Analiza systemowa procesu i firmy. Rozwój kompetencji.

Drzewo

UFC
Heavyweight
Temat jak widać, choć nie będzie tak wąski, bo analiza to nie tylko ocena suchych danych, ale także zrozumienie tego, "co pod spodem".

To jedna z najbardziej kompleksowych kompetencji, bo prowadzi do zarządzania i rozwoju firmy, a to właściwie czubek piramidy w firmie.

Czasem jest to czubek niewidzialny lub nieistniejący, Stąd Tak wiele słabych firm.

No, czyli analiza z podstawami zarządzania i rozwoju firmy. Deklem. Głową, no.
 
Powiedzenie deweloperskie:
"dziewięć matek nie urodzi dziecka w miesiąc".

Bardzo dobre i trafne, zwłaszcza w kontekście wytwarzania oprogramowania czy zmiany.
 
Dziś będą najlepsze cytaty z tej książki:

"Kilka przykładów antywartości, z którymi się spotkałem i które
uważam za dobry przykład:

■ Nie pracujemy z sektorem publicznym
■ Nie pracujemy z klientami z krajów, z których nie da się
odzyskiwać forsy (chyba, że płacą całość z góry)
■ Nie pracujemy dla klientów z krajów niedemokratycznych
■ Nie pracujemy z/dla dupków
■ Nigdy nie staniemy się miejscem nieprzyjaznym rodzicom
■ Jesteśmy stoikami. Nie pracujemy z/dla drama queens
■ Nie tolerujemy roszczeniowości.

Antyprzykłady:
■ Nigdy nie przeprowadzimy zwolnień grupowych
■ Zawsze dajemy innym drugie szanse
■ Nie traktujemy siebie zbyt poważnie."
 
"Joseph Heller i Kurt Vonnegut stali pewnego razu na imprezie pewnego miliardera w Nowym Jorku.

Vonnegut: Joe, jak się czujesz, wiedząc, że nasz gospodarz tylko wczoraj zarobił więcej pieniędzy niż ty tantiemów za cały Paragraf 22?

Heller: Mam coś, czego on nigdy nie będzie miał.

V: Co to może być?

H: Mam wystarczająco dużo.

Moim zdaniem dużo fajniejszym od gościa, który ma Lamborghini,jest gość, który może, ale nie musi mieć Lamborghini."
 
"Ostatnio kolega przypomniał mi dialog, który prowadziłem z jednym
handlowcem, a który zrobił na nim duże wrażenie.

Poniższa technika jest szczególnie użyteczna dla ludzi o niewielkim doświadczeniu życiowym, szczególnie takich, którzy nigdy nie pracowali ciężko fizycznie i ogólnie „mieli łatwo”.


Było to mniej więcej tak:

Listopad w Polsce. Poniedziałek Rano. Zimno, ale przynajmniej pada.

Prowadzę zebranie w biurze.
Ja: <zwracam uwagę na to, że w zespole nie ma dziś zbyt dynamicznej atmosfery, wszyscy są ospali>

Handlowiec: Bartek, ale czego Ty oczekujesz? Że będziemy zadowoleni, bo nasz tydzień zaczyna się od 40 maili od
klientów, którzy czegoś od nas chcą?

Ja: Nie, nie, nie. Źle mnie zrozumiałeś. Ja nie oczekuję, że będziecie zadowoleni. Ja oczekuję, że będziecie przeszczęśliwi, że nie będziecie posiadać się z radości, że będziecie zasuwać
do biura przeskakując schody po dwa stopnie, z piosenką na ustach. Pozwólcie, że wyjaśnię, bo to ważne. Mamy wszelkie
powody do radości.

Klienci mogliby mieć nas w dupie, a chcą z nami pogadać o tym, co sprzedajemy. Mamy w biurze
ciepło, a moglibyśmy stać w rowie na deszczu, po kostki w wodzie. Klepiemy w klawiatury i rozmawiamy przez telefon, a moglibyśmy machać łopatą, tak jak panowie, których
mijacie w drodze do pracy.

Albo wspinać się na dźwig dwa razy dziennie po 20 minut w wietrze, tak jak pan, którego tam widzisz za oknem i marzyć o tym, żeby ktoś nam na górze zainstalował mikrofalówkę, toaletę albo klimatyzację.

Więc macie być bardzo wdzięczni losowi za to, że możecie sobie w ciepełku, z herbatką odpisywać na maile i uśmiechać się do klientów.

