Ja swoją też zabierałem do pracy
1. Jak była mała (hahaha jakby teraz była duża), siedzi przy stole ze mną i z moim współpracownikiem. My pracujemy, ona sobie coś rysuje. Ja kontrolnie co jakiś czas rzucam pytania:
- chcesz pić?
- niee
- chcesz jeść?
- niee
-Chcesz siku?
- niee
- chcesz pić?
- niee
- Chcesz jeść?
-Niee
-Chcesz siku?
- już niee
2. W niedzielę popołudniu, już po basenie, po obiedzie siedzimy na chacie i nagle pytanie:
-Tata jedziemy do pracy?
Zdziwiony odpowiadam, że raczej w niedzielę popołudniu nie jeździ się do pracy, ale też pytań się dlaczego chce teraz jechać?
- bo chciałabym pooglądać bajeczki z księżniczkami
[Spoiler: w pracy może oglądać YouTube a w domu nie, bo wierzy jeszcze że "w biurze jest inny internet"]
3. Jak była naprawdę mała, czyli taka co ledwo nauczyła się chodzić i mówić, szykowałem się do pracy. Już zakładam buty, a ta podchodzi i też próbuje założyć swoje. Oczywiście na lewą nogę pcha prawego sandała, na prawą - kalosza. Trochę zdziwiony pytam się co robi. A ona z pełną powagą:
- "idę z Tobą do roboty"

Wzruszyłem się tym bardziej, że nigdy nie używam słowa "robota"...
Ogólnie to dużo się zmieniło w temacie zabierania pociech do pracy. Pamiętam, że w 2015r. na kolegę była skarga, że w pracy są dzieci... Teraz klienci przynoszą czekolady.