Matchmaking w MMA

axis

Maximum FC
Bantamweight
Temat rzeka – wielokrotnie poruszany i analizowany. Z jednej strony mamy model bokserski, oparty na powolnym budowaniu prospektów i kreowaniu gwiazd. Z drugiej – próby usystematyzowania zestawień na wzór ligi, z jasno określonymi zasadami awansu.

Pojawia się więc pytanie: czy pojedynki powinny być tworzone głównie pod kątem potencjału sprzedażowego, czy może odpowiedzialność należałoby oddać systemowi – algorytmowi, drabince lub rankingom? Taki model byłby bardziej przejrzysty i przewidywalny, ale jednocześnie ryzykowny biznesowo. Ręczny matchmaking, jaki znamy dziś, często generuje zestawienia, które świetnie się sprzedają, ale sportowo bywają co najmniej dyskusyjne. A może rozwiązaniem byłby jakiś model hybrydowy?

Nowe kontrakty – UFC z Paramount czy KSW z Canal+ – otwierają MMA na nowych odbiorców i szerszy mainstream. Pojawia się jednak pytanie, czy potencjalni nowi widzowie zrozumieją, z czego wynikają konkretne zestawienia. A może wcale nie muszą tego rozumieć?

Osobiście dość mocno interesuję się matchmakingiem w MMA i mam wrażenie, że obecnie jest on niejasny oraz w pewnym stopniu hamuje rozwój dyscypliny.

Jestem ciekaw Waszego zdania. Czy da się coś w tym systemie poprawić, czy musi być tak, jak jest teraz? A jeśli można – co konkretnie należałoby zmienić, aby MMA mogło wypłynąć na szersze wody?
 
Jutro się nad tym pochyle bo akurat meczmejking mnie interesuje, nie chce się rozwijać dzisiaj bo nie jestem przygotowany ani oczytany w tematach które by mi pomogły odpowiedzieć rzeczowo na Twój post, więc na ten moment zarzuce tylko jedną kwestię, w piłce nożnej najlepsi grają z najlepszymi i nie potrzeba meczmejkingu, a i te mecze są najchętniej oglądane, tak samo mniej więcej dzieje się to w MMA.
 
Jutro się nad tym pochyle bo akurat meczmejking mnie interesuje, nie chce się rozwijać dzisiaj bo nie jestem przygotowany ani oczytany w tematach które by mi pomogły odpowiedzieć rzeczowo na Twój post, więc na ten moment zarzuce tylko jedną kwestię, w piłce nożnej najlepsi grają z najlepszymi i nie potrzeba meczmejkingu, a i te mecze są najchętniej oglądane, tak samo mniej więcej dzieje się to w MMA.
czekamy
 
Może nie być na co, nie działam w branży więc to będą tylko moje odczucia ;) lubię rozkminki ale w sumie to nie wiem czy dziś się wyrobie bo już jest wieczór, ale napewno swoje 5 groszy w tym temacie prędzej czy później zostawię.
 
Jutro się nad tym pochyle bo akurat meczmejking mnie interesuje, nie chce się rozwijać dzisiaj bo nie jestem przygotowany ani oczytany w tematach które by mi pomogły odpowiedzieć rzeczowo na Twój post, więc na ten moment zarzuce tylko jedną kwestię, w piłce nożnej najlepsi grają z najlepszymi i nie potrzeba meczmejkingu, a i te mecze są najchętniej oglądane, tak samo mniej więcej dzieje się to w MMA.
Porównanie MMA do piłki nożnej jest zrozumiałe, ale moim zdaniem jednak nietrafione. W futbolu uwaga kibiców skupia się przede wszystkim na klubach, a nie na pojedynczych zawodnikach. Kontuzja jednej gwiazdy rzadko sprawia, że mecz zostaje odwołany – drużyna gra dalej, a produkt nadal istnieje.

Druga sprawa to częstotliwość. Sezon piłkarski to kilkadziesiąt spotkań, rozgrywanych co tydzień, a czasem nawet częściej. Nawet jeśli jeden mecz jest słabszy albo jakaś gwiazda wypada z powodu kontuzji, bardzo szybko pojawia się kolejna okazja, by przyciągnąć kibiców i zbudować zainteresowanie.

W MMA sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tutaj produktem jest konkretny zawodnik i konkretna walka. Jeśli wypada jedna ze stron, często cały pojedynek traci sens. Co więcej, zawodnik ma średnio dwie walki w roku, więc federacja ma bardzo ograniczoną liczbę „szans”, by na nim zarobić i zbudować jego pozycję.

