poznan.wyborcza.pl
"Na zapleczu policja znajduje odciski palców Andrzeja Kościelskiego; „Wyborcza" donosi, że to on zawiózł rannego "Dynię" do szpitala.
Kościelski znika z Poznania. Wraca po kilku miesiącach i z adwokatem sam zgłasza się do prokuratury. Ma odpowiadać za udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Podobne zarzuty dostają "Dynia" i "Rossi".
Kościelski nie zaprzecza, że był w klubie, ale wypiera się katowania Ormianina. Tłumaczy: – Filipa dosięgła jakaś ręka z nożem, a ja go tylko obroniłem.
W marcu 2003 roku prokuratura chce aresztowania Kościelskiego, ale sąd się nie zgadza. Uznaje, że dowody są słabe
Po kilku miesiącach prokuratura wycofuje się z zarzutów i umarza śledztwo. Znamy tylko lakoniczną sentencję: jeśli chodzi o udział w bójce, Kościelski przestępstwa nie popełnił. Drugi wątek – pobicia ze skutkiem śmiertelnym – prokuratura umarza z powodu niewykrycia sprawcy.
Uzasadnienia nie znamy, akt nie ma już w Poznaniu, przejęła je Prokuratura Krajowa.
Andrzej Kościelski – zapaśnik i ochroniarz
1979 rok, po poznańskich podstawówkach chodzi łowca talentów z zapaśniczej sekcji Lecha Poznań. W szkole na Świerczewie wyławia 10-letniego Andrzeja. W pierwszych zawodach Kościelski dostaje lanie, ale trenuje dalej.
Po latach powie: „Zapasy to najcięższa dyscyplina sportu. Trzeba mieć naprawdę dobrą psychikę, żeby wytrwać tyle lat".
Jako junior reprezentuje wojskowy klub Grunwald Poznań. Zostaje wicemistrzem Polski, wygrywa na zawodach w Czechosławacji. Jako senior trafia do reprezentacji Polski.
W dorosłość wchodzi, gdy upada PRL i zaczyna kapitalizm. W Poznaniu rodzą się pierwsze fortuny i zorganizowana przestępczość.
Gdy wysiada kręgosłup, Kościelski rezygnuje z zawodów. Na matę wchodzi już tylko hobbystycznie.
Pasję do sportu łączy z pracą w agencji ochrony Contes, która monopolizuje rynek dyskotek i gastronomii. Dziennikarze podejrzewają, że właściciele są zastraszani. W odpowiedzi słyszą: „Wszyscy biorą Contes, bo z nimi jest bezpiecznie". Albo: „Wzięliśmy ich, bo są skuteczni".
Po latach Kościelski będzie opowiadał, że na poznańskie dyskoteki zjeżdżali w tym czasie przestępcy z Pruszkowa, Wołomina, Szczecina czy Gdańska.
„Cała śmietanka polskiej gangsterki. Stałem tam i fajnie to wspominam" – powie w jednym z wywiadów.
Z rozrzewnieniem wspomni też udział w bójkach jeden na jednego: „Był taki dzień, że siedem solówek stoczyłem w dwie minuty. Ciężkie nokauty były. W tamtych czasach nikt na policję nie szedł jak teraz".
Początek lat 2000. w Poznaniu to nadal dziki Zachód. W tej samej agencji ochrony pracują członkowie gangu "Drewniaków". Szybko monopolizują w Poznaniu handel narkotykami. Jeden z nich "Rossi" (pojawi się w sprawie Ormianina) uchodzi na mieście za specjalistę od „mokrej roboty".
Walka o wpływy w półświatku bywa brutalna, zdarzają się pobicia i strzelaniny. Po jednej z takich akcji alibi "Drewniakowi" dają byli policjanci, których zna ze sportowej strzelnicy.
Dziennikarze w tekstach wspominają kilka razy o „Kościelu". Nazywają go jedną z najważniejszych osób w poznańskim półświatku, tyle że prokuratura nie stawia mu żadnych zarzutów.
– Kościelski obstawiał bramki w dyskotekach i budził strach, bo dobrze lał w mordę. Ale w sprawach, które prowadziliśmy, się nie pojawiał – twierdzi były oficer pionu kryminalnego poznańskiej policji.
Opowieści o skorumpowanych policjantach, którzy mieli zapewniać gangsterom bezkarność, nazywa bzdurami.
Świadek koronny "Monster"
9 października 2024 roku prokuratura wznawia śledztwo w sprawie śmierci Ormianina w klubie Blue Note. Prawo na to pozwala, gdy pojawią się „nowe istotne fakty lub dowody nieznane w poprzednim postępowaniu".
