spłacania długów narobionych jako nieodpowiedzialny, nieopierzony gnój, w końcu udało mi się zdolność kredytową doprowadzić do porządku do tego stopnia, że santander skredytował mi nowe łóżko, bo od obecnego plecy już cierpią :beer:
Gratulacje! Jak będą wyzywać że łóżko na kredyt to ignoruj :beczka:
 
Back
Top