A jeśli kiedyś, w chwili zwątpienia, najdzie cię myśl o tym, że może nie mam racji – to kopnij się tam na dół do panów i zapytaj, czy nie mają miejsca w ekipie. Bo mi się wydaje, że
każdy z nich by się z tobą na robotę zamienił i nie byłaby to dla nich decyzja z gatunku tych trudnych. "
 
"Są dwa bardzo różniące się od siebie style zarządzania. Niestety,
menedżerowie nieustannie je ze sobą mylą, co prowadzi do katastrof.
Żeby przestać je mylić i zacząć je zgłębiać, musisz zrozumieć
zarówno to, którego używasz teraz, jak i to, który jest Ci bliższy.
W pierwszym, najczęściej występującym, zarządzamy firmą jak
orkiestrą. Wszystko jest ustandaryzowane. Każdy wie dokładnie,
co ma robić i pod żadnym pozorem nie wychodzi poza swoją rolę.
Mamy dobrze opisany i zdefiniowany proces, którym podążamy.
Kreatywność szkodzi. Przykładem takiego środowiska pracy jest
fabryka samochodów – czy chciałbyś, żeby gość, który odpowiada
za kontrolę jakości Twojej poduszki powietrznej, był kreatywny?
A może wolisz, żeby był przewidywalny i sumienny? Jeśli będziesz
zarządzać tym środowiskiem pracy, jak zespołem kreatywnym
w agencji 360, wykasujesz efekty skali, usterki będą się mnożyć,
a inżynierowie nabawią się nerwicy.
Drugi styl zarządzania jest bardzo bliski przeciwieństwa tego
pierwszego – to środowisko pracy podobne do jazzbandu.
Kreatywność jest wymagana. Procesów jest mało – o ile w ogóle są.
Standaryzacja jest niewielka. W najmniej spodziewanym momencie
puzonista zaczyna grać bez ostrzeżenia na harmonijce. Najlepszą
metaforą tego typu środowiska pracy jest pokój scenarzystów
w Pixar. Jeśli będziesz zarządzał tego typu środowiskiem jak fabryką
Forda – ludzie odejdą, a praca stanie się beznadziejnie nudna.
Różne działy mogą funkcjonować w różny sposób nawet wewnątrz
tej samej firmy, np. w nawet najbardziej kreatywnych środowiskach
pracy działy prawne i finansów są dużo „sztywniejsze”. Mnie
osobiście bliższy jest model jazzbandu niż orkiestry – ale oba mogą
wspaniale działać. Wnioski są dwa:
a. Wiedz, czym zarządzasz;
b. Zarządzaj tym adekwatnie do tego, czym to jest.
Pamiętaj, że jazzbandy rzadko osiągają spore rozmiary. Jeśli
masz wątpliwości, czym zarządzasz – prawdopodobnie jest to mała
orkiestra, tylko fałszuje. "

:juanlaugh: :applause:
 