Ustalamy, że Kościelskiego obciąża 41-letni Bartosz G., ksywa "Monster".
Według oficjalnej wersji w lutym 2020 roku Monster sam zgłasza się do organów ścigania, by opowiedzieć o przestępstwach, w których uczestniczył. Przyznaje się do przemytu kokainy w bananach, które sprowadzał do Polski z Ameryki Południowej pod szyldem legalnie działających spółek.
Negocjuje ze śledczymi: opowie więcej w zamian za obietnicę złagodzenia kary. Mówi o grupach przestępczych, napadach, rozbojach, haraczach, kradzieżach samochodów, oszustwach i korupcji.
Na dowód dobrych intencji oddaje policjantom nielegalną broń i telefony komórkowe. Pokazuje miejsca, w których spotykali się przestępcy, rozpoznaje ich na zdjęciach.
Opowiada też o Andrzeju Kościelskim, którego miał poznać na treningach zapaśniczych w klubie wojskowym na poznańskim Grunwaldzie. Według "Monstera" Kościelski miał w Poznaniu własny gang.
Według prokuratury "Monster" – młodszy od Kościelskiego o 15 lat – identyfikował się z tą grupą. Nie zajmował wysokiej pozycji, ale z racji znajomości i wspólnych treningów doskonale orientował się w działalności gangu.
Na przesłuchaniach "Monster" wraca też do śmierci Ormianina. Wyjaśnienia obciążające Kościelskiego (szczegółów nie znamy) składa już w połowie 2020 roku.
Małopolski wydział Prokuratury Krajowej uznaje opowieści za wiarygodne i chce go nagrodzić, nadając status świadka koronnego.
To szczególna instytucja, bo w zamian za wsypanie wspólników świadek koronny nie ponosi odpowiedzialności za przestępstwa, które sam popełnił.
Wprowadzono ją pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, gdy służby przegrywały z zorganizowaną przestępczością i potrzebowały pomocy.
W Polsce jest ok. 100 świadków koronnych, nowi pojawiają się coraz rzadziej. Za każdym razem status świadka koronnego nadaje sąd, wcześniej zgodę musi wydać prokurator krajowy.
Według naszych ustaleń na początku 2024 roku sąd odpuszcza "Monsterowi" popełnione przestępstwa i ustanawia świadkiem koronnym. Jest teraz jedną z najbardziej chronionych osób w Polsce.
Już nie pobicie, lecz zabójstwo
14 października 2024 roku kontrterroryści zatrzymują Andrzeja Kościelskiego, a prokuratura zarzuca mu kierowanie gangiem w latach 2001-2008 oraz współudział w zabójstwie Ormianina w 2002 roku.
Zabójstwa miał dokonać „wspólnie z ustalonymi i nieustalonymi osobami", ale prokuratura nie ujawnia innych nazwisk. Kościelski jest na razie jedynym podejrzanym.
Nasi informatorzy zwracają uwagę: w 2002 roku prokuratura prowadziła śledztwo w sprawie bójki i śmiertelnego pobicia, a nie zabójstwa. Teraz zmieniła zarzut – prawdopodobnie dlatego, że tamte przestępstwa już się przedawniły, a zabójstwo jeszcze nie.
Eryk Stasielak, naczelnik małopolskiego wydziału Prokuratury Krajowej, zaprzecza: – Przeanalizowaliśmy zebrane dowody i naszym zdaniem było to zabójstwo.
Według prokuratury Andrzej Kościelski razem z innymi osobami kopał i bił Ormianina, a także ranił go nożem, przewidując, że może to doprowadzić do śmierci i godząc się na taki skutek.
Kościelski nie przyznaje się do winy. Według naszych ustaleń podtrzymuje wyjaśnienia, które składał w 2003 roku.
Prokuratura domaga się aresztowania. Obrońcy przekonują, że jest niewinny. Przynoszą poręczenia od organizatorów gal MMA, proponują poręczenie majątkowe zamiast aresztu.
Sąd wierzy jednak prokuraturze i aresztuje Kościelskiego na trzy miesiące. W uzasadnieniu stwierdza, że dowody wskazują na prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa, a na wolności Kościelski mógłby utrudniać śledztwo i uciec.
Sędzia Hubert Dudkiewicz odnosi się też do śmierci Ormianina: „Wersja zdarzeń prezentowanych przez podejrzanego jawi się jako niespójna i niekonsekwentna". Co się za tym kryje – nie wyjaśnia.