Właśnie dlatego matchmaking w MMA odgrywa tak ogromną rolę – znacznie większą niż w sportach drużynowych. Pytanie brzmi, czy taki model faktycznie zawsze prowadzi do wyłonienia najlepszego zawodnika w danej dywizji, czy raczej do najbardziej opłacalnego. I czy da się w ogóle połączyć jedno z drugim.
 
MMA sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Tutaj produktem jest konkretny zawodnik i konkretna walka. Jeśli wypada jedna ze stron, często cały pojedynek traci sens. Co więcej, zawodnik ma średnio dwie walki w roku, więc federacja ma bardzo ograniczoną liczbę „szans”, by na nim zarobić i zbudować jego pozycję.

Właśnie dlatego matchmaking w MMA odgrywa tak ogromną rolę – znacznie większą niż w sportach drużynowych. Pytanie brzmi, czy taki model faktycznie zawsze prowadzi do wyłonienia najlepszego zawodnika w danej dywizji, czy raczej do najbardziej opłacalnego. I czy da się w ogóle połączyć jedno z drugim.
Ja tak po dłuższym przemyśleniu to nie wiem jak się za ten temat zabrać, dlatego nie piszę, choć miałem :D


Bo to wszystko zależy w mma od zapotrzebowania, jest koniunktura na sport, jest meczmejking rankingowy, jest zapotrzebowanie na gwiazdę? No to budujemy kogoś za rączkę, potrzeba zainteresować ludzi? Robimy walkę dwóch gwiazd z nazwiskami typu Portier vs Gejczi i wrzucamy jeszcze jakiś pasek typu bmf by jeszcze bardziej podkręcić promocje.

Jest zapotrzebowanie na krzykacza, na realny konflikt? Wjeżdża Patrik Cummings świeżo do organizacji i zostaje rozjebany jak gnój po polu przez DC ale dostaje taką szansę tylko dlatego że był wcześniej konflikt.

Gdyby miało być jak w piłce nożnej to jest niemożliwe, bo musiał by być format ligowy który testował pfl, a w UFC by mogły powstawać takie absurdy że zawodnik z 3 miejsca w tej tabelce by walczył z 18, bo jezCze nie walczyli a sezon ligowy trwa... Wiesz o co chodzi, tu jest za dużo zmiennych żeby odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie
 
Osobiście dość mocno interesuję się matchmakingiem w MMA i mam wrażenie, że obecnie jest on niejasny oraz w pewnym stopniu hamuje rozwój dyscypliny.
Tutaj też wjeżdża menedżer, jak menedżer ma w top 5 jednej kategorii 2 zawodników, i nie są oni mistrzami, to za chuja nie zgodzi się na walkę między nimi, bo wtedy ma dwie szanse na zdobycie pasa, a tak to jednego wyeliminuje, no i jak zaznaczyłeś na samej gorzej ten temat jest nie do zamknięcia bo to rzeka.

Osobiście uważam że meczmejking powinien być matematyczny bez patrzenia na osiągnięcia i nazwiska.

Problem w takim modelu mógłby się stworzyć jak byśmy co 2-3 lata mieli niepotrzebne rewanże zawodników np 5-7 miejsca, przy czym ich pierwsza walka była nudna, a jakby odpowiednio długo siedzieli w UFC to by się jeszcze mogli na bezsensowną trzecią walkę załapać między sobą, bo tak by wychodziło z rankingu matematycznego, no i w takim systemie też byłby problem, bo matematyka by nie patrzyła kto z kim gdzie trenuje, a tu też wchodzi czynnik ludzki, bo to nie są niewolnicy. Obecny meczmejking płynie z nurtem, ale jest inny dla różnych grup zawodników, albo i nawet dla jednostek, bo jak trzeba kogoś budować, to dadzą na przykładzie Pimbletta samych zawodników post prime albo pasujących mu idealnie stylistycznie, żeby tylko szedł do góry w rankingu, a później się okazuje że ten Pimbletta w rankingu z 5 miejsca jest słabszy niż zawodnik którego nie ma w rankingu, ale tamten nie był prowadzony za rękę i nigdy nawet nie zbliżył się do zestawienia z zawodnikiem którego by śmiało pokonał.

To wszystko zależy od aktualnego zapotrzebowania i jest płynne, z tygodnia na tydzień może już być potrzeba czego innego. Nawet taka głupota że prędzej zbudują chłopaka z Anglii niż z Polski, bo w Anglii lepiej zarobią, co z tego że ten Anglik będzie słabszy od Polaka, przykładowo oczywiście.
To jest biznes i gdyby musieli by zestawili debiutanta w walce o pas gdyby im zależało na jakimś rynku, jak ostatnio tego Japończyka.