" Z pewnością masz za sobą eksperymenty z planowaniem celów
noworocznych. Jeśli tak, to pewnie niemała część z nich zakończyła
się niepowodzeniem (to nie jest przypadek, że w połowie lutego
siłownie są już nieco bardziej puste). Po latach eksperymentów
z różnymi metodami trzymam się takiej, która powoduje, że osiągam
między 60 a 120% założeń, które sobie stawiam.
Zacznij od określenia celów rocznych. Rekomenduję nie więcej niż
5 celów, choć w duchu transparentności przyznam, że akurat w tym
roku mam ich 7. Przykładowe cele na bazie poprzednich lat mogą wy-
glądać, np. tak:
■ Zrobić przynajmniej X treningów;
■ Spędzić w podróży przynajmniej X dni;
■ Opublikować X tekstów;
■ Spłacić kredyt hipoteczny poniżej kwoty X;
■ Przeczytać X książek;
■ Zarobić X złotych.
I tak dalej. To jest najprostsza część tego ćwiczenia, niczym nie
różniąca się od klasycznych postanowień noworocznych. Dlatego…
Rozbijamy cele roczne na cele na pierwszy kwartał. Jednocześnie,
nie dzielimy celu książkowego na 4, tylko staramy się zrobić nieco
więcej, niż wynika z podzielenia celu rocznego na równe kwartały.
Jeśli więc założyliśmy, że chcemy przeczytać 40 książek w 4 kwar-
tały, to zakładamy, że w pierwszym czytamy 14 książek zamiast 10,
dzięki czemu, gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem, ustawimy się
na ścieżce przekroczenia celów. Robimy tak, bo często rzeczywistość
stawia opór naszemu planowaniu. Jednocześnie, pilnujemy, żeby
spiętrzenia w jednych celach nie kolidowały nam z innymi. Jest więc
całkowicie OK, żebyśmy pierwszy kwartał konstruowali wokół czyta-
nia książek i podróżowania (jeśli mamy zwyczaj czytać w podróży).
Jednak ze spiętrzeniem celów treningowego i dotyczącego pisania
poczekajmy na drugi kwartał, bo prawdopodobnie będziemy mniej
trenować i pisać w podróży, które zaplanowaliśmy na Q1.
Następnie z celów na Q1 wyodrębniamy to, co zamierzamy zrobić
w styczniu. Punktem wyjścia może być podzielenie kwartału na trzy równe miesiące. Zwykle jednak, wychodzi inaczej, bo są potrzebne
działania, które pomogą nam zrealizować to, co zakładamy w krótkim
terminie, takie jak rezerwowanie podróży, kupno książek, wstawienie
do kalendarza treningów itd. Może się też okazać, że równy podział
nie ma sensu, bo zaplanowaliśmy sobie zero dni wolnych w styczniu
albo dwutygodniowy urlop w lutym.
Nie ma sensu już teraz planować lutego – na to przyjdzie czas
w ostatni dzień stycznia, gdy będziemy podsumowywać, jak
nam poszedł pierwszy miesiąc i zastanawiać się, co musimy
w lutym i marcu zrobić, żeby zrealizować cele na pierwszy kwartał
(zapominamy o celach rocznych, a szczególnie o tym, że cele na Q1
są zawyżone).
Następnie, z celów na dany miesiąc wyodrębniamy to, co mamy zro-
bić w tym tygodniu, żeby dowieźć dany miesiąc, biorąc pod uwagę
to, jak nam się zapowiada tydzień – może bierzemy wolny piątek
i wyjeżdżamy, więc zrobimy o jeden trening mniej? Może, ponieważ
będziemy w samolocie, uda nam się trochę więcej poczytać?
Ostatnie dwie kolumny to po prostu „Do zrobienia dziś” oraz
„Zrobione”, a więc klasyczna lista „Do zrobienia”. Ostatnia rzecz to
ustawienie w kalendarzu godzinnego spotkania z samym sobą na
koniec każdego miesiąca i 30-minutowego na koniec każdego
tygodnia, w ramach którego planujemy następny interwał. Wszystko
to układa się w sprawną kaskadę, w ramach której nie musimy
koncentrować się na niczym dalekosiężnym – dopóki sprawnie
odhaczamy rzeczy na liście. Ponieważ mamy w nasz plan wbudowane
bufory, to naturalne potknięcia (kontuzja uniemożliwiająca treningi
przez 2 miesiące) nie psują nam, na ogół, całego roku. "

Pierwszy raz widzę sensowne podejście do celów noworocznych :wow:
 
Poniższa technika jest szczególnie użyteczna dla ludzi o niewielkim doświadczeniu życiowym, szczególnie takich, którzy nigdy nie pracowali ciężko fizycznie i ogólnie „mieli łatwo”.
W obecnych realiach zarobkowych, wynikających z nadpodaży absolwentów humanistów i niedoboru "roboli", taka motywacja może być średnim pomysłem. Może 20 lat temu kogos to mogło przekonać.
 
W obecnych realiach zarobkowych, wynikających z nadpodaży absolwentów humanistów i niedoboru "roboli", taka motywacja może być średnim pomysłem. Może 20 lat temu kogos to mogło przekonać.
Tu nie chodzi o ilość robotników czy pracowników umysłowych, tylko o kwestię podejścia do rangi problemów.

To raczej stare podejście vs nowe, które kompletnie się nie nadaje do zarządzania biznesem czy czymkolwiek.

Firmy otwarcie mówią że zwalniają większość pokolenia Z. Jak myślisz, przez co?

No właśnie.
 
Tu nie chodzi o ilość robotników czy pracowników umysłowych, tylko o kwestię podejścia do rangi problemów.
Moze inaczej. Jeśli menager powie biurowemu swierzakowi, że robotnik budowlany ma gorzej to swierzak prawdopodobnie pomyśli o zarobkach swoich i robotnika i taka motywacja raczej przyczyni sie do większej olewki i potem ewentualnego wydalenia. Chociaz faktem jest, że kopacze uliczni nie zawsze tak super zarabiają jak to się powszechnie przyjelo
 
Moze inaczej. Jeśli menager powie biurowemu swierzakowi, że robotnik budowlany ma gorzej to swierzak prawdopodobnie pomyśli o zarobkach swoich i robotnika i taka motywacja raczej przyczyni sie do większej olewki i potem ewentualnego wydalenia. Chociaz faktem jest, że kopacze uliczni nie zawsze tak super zarabiają jak to się powszechnie przyjelo
Nikt nikomu nie powinien zabraniać sprawdzić :fjedzia:

Dobremu pracownikowi daje się podwyżkę, przeciętnemu pozwala odejść, a złego od dawna nie powinno w firmie być, dlatego ja nie widzę problemu.