Kto obciąża Andrzeja Kościelskiego?
Według naszych ustaleń prokuratura we wniosku o areszt powołuje się przede wszystkim na protokoły z przesłuchań "Monstera" z 2020 roku, ale wspomina też o wyjaśnieniach niejakiego "Kanady". To dawny złodziej samochodów z Poznania, który na współpracę z policją poszedł kilkanaście lat temu, był też w programie ochrony świadków, a dziś żyje podobno pod zmienioną tożsamością.
"Kanada" miał obciążyć Kościelskiego już w 2009 roku, ale wtedy śledztwa nie wznowiono. Gdy informacja o aresztowaniu Kościelskiego obiega media, "Kanada" sam dzwoni do naszej redakcji. Twierdzi, że nie pamięta, co opowiadał 15 lat temu, i nie chce tego komentować.
– Starałem się wtedy o status małego świadka koronnego, wypytywano mnie o różne historie – tłumaczy. – Andrzej Kościelski jest niewinny. Proszę to napisać, można mnie cytować.
– Prokuratura kilka razy próbowała wracać do zdarzenia z klubu Blue Note. Przesłuchiwała też Andrzeja Kościelskiego jako świadka. Stawiał się na każde wezwanie. Nigdy nie unikał pełnego wyjaśnienia tej sprawy – dodaje jego obrońca, adwokat Francesco Goldoni.
Potwierdza to żona Kościelskiego: – Mąż składał zeznania kilka razy. Przez ostatnie 22 lata prokuratura próbowała znaleźć na niego cokolwiek.
– Co ma pani na myśli? – pytamy.
– Różni ludzie wychodzili z aresztu i mówili mężowi: „Andrzej, mieliśmy propozycję złagodzenia wyroku, jeśli cię obciążymy". Nie korzystali z tych propozycji.
Według żony Andrzej Kościelski nie spodziewał się zatrzymania.
Informacja, że policja wraca do śmierci Ormianina, krążyła jednak po Poznaniu od kilku tygodni. Latem jeden z byłych poznańskich przestępców doniósł nam, że policjanci chodzą po mieście i wypytują o tę sprawę.
Już po zatrzymaniu Kościelskiego w półświatku rozchodzi się kolejna plotka: prokuratura ma nie tylko zeznania "Monstera", ale także kilku świadków incognito.
Prokurator Stasielak nie chce rozmawiać o zebranych dowodach: – To, co zawarliśmy we wniosku o areszt, jest tylko wycinkiem naszej wiedzy. Nie wszystko możemy w tej chwili ujawnić. Dowody oceniał będzie sąd, gdy skierujemy akt oskarżenia. Już same zeznania świadka koronnego mogą wystarczyć do skazania..
– A dlaczego zatrzymaliście Kościelskiego teraz, skoro "Monster" obciążył go już cztery lata temu? – pytamy.
Stasielak: – Bo tyle czasu zajęła procedura nadania statusu świadka koronnego.
Czy świadek koronny jest wiarygodny?
Próbujemy ustalić, co "Monster" może wiedzieć o śmierci Ormianina.
– Niewiele, bo go tam nie było – uważa jeden z byłych członków poznańskiego półświatka. – Miał wtedy 19 lat i nie był w ekipie Andrzeja. Jeżeli coś wie, to nie dlatego, że był naocznym świadkiem, tylko od kogoś usłyszał. To zabawa w głuchy telefon.
– A pan wie, co się wydarzyło w tym klubie?
– Mniej więcej i też tylko z opowieści. Ormianie usiedli przy barze na miejscu, które zawsze zajmowała ekipa Andrzeja. Nie chcieli go opuścić, zaczęła się pyskówka. Ormianin wyciągnął nóż i wbił "Dyni" w okolicę serca. Wtedy się na niego rzucili i zaczęli tłuc. Drugi Ormianin uciekł, a pierwszego zmasakrowali. Kto dokładnie bił, nie wiem.
Pytamy żonę Andrzeja Kościelskiego, czy mąż opowiadał jej o wydarzeniach tamtej nocy.
– W tamtym czasie byliśmy dopiero narzeczonymi, nawet nie mieszkaliśmy razem. Być może coś opowiadał, ale dziś już tego nie pamiętam. Nie mogę nic na ten temat powiedzieć – ucina.
Inny były przestępca mówi: – Wszyscy wiedzieli, że "Kościel" był zamieszany w pobicie Ormianina, ale nikt nie spodziewał się, że za to odpowie. Panowało przekonanie, że tę sprawę skutecznie zamieciono pod dywan.