Nie da się tego ujednolicić i to zawsze będzie taki burdel.

Jednak moim zdaniem walki zawodników na tym najlepszym poziomie zawsze się obronią, tak jak najlepsze mecze, a jak człowiek widzi że kogoś prowadzą za rękę, to go wkurwia, ale o to też chodzi bo buduje się negatywny hajp na takiego kogoś, no i koło się zamyka.

Temat meczmejkingu to najgorszy temat by prowadzić dyskusje bo ona może się nigdy nie skończyć, już łatwiej byłoby zrobić porządek z tymi paluchami w oczy a nie z meczmejkingiem bo to jest zawsze kierowane pewnymi wytycznymi oraz osobistymi "widzimisię" 3-4 osób które to ustawiają.
 
To jest taki trochę idealny temat do lania wody, jednocześnie bardzo ciekawy temat.

Przydałby się wywiad z ludzmi co się tym zajmują, ale raczej nie z Wojem, tylko skąd będziemy wiedzieć czy jeden czy drugi szczerze powie prawdę, czy odpowie tak jak mu wygodnie.
 
PS: no i taki sezon ligowy by trwał kilka lat, bo jest ograniczona ilość walk w roku, ludzie się starzeją, kończą kariery, ktoś przychodzi nowy, kogoś zwalniają i już jest tabelka rozjebana, a w piłce to jednak klub będzie zawsze bo to jest spora grupa ludzi, a nie pojedyncza osoba, dlatego dobrze zaznaczyłeś że tego nijak nie można do siebie równać.
 
Tutaj też wjeżdża menedżer, jak menedżer ma w top 5 jednej kategorii 2 zawodników, i nie są oni mistrzami, to za chuja nie zgodzi się na walkę między nimi, bo wtedy ma dwie szanse na zdobycie pasa, a tak to jednego wyeliminuje, no i jak zaznaczyłeś na samej gorzej ten temat jest nie do zamknięcia bo to rzeka.
Wydaje mi się, że to nie problem federacji tylko menadżera. Ogólnie zawodowe sporty walki są jedyną dyscypliną, gdzie zawodnicy wybierają sobie przeciwników. Gdzie indziej jest to nie do pomyślenia.

Osobiście uważam że meczmejking powinien być matematyczny bez patrzenia na osiągnięcia i nazwiska.
Też tak myślę, tylko kwestia wybrania systemu, aby nie było absurdalnych zestawień.


Problem w takim modelu mógłby się stworzyć jak byśmy co 2-3 lata mieli niepotrzebne rewanże zawodników np 5-7 miejsca, przy czym ich pierwsza walka była nudna, a jakby odpowiednio długo siedzieli w UFC to by się jeszcze mogli na bezsensowną trzecią walkę załapać między sobą, bo tak by wychodziło z rankingu matematycznego, no i w takim systemie też byłby problem, bo matematyka by nie patrzyła kto z kim gdzie trenuje, a tu też wchodzi czynnik ludzki, bo to nie są niewolnicy.
Tutaj przy jakieś formie "generowania" zestawienia można zastosować coś na wzór losowania grup mistrzostw świata, analogicznie do przesuwania drużyn z tego samego kontynentu do innych grup, można przesuwać zawodników do innych zestawień.


Obecny meczmejking płynie z nurtem, ale jest inny dla różnych grup zawodników, albo i nawet dla jednostek, bo jak trzeba kogoś budować, to dadzą na przykładzie Pimbletta samych zawodników post prime albo pasujących mu idealnie stylistycznie, żeby tylko szedł do góry w rankingu, a później się okazuje że ten Pimbletta w rankingu z 5 miejsca jest słabszy niż zawodnik którego nie ma w rankingu, ale tamten nie był prowadzony za rękę i nigdy nawet nie zbliżył się do zestawienia z zawodnikiem którego by śmiało pokonał.
Dla mnie tutaj opisałeś sedno problemu. Jako fan sportu, chce wiedzieć kto jest najlepszy. Obecny system tego nie pokazuje lub muszę na to czekać, ponieważ promotor boi się, że nie zarobi.