To w psychiatryku (heh, z rozpędu, miało być "w psychologii") normalna rzecz, nazywa się metodą prowokacji - Jeśli pacjent jest na odpowiednim poziomie (stabilny psychicznie, ale waha się przed powrotem do normalności) to metoda prowokacji może przynieść genialne rezultaty.

W efekcie masz jeszcze lepszego i zmotywowanego pracownika.

Choć na ludzi o niewielkim potencjale może nie zadziałać, ale takich ludzi nie zatrudniamy.

Jak zrozumiesz, że sam możesz działać i jest to dobre, to osiągasz więcej.

Jako świeżak, kiedy się dowiedziałem że "wiesz już większość, od teraz możesz robić po swojemu" to w parę miesięcy wykręcałem wyniki, które niepokoiły najlepszych, pracujących po x lat.

Dobremu pracownikowi wystarczy przekazać podstawy i pozwolić działać.

Jak nie ma wyników po paru miesiącach - pożegnanie. Proste.

A jak świeżak chce odejść i sprawdzić się w łopacie czy na dźwigu - droga wolna. Zarobki są najczęściej dobre, choć jak wspomniałeś - to zależy.

Porobi i albo zostanie, albo wróci, albo otworzy własną działalność.

W czym problem?

Przywiązujesz się do świeżaków? :tysoncoffe:
 
  • Like
Reactions: AKK
W czym problem?

Przywiązujesz się do świeżaków? :tysoncoffe:
Właściwie w niczym. Poprostu chciałem zaznaczyć, że tego typu motywacja może nie być przekonująca(aby człowiekowi chciało się sprężyć do pracy) jeśli w tym "gorszym" miejscu obok niekomfortowych warunków bytowych, panują lepsze płace.
 
Właściwie w niczym. Poprostu chciałem zaznaczyć, że tego typu motywacja może nie być przekonująca(aby człowiekowi chciało się sprężyć do pracy) jeśli w tym "gorszym" miejscu obok niekomfortowych warunków bytowych, panują lepsze płace.
Hehe... No tak, jeśli. A jeśli nie? A nawet jeśli, to czy zapierdol w deszczu i wietrze wart jest niewielkich zmian w wypłacie, a zapierdol jest cokolwiek inny?

Wystarczy popracować chwilę tu i tam, wtedy człowiek wie. A jak nie wie, to może się przekonać i po sprawie.

PS. Casbeg płaci dobrze. Nie muszę nawet sprawdzać.
 
No i kejs z dziś. Analiza działania systemu, a właściwie brak:

Płonie kompleks wieżowców Wang Fuk Court w Hongkongu.

Detal?

Pożar pustoszy kompleks mieszkalny, który oferuje blisko 2000 mieszkań w ośmiu 31-piętrowych budynkach. Z ustaleń wynika, że ogień mógł się szybko rozprzestrzeniać dzięki bambusowym rusztowaniom i siatkom remontowym, które są powszechnie używane w Hongkongu podczas remontów.

Co kurwa mogło pójść nie tak?

Wang Fuk...

:fjedzia:
 
bc46d5688386f08e382a423a0dbf8af3.gif
 
Dziś opowiem wam, że nawet w największych firmach świata jest bajzel, by nie powiedzieć gorzej.

Jak już wspomniałem, pracowałem dla największych korpo świata i widząc od wewnątrz ich procesy mogę z całą pewnością stwierdzić, że źle zaprojektowane procesy są wszędzie.

Taki Alphabet czy Microsoft nie są wolne od nich, więc czy jest się czym przejmować?

Oj tak. Jest czym. Choć najlepiej jest się nie przejmować i ustawić procesy odpowiednio.

Większość procesów da się uporządkować i przede wszystkim UPROŚCIĆ.

Zagmatwane i co jeszcze gorsze - nieefektywne procesy to podstawa wypalenia zawodowego pracowników, a także uciekające pieniadze.

Opytmalizując procesy należy mieć na uwadze całokształt działania i rodzaju działalności firmy, a także dobrze mieć świadomość tego, jak wygląda to u konkurencji oraz jak takie procesy mogą wyglądać w warunkach idealnych.

