Globalna Gra:
O ile Siły Zbrojne Ukrainy (SZU) nadal pogłębiają włamanie w kierunku południowym i południowo-wschodnim od zaporoskiej wsi Robotyne, o tyle poszerzenie wybrzuszenia w osi wschód-zachód idzie wolniej. Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej (SZFR) kontratakowały na flankach, ale nadal nie mogą wypchnąć Ukraińców z głównych linii. Włamania znajdują się w dwóch punktach - pod Werbowe oraz między Werbowe a Nowoprokopiwką. Wrzucam 4 różne mapy do porównania (w obrazach będą linki, sprawdźcie sami).
Dzisiaj rano o dojściu SZU do Nowoprokopiwki poinformował rosyjski kanał telegram - WarGonzo. Takie informacje napływały wcześniej ze strony ukraińskiej. Czołówki/rozpoznanie SZU miały nawet wejść do wsi, ale szybko ją opuściły. Ważniejsze są umocnienia bezpośrednio na wschód od niej, gdzie Ukraińcy dokonują miarowych postępów, praktycznie dzień po dniu.
Od przerzucenia WDW na początku miesiąca (elementy 76 i 7 Dywizji), walka znowu skupia się na niszczeniu potencjału. To ciężkie boje, ale podobno jest "trochę" łatwiej ze względu na mniejsze zagęszczenie pól minowych. Pod Nowoprokopiwką rzucono też np. rosyjski rezerwowy 1430 pułk piechoty zmotoryzowanej, na którego wyposażeniu znajdują się T-55. Według plotek/doniesień, ukraińskie czołgi miały w związku z tym "dzień jak na strzelnicy".
Jeśli chodzi o Werbowe, wschodnią stronę wybrzuszenia, to jak mówią ukraińscy żołnierze z 46`ej brygady, wieś sama w sobie nie ma wielkiego znaczenia ponieważ znajduje się w dolince. Ważniejsze są wzgórza na północ i południe od niej (razem z umocnieniami, naturalnie), to o nie toczy się w tej chwili walka. Lepsze postępy odnotowano na zachodniej flance, w kierunku wsi Kopani.
Tymczasem, aby utrudnić zaangażowanie rosyjskich rezerw na kierunku Tokmaku, SZU naciskają w wielu różnych punktach frontu. Przypuszczono ataki na Nowodonieckie-Nowomajorskie (umiarkowane efekty) i południową flankę Bachmutu (wypchnięcie Rosjan za nasyp kolejowy). W zasadzie w tej chwili wiadomo już, że Rosjanie opuścili zarówno Kliszczijiwkę jak i Andrijiwkę. To otwiera sporo możliwości, ale czy dojdzie do pogłębienia ataku w kierunku na Popasną?
Ciekawie wygląda sytuacja w Opytne. Jak donosili sami Rosjanie, podczas odwrotu ze wsi oddziały rosyjskie dostały się pod ogień własnej artylerii. Bardzo skuteczny, dodajmy, a to pozwoliło SZU na zrobienie większych postępów niż oczekiwano. Infosferę obiegły co prawda doniesienia o walkach nawet w rejonie lotniska w Doniecku (dalej na południe za wsią - jakieś 2km), ale nie sądzę żeby tak było faktycznie. Niemniej, przykład Opytne uważam za potwierdzenie syndromu "krótkiej kołdry" u Rosjan i w zasadzie o to właśnie chodzi w tych działaniach. O uwiązanie sił do frontu i uniemożliwienie ich przerzucania tam gdzie sytuacja tego wymaga.
To działania na poziomie taktycznym a nie szerszy manewr - nadal obserwujemy "mielenie" z krótkimi okresami przyspieszenia. Jest szybciej, ale bez przełamania kolejnych linii nie ma wyjścia na przestrzeń operacyjną. Do tego rejonu SZU brakuje jeszcze ok 7-8 km. Wiele zależy od skuteczności taktyki walki "na wyniszczenie", to ona determinuje perspektywy i tempo dalszych postępów.