Jednak moim zdaniem walki zawodników na tym najlepszym poziomie zawsze się obronią, tak jak najlepsze mecze, a jak człowiek widzi że kogoś prowadzą za rękę, to go wkurwia, ale o to też chodzi bo buduje się negatywny hajp na takiego kogoś, no i koło się zamyka.
Tylko wiesz, w piłce nie masz wątpliwości. Drużyna wygrywa lub jest w topie swojej ligi, później gra w Lidze Mistrzów, wygrywa, są najlepsi. Jesteś tego pewien. A w MMA, UFC potrafi odpalić zawodnika, który ma lepszą passę niż 90% dywizji, bo im styl nie pasuje. Znów nie do pomyślenia w innych sportach.

Przydałby się wywiad z ludzmi co się tym zajmują, ale raczej nie z Wojem, tylko skąd będziemy wiedzieć czy jeden czy drugi szczerze powie prawdę, czy odpowie tak jak mu wygodnie.
Obecni matchmakerzy nie mają żadnej wizji, ani ambicji rozwoju dyscypliny pod względem większej przejrzystości, a wykonują jedynie polecenia swoich szefów. Wojek mówi o tym wprost w wielu rozmowach.

PS: no i taki sezon ligowy by trwał kilka lat, bo jest ograniczona ilość walk w roku, ludzie się starzeją, kończą kariery, ktoś przychodzi nowy, kogoś zwalniają i już jest tabelka rozjebana, a w piłce to jednak klub będzie zawsze bo to jest spora grupa ludzi, a nie pojedyncza osoba, dlatego dobrze zaznaczyłeś że tego nijak nie można do siebie równać.
Nie, sezon ligowy nie ma prawa bytu ze względu na to, że zawodnicy walczą zbyt rzadko. Myślę że warto przyjrzeć się jakiemuś rozwiązaniu w oparciu o system pucharowy, co jest próbowane w wielu federacjach, ale stanowi bardziej urozmaicenie, a nie podstawę tworzenia zestawień.
 
Wydaje mi się, że to nie problem federacji tylko menadżera. Ogólnie zawodowe sporty walki są jedyną dyscypliną, gdzie zawodnicy wybierają sobie przeciwników. Gdzie indziej jest to nie do pomyślenia
To prawda, ale co organizacja ma na takiego menago który ma kilku zawodników w czołówce i na przykład mistrza, to właśnie bardziej myślę że menadżer rozdaje karty i często miesza.
Dla mnie tutaj opisałeś sedno problemu. Jako fan sportu, chce wiedzieć kto jest najlepszy. Obecny system tego nie pokazuje lub muszę na to czekać, ponieważ promotor boi się, że nie zarobi.
No właśnie, albo czekać, albo się domyślać ;)

Bo aktualnie w top 5 rankingu to masz nazwiska a nie ludzi których poziom sportowy pozwala tam być, nazwiska i betonoza, oni by chcieli całe życie we własnym sosie bo jak przegrasz to spadniesz na 5 miejsce a nie na 15.
Tylko wiesz, w piłce nie masz wątpliwości. Drużyna wygrywa lub jest w topie swojej ligi, później gra w Lidze Mistrzów, wygrywa, są najlepsi. Jesteś tego pewien. A w MMA, UFC potrafi odpalić zawodnika, który ma lepszą passę niż 90% dywizji, bo im styl nie pasuje. Znów nie do pomyślenia w innych sportach.
Tu problem jest taki że my uznajemy UFC za lige mistrzów, ale to nie do końca tak powinno być odbieranie, wiadomo że top to Liga mistrzów, ale jest tam też dużo szrotu który nigdy do ligi mistrzów nie należał i nie będzie należał, organizacja jest za bardzo rozwodniona, no i wracamy teraz do biznesu, ona musi być tak rozwodniona bo robi praktycznie co weekend gale więc siłą rzeczy muszą tam znaleźć się leszcze, UFC nie zarabia na tym że jest Liga mistrzów tylko na tym że robi od chuja tych gal, a do tego potrzebuje zawodników, i koło się zamyka, biznes..
Obecni matchmakerzy nie mają żadnej wizji, ani ambicji rozwoju dyscypliny pod względem większej przejrzystości, a wykonują jedynie polecenia swoich szefów. Wojek mówi o tym wprost w wielu rozmowach
Też mi się wydaje, jest wskazane który zawodnik ma mieć większe szanse na wygraną, bo to będzie ogólnie lepsze dla całej organizacji, poziom sportowy nie jest tego wykładnikiem ( przykład KSW, nasciąganie czeskich i francuskich bumów bo pod biznes, a wielu z tych Czechów by na pizde w fen zebrali czy na innym strife)
Nie, sezon ligowy nie ma prawa bytu ze względu na to, że zawodnicy walczą zbyt rzadko. Myślę że warto przyjrzeć się jakiemuś rozwiązaniu w oparciu o system pucharowy, co jest próbowane w wielu federacjach, ale stanowi bardziej urozmaicenie, a nie podstawę tworzenia zestawień.
Teoretycznie dobry pomysł, ale pojawia się problem drabinek, bo mogłoby być tak że w pierwszej rundzie ten gość co przegrał z typem który doszedł do samego do samego finału, odpadł na początku, a gdyby go umieścić w drugiej połowie drabinki to mógłby dojść do finału, co będzie zakłamywać jego poziom sportowy i dawać duże pole kibicom do spekulacji że co by było gdyby. Bo ten co odpadł w 1/32 to przecież nie jest taki słaby jakby pokazywał to wynik, zależy z kim walczył, i znów karuzela argumentów które przemawiają za "twoim" przekonaniem.


