Ostatnio baaardzo mało pijam alko. Aaale dobra whisky czemu nie ;) Co tam polecasz byku? Bushmills? Glenfiddich?
generalnie to temat rzeka ;-) Ale tak pokrótce...
Glenfiddicha czy Glenliveta nie poleciłbym największym wrogom – najbardziej typowa, strasznie przepłacona, masówka jaka może tylko być. Whisky przechowywana w beczkach po 100 razy, beczkach wydrenowanych ze wszystkiego co wartościowe.
Bushmills to też masówka, ale znacznie bardziej przyzwoita. Bushmills 10 czy 16 to przyjemne, pijalne whisky warte swojej ceny. W ogóle jeżeli tani malt to raczej z Irlandii niż ze Szkocji.
A z destylarni mniej znanych, szkockich, to Tullibardine czy Glenfarclas. Ten drugi to firma od dziesiątek lat wciąż rodzinna, a nie koncerniak. Koncerny próbowały ich wykupić, ale właściciel nie dał się sprzedać, mówiąc, że od tego w czyich rękach będzie jego firma zależy też los wielu innych małych i średnich firm. I taką postawę należy premiować. A proponowali mu ponoć czek in blanco.
Ciekawą opcją są też blended malty. Dobra jakość do ceny, to np. niezależny bottler „compass box” i takie wypusty jak „spice tree” czy „orchad house”. Dostępne np. w Auchan.