W tej chwili strona ukraińska zaczyna mocniej komunikować, że ofensywa *będzie trwała*. O niezważaniu na pogodę mówił Budanow, a o niedopuszczeniu do pauzy i kontynuowaniu kontrofensywy na jesieni z pomocą pocisków ATACMS wspominał prezydent Zełenski w ostatnim wywiadzie dla CNN.
Narrację tę należy łączyć z faktem, że do końca lata zostały mniej niż dwa tygodnie. Choć prognozy pogody są nadal łaskawe, a październik powinien być ciepły i suchy, opóźnienie w stosunku do pierwotnych planów Kijowa jest oczywiste, a to wymaga wytłumaczenia przy jednoczesnym podtrzymaniu wiary w sukces. To jednak na razie niczego nie zmienia w przyjętej strategii. Podobnie było podczas ubiegłorocznej kampanii na prawobrzeżnej Chersońszczyźnie. Kijów zakłada, że tym razem będzie podobnie, wliczając w to końcowy efekt.
Jestem podobnego zdania, choć także zakładałem szybsze efekty. Zobaczymy gdzie będziemy pod koniec miesiąc. Ogólnie, tak na froncie jak i poza nim dzieje się sporo, na wielu różnych płaszczyznach.
"Po tym jak rosyjski pilot Maksim Kuzminow przyleciał śmigłowcem Mi-8 na Ukrainę, liczba rosyjskich żołnierzy, którzy chcą się poddać SZU wzrosła o 70%" powiedział rzecznik GUR, Jusow.
Mam wrażenie, że mało zwracamy uwagę, jak poważnym ciosem w morale stała się ta dezercja. Rosyjskie kanały kipią złością. Wspomniany kapitan, to dla nich nie tylko zdrajca ale i morderca, który wg nich zabił 2 pozostałych załogantów. Ale nie chodzi tylko o nastroje w armii. Taka "kradzież" będącego w bardzo dobrym stanie sprzętu ma też znaczenie wojskowe, przecież na wyposażeniu śmigłowca były systemy komunikacji, identyfikacji, harmonogramy lotu, mapy, a nawet części do samolotów.
Z punktu widzenia GUR, tego typu komunikat to posypywanie rany solą aby dalej destabilizować rosyjskie struktury i zasiewać niepewność, najlepiej podsycając nieufność i wewnętrzne kontrole, a przy okazji sygnał podtrzymania oferty dla kolejnych dezerterów. Zresztą, bodaj sam Budanow cynicznie poinformował o toczeniu się kilku innych rozmów z "chętnymi".
Tak a propos, to GUR pochwaliło się kolejną akcją. W operacji prowadzonej na Morzu Czarnym przejęto kontrolę nad czterema platformami wiertniczymi w północno-zachodniej części akwenu, pomiędzy kontynentem a Krymem, tzw. "wieżami Bojki" (od nazwiska ministra, za panowania którego powstały).
W akcji zdobyto radar Neva-B oraz pociski niekierowane do śmigłowców. Nie wiemy czy Ukraińcy zamierzają utrzymywać stałą obecność na tych obiektach, pewnie nie, ale przejęcie ich "oślepi" Rosjan w tym rejonie, a da oczy Ukrainie.
Warto dodać, to już kolejny cios w rosyjskie systemy dozorujące ten rejon morza - wcześniej mieliśmy ostrzał i spec-akcję na Krymie w rejonie Oleniwki (zniszczone radary i S-400), a ledwie kilka dni temu trafiono nowoczesny, mobilny radar Predel-E w m. Zaliznyj Port w nadmorskiej części Chersońszczyzny. Ewidentnie wszystkie akcje prowadzone są po zachodniej stronie półwyspu przygotowując grunt pod dalsze działania. Jakie? Możemy się tylko domyślać, ale Krym wyraźnie pozostaje ważnym celem ukraińskich działań.