Na grupy też za bardzo nie da się ich podzielić bo tak, przykładowo po 4 zawodników wrzucisz, zrobisz 8 grup. I często będzie taki paradoks że gość który skończył na 4 miejscu w nocnej grupie będzie lepszy od gościa który miał spacerek, ale to ten z pierwszego miejsca w tej słabszej grupie będzie awansował, tylko czy będzie zasługiwał bardziej na awans niż ten gościu z 4 miejsca w najmocniejszej grupie? Teoretycznie tak, ale praktycznie nie. Bo nie da się tak rozdzielić zawodników żeby to było poprostu sprawiedliwe.


Uważam że ten problem jest nie do rozwiązania, bo tam zawsze kilka głów podejmuje decyzję, każdy jest indywidualnym mózgiem.

Wiesz kiedy problem meczmejkingu zniknie? Jak w klatce zamiast ludzi będą się bić maszyny, bo maszyny nie będą miały nazwisk ani menedżerów a co najważniejsze nie będą mieli nic do gadania.

Na ten moment jest to niemożliwe do zrealizowania i nawet w najlepszym schemacie zawsze znajdzie się jakaś luka.

Największym problemem w meczmejkingu jest najzwyczajniej w świecie " czynnik ludzki".
 
Last edited:
Już masz co czytać, a jako osoba ze swiezszym spojrzeniem na sprawę, o ile interesujesz się sportem a nie tylko wiadomo czym, to możesz dodać swoje 5 groszy, tak samo jak i reszta czytających, wtedy będzie ciekawszy temat, bo zawsze jest tak że co człowiek to opinia.
 
To prawda, ale co organizacja ma na takiego menago który ma kilku zawodników w czołówce i na przykład mistrza, to właśnie bardziej myślę że menadżer rozdaje karty i często miesza.

No właśnie, albo czekać, albo się domyślać ;)

Bo aktualnie w top 5 rankingu to masz nazwiska a nie ludzi których poziom sportowy pozwala tam być, nazwiska i betonoza, oni by chcieli całe życie we własnym sosie bo jak przegrasz to spadniesz na 5 miejsce a nie na 15.

Tu problem jest taki że my uznajemy UFC za lige mistrzów, ale to nie do końca tak powinno być odbieranie, wiadomo że top to Liga mistrzów, ale jest tam też dużo szrotu który nigdy do ligi mistrzów nie należał i nie będzie należał, organizacja jest za bardzo rozwodniona, no i wracamy teraz do biznesu, ona musi być tak rozwodniona bo robi praktycznie co weekend gale więc siłą rzeczy muszą tam znaleźć się leszcze, UFC nie zarabia na tym że jest Liga mistrzów tylko na tym że robi od chuja tych gal, a do tego potrzebuje zawodników, i koło się zamyka, biznes..

Też mi się wydaje, jest wskazane który zawodnik ma mieć większe szanse na wygraną, bo to będzie ogólnie lepsze dla całej organizacji, poziom sportowy nie jest tego wykładnikiem ( przykład KSW, nasciąganie czeskich i francuskich bumów bo pod biznes, a wielu z tych Czechów by na pizde w fen zebrali czy na innym strife)

Teoretycznie dobry pomysł, ale pojawia się problem drabinek, bo mogłoby być tak że w pierwszej rundzie ten gość co przegrał z typem który doszedł do samego do samego finału, odpadł na początku, a gdyby go umieścić w drugiej połowie drabinki to mógłby dojść do finału, co będzie zakłamywać jego poziom sportowy i dawać duże pole kibicom do spekulacji że co by było gdyby. Bo ten co odpadł w 1/32 to przecież nie jest taki słaby jakby pokazywał to wynik, zależy z kim walczył, i znów karuzela argumentów które przemawiają za "twoim" przekonaniem.