W 2008 roku „Głos Wielkopolski" opisał anonim, który wpłynął do Komendy Głównej Policji. Autor twierdził, że Kościelski uniknął odpowiedzialności w zamian za 60 tys. zł łapówki, którą przyjęło dwóch policjantów. W półświatku do dziś krąży też opowieść, że świadków pobicia Ormianina przekupiono lub zastraszono. Ich dane wyciekły podobno z policji, ale dowodów na to nie znaleziono.
– To bzdury, miejskie legendy – mówi były oficer policji.
Śledczym z Prokuratury Krajowej zaleca ostrożność: – Niejeden prokurator na zeznaniach świadków koronnych już się przejechał.
Próbujemy też ustalić, czy Kościelski przed laty rzeczywiście kierował w Poznaniu zbrojnym gangiem, bo sama znajomość z "Drewniakami" i ich ludźmi jeszcze tego nie potwierdza.
Według prokuratury gang Kościelskiego był osobnym bytem, a na koncie ma szereg przestępstw: od handlu narkotykami po napady czy korupcję.
– Andrzej i narkotyki? Nigdy w nich nie siedział, nie handlował, nie zażywał. Był wrogiem narkotyków – twierdzi jeden z dawnych znajomych Kościelskiego. – Nie bawił się też w bandyterkę. Inni, owszem, robili napady, ale nie on. Znał chłopaków z półświatka, bo razem trenowali. Nazywano ich nawet na mieście „zapaśnikami". Ale sam trzymał się raczej legalnych interesów. Ludzie wynajmowali go do ochrony. Miał pozycję, bo dobrze się bił i nigdy nie stchórzył.
Według prokuratury Kościelski kierował gangiem do 2008 roku. Nawet prokuratura przyznaje zatem, że nie ma dowodów, by w ostatnich 16 latach złamał prawo.
Dawny znajomy: – Andrzej w pewnym momencie zerwał kontakty z „chłopakami z miasta", wycofał się z agencji ochrony, skupił się na sporcie, trenowaniu zawodników.
Andrzej Kościelski – znany trener MMA z Poznania
Pierwszy klub – zapaśniczy – Kościelski założył w 2011 roku z jednym z braci "Drewniaków". Spółka się rozpadła, a Kościelski zaczął prowadzić w Luboniu pod Poznaniem własny klub Ankos MMA. Uczył zapasów, boksu, MMA.
Z sukcesami – jego podopieczni zaczęli występować na galach znanych federacji sztuk walki. Szły za tym pieniądze, bo MMA to dziś jedna z najszybciej rozwijających się dyscyplin, lgną do niej kibice i sponsorzy.
Kościelski wypromował kilka nazwisk. Trenować chcieli u niego zawodnicy z kraju i za granicy. Branżowe portale pisały, że prowadzi najlepszy klub sportów walki w Polsce.
– To jego charyzma przyciągała ludzi – mówi żona. – Nie ma w Polsce lepszego trenera MMA.
W 2023 roku podopieczni Kościelskiego wygrali 52 walki i zdobyli pięć pasów mistrzowskich.
Żona: – Miał wielu wrogów, także w branży MMA, to żadna tajemnica. Nienawidzili go za sukcesy, zazdrościli, dzisiaj się cieszą.
Andrzej Kościelski zgodził się na publikacje nazwiska, bo – jak mówi jego adwokat – nie jest żadnym przestępcą.
Francesco Goldoni: – Składamy zażalenie na areszt. Andrzej Kościelski jest niewinny, powinien odpowiadać przed sądem z wolnej stopy.
Kościelski jest na razie jedynym podejrzanym o zabójstwo Ormianina. "Rossi", który był z nim tamtej nocy, wyjechał do Dubaju. O "Dyni" słuch zaginął."
Ten fragment wydaje się kluczowy:
"Już po zatrzymaniu Kościelskiego w półświatku rozchodzi się kolejna plotka: prokuratura ma nie tylko zeznania "Monstera", ale także kilku świadków incognito.
Prokurator Stasielak nie chce rozmawiać o zebranych dowodach: – To, co zawarliśmy we wniosku o areszt, jest tylko wycinkiem naszej wiedzy. Nie wszystko możemy w tej chwili ujawnić. Dowody oceniał będzie sąd, gdy skierujemy akt oskarżenia. Już same zeznania świadka koronnego mogą wystarczyć do skazania."
Jeżeli faktycznie mają jakichś świadków "normalsów" (kelnerki, barmanów) to może coś z tego będzie. Bo jak tylko tego całego monstera, to wszystko się może posypać.