Podsumowując, w ostatnim czasie komentariaty obydwu stron skupiają się na budowaniu perspektywy wojny trwającej przez długie lata. Jednocześnie nasilają się różnorakie wezwania do podjęcia negocjacji. Wypowiadane są przez strony trzecie, a nie głównych zainteresowanych. Uważam takie działanie za celowe. Presja na wznowienie rozmów była oczekiwana, powinna nasilić się właśnie na jesieni.
Putin nie doszedł do porozumienia z Erdoganem w sprawie eksportu zboża przez Morze Czarne, a jako dowód na posiadanie sojuszników spotyka się Kim Dzong Unem.
Jednak im bardziej na Kremlu powtarzają jak to "specjalna operacja" idzie zgodnie z planem, tym bardziej należy podejrzewać, że jest dokładnie na odwrót. W tym roku powołanych miało być 420 tys. zmobilizowanych, ale są z tym spore problemu. Ukraiński wywiad twierdzi, że Rosjanie zamierzają zawezwać nawet 700 tys. ludzi, chociaż system rekrutacyjno-szkoleniowy jak dotąd nie przepuszczał więcej jak 20 tys. rekrutów miesięcznie (~30 tys. licząc z Białorusią). Nawet gdyby taki powszechny zaciąg był możliwy do przeprowadzenia, co z rynkiem pracy?
Jak donosi brytyjski wywiad, deficyt pracowników przemysłu osiągnął w lipcu 2023 rekordowy poziom. Według Defense Intelligence 42% miejsc pracy pozostaje nieobsadzonych. Kreml stara się reagować, np. zwalniając od służby informatyków, ale po pierwsze w praktyce jest z tym różnie, a po drugie przynajmniej 10% z nich wyjechało jeszcze przed pierwszą mobilizacją. Są więc spore obawy jakie będą reakcje społeczne na kolejną falę mobilizacji i jak to odbije się na gospodarce. Bez dalszej mobilizacji nie da się uzupełnić ponoszonych obecnie strat frontowych.
Problemów jest oczywiście więcej, ale to nic nowego. Ledwie dzisiaj podano w mediach informację o awaryjnym lądowaniu samolotu pasażerskiego Airbus A320 jednej z rosyjskich linii lotniczych. Mimo wylądowania w szczerym polu obyło się bez ofiar, niemniej jest to wyraźny symptom problemów z jakimi obłożone sankcjami linie muszą się borykać. Samolotów nie da się serwisować, nie ma części, wobec czego ich stan techniczny ulega stałej degradacji. Część floty jest kanibalizowana, ale jej ogólna degradacja postępuje. Mówi się o tym od dawna i teraz zaczynamy widzieć nieco bardziej spektakularne efekty.
Z kolei Ukraina podejmuje wzmożoną walkę z korupcją, będąca takim samym (choć pewnie większym) problemem jaki trapił Polskę w latach 90`tych XX wieku. W związku z licznymi nieprawidłowościami w bezpośrednim otoczeniu oraz aferą w "wojenkomatach" (wykupywanie się od służby wojskowej) zdymisjonowano ministra obrony Ołeksandra Reznikowa, którego zastąpił Rustem Umerow. W sensie wojskowo-gospodarczym, kraj nadal polega na zachodnim wsparciu.
Żadnej ze stron tak naprawdę nie zależy na kontynuowaniu wojny, choć chciałyby pełnego zwycięstwa. Tymczasem przy tak wysokich kosztach prowadzonych działań, pauza wydaje się konieczna do odtworzenia potencjału. Jednocześnie obie nadal uważają, że dopną swego na froncie, dlatego pozostają przy swoim, a my musimy poczekać na rozstrzygnięcie obecnego etapu działań.
A to nastąpi dopiero gdy prowadzenie dalszej ofensywy stanie się niemożliwe, albo gdy osiągnie ona wymierne efekty.