Na grupy też za bardzo nie da się ich podzielić bo tak, przykładowo po 4 zawodników wrzucisz, zrobisz 8 grup. I często będzie taki paradoks że gość który skończył na 4 miejscu w nocnej grupie będzie lepszy od gościa który miał spacerek, ale to ten z pierwszego miejsca w tej słabszej grupie będzie awansował, tylko czy będzie zasługiwał bardziej na awans niż ten gościu z 4 miejsca w najmocniejszej grupie? Teoretycznie tak, ale praktycznie nie. Bo nie da się tak rozdzielić zawodników żeby to było poprostu sprawiedliwe.


Uważam że ten problem jest nie do rozwiązania, bo tam zawsze kilka głów podejmuje decyzję, każdy jest indywidualnym mózgiem.

Wiesz kiedy problem meczmejkingu zniknie? Jak w klatce zamiast ludzi będą się bić maszyny, bo maszyny nie będą miały nazwisk ani menedżerów a co najważniejsze nie będą mieli nic do gadania.

Na ten moment jest to niemożliwe do zrealizowania i nawet w najlepszym schemacie zawsze znajdzie się jakaś luka.

Największym problemem w meczmejkingu jest najzwyczajniej w świecie " czynnik ludzki".
Jestem teraz zmuszony oglądać jakieś gówno na Netflixie, zamiast odnieść się do kolegi argumentów, więc zrobię to jak będę miał chwilę wolności od obowiązków małżeńskich.
 
To prawda, ale co organizacja ma na takiego menago który ma kilku zawodników w czołówce i na przykład mistrza, to właśnie bardziej myślę że menadżer rozdaje karty i często miesza.
Pozbyć się go. Zawodnik nie może być większy niż sport.


Tu problem jest taki że my uznajemy UFC za lige mistrzów, ale to nie do końca tak powinno być odbieranie, wiadomo że top to Liga mistrzów, ale jest tam też dużo szrotu który nigdy do ligi mistrzów nie należał i nie będzie należał, organizacja jest za bardzo rozwodniona, no i wracamy teraz do biznesu, ona musi być tak rozwodniona bo robi praktycznie co weekend gale więc siłą rzeczy muszą tam znaleźć się leszcze, UFC nie zarabia na tym że jest Liga mistrzów tylko na tym że robi od chuja tych gal, a do tego potrzebuje zawodników, i koło się zamyka, biznes..
To że są lepsi i gorsi to oczywistość. Problemem jest fakt, że np. trzymają Tuivase, który ma 5 porażek z rzędu, a zwalniają Budaya, który miał 7-1 w federacji. W Lidze Mistrzów wygrani raczej przechodzą dalej, a przegrani odpadają. Jeśli Barcelona by przegrywała to by nie przeszła dalej i popularność czy widowiskowość nic by nie dała.

Teoretycznie dobry pomysł, ale pojawia się problem drabinek, bo mogłoby być tak że w pierwszej rundzie ten gość co przegrał z typem który doszedł do samego do samego finału, odpadł na początku, a gdyby go umieścić w drugiej połowie drabinki to mógłby dojść do finału, co będzie zakłamywać jego poziom sportowy i dawać duże pole kibicom do spekulacji że co by było gdyby. Bo ten co odpadł w 1/32 to przecież nie jest taki słaby jakby pokazywał to wynik, zależy z kim walczył, i znów karuzela argumentów które przemawiają za "twoim" przekonaniem.
Liczy się zwycięzca, to kto na jakim etapie odpada nie ma takiego znaczenia. Każdy pamięta mistrzów. Problem jest to że nie wszyscy mają równą drogę do tego mistrzostwa, niektórzy zbyt łatwą, niektórzy zbyt trudną, jedni za długą, inni za krótką. Różnice te wynikają właśnie z czynnika ludzkiego, który w mojej ocenie szkodzi zamiast pomagać.

Generalnie nie miałbym nawet z tym jakiegoś dużego problemu, zresztą nie mam, to tylko takie teoretyzowanie, ale tak jak napisałem w pierwszej wypowiedzi myślę że MMA, które przez dłuższy czas jechało na fali nowego sportu doszło obecnie do ściany i aby się rozwijać musi szukać nowych odbiorców. Może iść w stronę freaków czy fanów WWE i wtedy ręczny matchmaking będzie się sprawdzał, natomiast ta grupa jest dość ograniczona pod względem liczebności. Prawdziwy rozwój to szukanie nowych odbiorców wśród fanów tradycyjnych dyscyplin, gdzie rynek jest ogromny, jednak obawiam się że obecny system budowy zestawień wśród takich kibiców nie przejdzie.
 