Należy także pamiętać, że czasem nie warto kopiować czy budować procesów po omacku, albo na ślepo - czasem dobrze jest wypieprzyć wszystko w pizdu i zrobić od nowa, lepiej.

Tego się nauczyłem akurat w Revolucie, firmie, która była moim najlepszym polem bitew i doświadczeń.

Nie było procesu Onboardingu, ale zamiast skopiować go na pałę od konkurencji, postanowiliśmy zrobić go od początku, ale lepiej.

Najpierw sprawdziliśmy potencjał konkurencji...

A właściwie jego brak, bo konkurencja miała archaiczne procesy Onboardingu, czyli otwierania kont nowym klientom.

W analizie okazało się, że większość banków ma proces, w którym należy wykonać od 70ciu do nawet ponad stu kliknięć, by otworzyć konto.

A do tego jeszcze wklepanie danych osobowych i lokalizacji, plus okolic... Dramat.

Wypisalismy więc etapy procesu na karteczkach, trafiły na tablicę i zaczęliśmy jazdę bez trzymanki... Choć było dziwnie.

Co bowiem należy, co można, a czego nie trzeba robić w tym procesie od razu?

Było sporo konsultacji z prawnikami, ale okazało się że można wywalić większość kroków, albo wykonać je później, już w trakcie korzystania z apki, nawet po paru dniach czy miesiącach...

Odstawiliśmy najlepszy cyrk, zostawiając tylko początek procesu i koniec, czyli otwarcie konta i domknięcie uzupełniania danych w wystarczającej ilości do osiągnięcia całkowitego minimum prawnego... Reszta poszła w limbo, a później została wykorzystana do zaprojektowania poszczególnych momentów, w których apka się "przypominała" o kolejne, brakujące dane.

To był przełom. Onboarding okazał się być żywym przykładem tego, że jak nie wolno, ale się chce, to można!

Tak powstał jeden z najlepszych procesów Onboardingu na świecie, od tamtej pory kopiowany przez inne challenger banki i podobne apki.

Zamiast 70ciu czy stu kliknięć - kilkanaście, w zależności od kraju pochodzenia (dla Europy, FYI) twórcy danego konta, a także od kilkunastu innych czynników.

Tym wpisem chcę pokazać, że często niepotrzebnie godzimy się na zastany status quo... A tymczasem proces może wyglądać znacznie, ale to znacznie prościej.

Po tym etapie również zwykłe banki skapnęły się, że są w dupie i rozpoczęła się era optymalizacji działania apek zwykłych banków.

A że większość nadal źle działa, to już temat na kolejne historie...

Jednak jeśli widziałeś spore zmiany w swojej aplikacji bankowej (albo nawet wymianę całej apki) na przestrzeni ostatnich kilku lat, to wiedz że przyczynił się do tego Wasz jedyny i niepowtarzalny @Drzewo.
 
Wszyscy wiemy, jak powstają aplikacje rządowe?

Taa, robią je krewni i znajomi królika. Brałem udział w rekrutacji do kilku rządowych projektów, bo chciałem to widzieć od środka, ale znaleźli "lepszych".

Taa... Lepszych. Czyli takich, którzy już niejedną rządową apkę robili... Czyli tych, którzy już zjebali wcześniej :jarolaugh:

Nikogo więc nie powinno dziwić, że i ta apka została postawiona w sposób urągajacy wszystkim możliwym wymaganiom... No ale widziałem kto mnie miał zatrudnić, a takie spasione informatyki to tylko na filmach wcześniej oglądałem.

Czyli lewaki.

 
No i kejs z dziś. Analiza działania systemu, a właściwie brak:

Płonie kompleks wieżowców Wang Fuk Court w Hongkongu.

Detal?

Pożar pustoszy kompleks mieszkalny, który oferuje blisko 2000 mieszkań w ośmiu 31-piętrowych budynkach. Z ustaleń wynika, że ogień mógł się szybko rozprzestrzeniać dzięki bambusowym rusztowaniom i siatkom remontowym, które są powszechnie używane w Hongkongu podczas remontów.

Co kurwa mogło pójść nie tak?

Wang Fuk...

:fjedzia:
bawicie się tam w psychiatryku z jakim proszkiem teraz? Mocno sie pobudziłeś?
 
Maja jakieś strony www czy blogi? Zarzuć trochę wiedzy. Później tu wrzucę co i jak.
To jest firma która produkuje soft i urządzenia. Nawet się szczególnie nie reklamują ale sprzedają na cały świat. Mają dobry produkt i bardzo konkurencyjną cenę w stosunku do Amerykanów. Założyłem tego dziesiątki i nie ma problemu.
 
Back
Top