Pozbyć się go. Zawodnik nie może być większy niż sport.
Menedżera? I razem z nim pozbyć się kilku zawodników z czołówki i jakiegoś mistrza przy okazji?
To że są lepsi i gorsi to oczywistość. Problemem jest fakt, że np. trzymają Tuivase, który ma 5 porażek z rzędu, a zwalniają Budaya, który miał 7-1 w federacji. W Lidze Mistrzów wygrani raczej przechodzą dalej, a przegrani odpadają
Ale to jest biznes, dla nich Buday był nikim a Tuivasa miał być następcą Marka Hunta, taki stritfajter z Oceanii, bo w tym regionie nie mają nikogo, nie wyszło.
Liczy się zwycięzca, to kto na jakim etapie odpada nie ma takiego znaczenia. Każdy pamięta mistrzów. Problem jest to że nie wszyscy mają równą drogę do tego mistrzostwa, niektórzy zbyt łatwą, niektórzy zbyt trudną, jedni za długą, inni za krótką. Różnice te wynikają właśnie z czynnika ludzkiego, który w mojej ocenie szkodzi zamiast pomagać.
100% prawdy ale tego nie można zmienić, poprostu nie na ten moment, tak zawsze będzie do czasu aż ludzie będą mieli coś do gadania bo na jedną walkę się składa tak, decyzja meczmejkera, decyzja menedżera, decyzja zawodnika, decyzja organizacji, a do tego jeszcze żona coś tam "doradzi" i dorzuci swoje 3 grosze do całej sprawy, za dużo głów.

No i wiesz też, że to jakim torem jest prowadzony dany zawodnik, zależy od zapotrzebowania na TU I TERAZ bo oni nie myślą długofalowo tylko na teraz.
Generalnie nie miałbym nawet z tym jakiegoś dużego problemu, zresztą nie mam, to tylko takie teoretyzowanie, ale tak jak napisałem w pierwszej wypowiedzi myślę że MMA, które przez dłuższy czas jechało na fali nowego sportu doszło obecnie do ściany i aby się rozwijać musi szukać nowych odbiorców. Może iść w stronę freaków czy fanów WWE i wtedy ręczny matchmaking będzie się sprawdzał, natomiast ta grupa jest dość ograniczona pod względem liczebności. Prawdziwy rozwój to szukanie nowych odbiorców wśród fanów tradycyjnych dyscyplin, gdzie rynek jest ogromny, jednak obecny system budowy zestawień nie przejdzie.
Problem w tym że w Ameryce grupa tych od wwe itp to jest bardzo duża, a ich jakby nie patrzeć ich głównym targetem są hamburgery, więc zamiast lepiej, to może być jeszcze gorzej.


Tej sytuacji nie da się rozwiązać jednoznacznie bo zawsze, co jeden post ja będę znajdował argumenty przeciw twoim, a ty przeciw moim i każdy będzie miał jakąś rację i nie da się dojść do konsensusu.

No chyba że maszyny, co prędzej czy później nastąpi, o ile rasa ludzka będzie nadal zainteresowana czymś co w jakimś stopniu przypomina mordobicie.

Czyli nie za naszego życia ;). :arielcry:
 
Menedżera? I razem z nim pozbyć się kilku zawodników z czołówki i jakiegoś mistrza przy okazji?

Ale to jest biznes, dla nich Buday był nikim a Tuivasa miał być następcą Marka Hunta, taki stritfajter z Oceanii, bo w tym regionie nie mają nikogo, nie wyszło.

100% prawdy ale tego nie można zmienić, poprostu nie na ten moment, tak zawsze będzie do czasu aż ludzie będą mieli coś do gadania bo na jedną walkę się składa tak, decyzja meczmejkera, decyzja menedżera, decyzja zawodnika, decyzja organizacji, a do tego jeszcze żona coś tam "doradzi" i dorzuci swoje 3 grosze do całej sprawy, za dużo głów.

No i wiesz też, że to jakim torem jest prowadzony dany zawodnik, zależy od zapotrzebowania na TU I TERAZ bo oni nie myślą długofalowo tylko na teraz.

Problem w tym że w Ameryce grupa tych od wwe itp to jest bardzo duża, a ich jakby nie patrzeć ich głównym targetem są hamburgery, więc zamiast lepiej, to może być jeszcze gorzej.


Tej sytuacji nie da się rozwiązać jednoznacznie bo zawsze, co jeden post ja będę znajdował argumenty przeciw twoim, a ty przeciw moim i każdy będzie miał jakąś rację i nie da się dojść do konsensusu.

No chyba że maszyny, co prędzej czy później nastąpi, o ile rasa ludzka będzie nadal zainteresowana czymś co w jakimś stopniu przypomina mordobicie.

Czyli nie za naszego życia ;). :arielcry:
Prosty rachunek. Masz walkę tu i tu, z tym i z tym. Pasuje to super, nie pasuje to następny. Rozumiem, że ten biznes tak działa ale tego nie ma w żadnym innym sporcie. Nie wydaje mi się żeby menadżer, matchmaker czy zawodnik i jego żona decydowały z kim i kiedy np. Djokovic ma grać finał Wimbledonu. Nikogo nie obchodzi, że ATP chce zwiększyć udziały w jakimś rynku, mogą co najwyżej komuś dziką kartę dać.

Co do amerykańskiego rynku, Amerykanie uwielbiają również tabelki, statystyki, prognozy, dlatego ligi jak NBA czy NFL są tym przesiąknięte. Bycie kibicem MMA bywa trudne bo nawet nie wiesz kiedy Twój ulubieniec zawalczy, z kim i dlaczego.

Nie chodzi o dochodzenie do konsensusu bo każdy ma swój punkt widzenia, ale o wymianę poglądów.

Temat założony. Mam nadzieję, że wprowadzi na forum trochę głębszych, bardziej merytorycznych treści pod kątem rozumienia pozycji MMA w świecie sportu. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia lub jakiś ciekawy materiał to śmiało.

Ja będę starał się publikować regularnie jakieś własne przemyślenia lub pomysły jak uczynić wszechstylową walkę wręcz najpopularniejszym sportem na świecie.
:mamed:
 
Ja będę starał się publikować regularnie jakieś własne przemyślenia lub pomysły jak uczynić wszechstylową walkę wręcz najpopularniejszym sportem na świecie.
:mamed:


Imo MMA miała swój peak peaków moim zdaniem już będzie tylko z tego spadać, chyba że narodzi się drugi Conor lub JJ, bo często sporty walki opierają się na mega jednostce. Na tą chwilę Pimmbet,Aspinall czy Topuria to nie wiem czy to jest poziom rozpoznawalności takiego Shoguna Ruy, więc w ogóle dziś marzyć o top 1 dla MMA jest nierealne.
 
kiedy np. Djokovic ma grać finał Wimbledonu
Dlatego że to wynika z naturalnej drabinki, a oni sobie mogą tą paletką nakurwiac 150 razy w roku a nie 3
Temat założony. Mam nadzieję, że wprowadzi na forum trochę głębszych, bardziej merytorycznych treści pod kątem rozumienia pozycji MMA w świecie sportu. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia lub jakiś ciekawy materiał to śmiało.
Jak będą wyrażać swoje zdanie jak my to temat będzie ciekawy.
będę starał się publikować regularnie jakieś własne przemyślenia lub pomysły jak uczynić wszechstylową walkę wręcz najpopularniejszym sportem na świecie.
A ja mogę ci na to odpowiadać i sam jestem ciekawy czy kiedyś rzucisz pomysł na który nie będę miał kontry.

Szkoda że tak mało osób się wypowiada w tym temacie ale po naszej dzisiejszej wymianie postów to może ktoś dorzuci swoje grosze na kukułkę;)
 
Ale tutaj rozmawiają poważni ludzie, wiesz gdzie są drzwi, więc no ;) won


Ja tutaj już nie będę pisał. Ziomek po prostu napisał ciekawe zdanie o popularności MMA i dałem swój pogląd na sytuację. Nie widzę dziś szans aby to miała dziś być najpopularniejsza dyscyplina świata nie z tą kadrą. Nie z HW gdzie nr 2 jest choćby przezroczysty Gane.
 
@axis

Będę się upierał, że UFC źle rozegrało sprawę z Ngannu. On dziś mógł być medialną bestią.

Zmarnowano jego istnienie w MMA.
Tam chyba główną kością niezgody były walki w boksie. Może i masz rację im więcej ikon tym większa rozpoznawalność dyscypliny, ale znów nie można traktować każdego w specjalny sposób, bo zaraz wszyscy będą chcieli. Zawodnik nie może być większy niż organizacja.
 
Back
Top