Wybiórcza "atakuje" lesbijki i kobiet w ogóle kobiety! I na dodatek przemyca się empatię wobec mężczyzn... Mam nadzieję, ze autor artykułu dostanie po łapach ;-)
wyborcza.pl
Nowe, zakrojone na dużą skalę, badania burzą wiele mitów dotyczących małżeństw jednopłciowych.
W ostatnich dekadach w wielu krajach nastąpiły istotne zmiany w prawie, umożliwiające sformalizowanie związków par tej samej płci. Wraz z tymi przemianami, tematem zainteresowali się naukowcy - w ostatnich 20 latach doszło do gwałtownego wzrostu badań i publikacji na temat psychologii związków jednopłciowych.
Mimo to, w czasie gdy
jedni badacze wykazywali, że w pary tej samej płci rozstają się częściej, pozostali dostarczali dowodów, że pary gejów i lesbijek
cieszą się zbliżonym poziomem stabilności.
Eksperci przeanalizowali wszystkie pary, które zarejestrowały związki w Finlandii w latach 2002-2021.
Wyniki burzą upowszechniony pogląd o większej trwałości związków lesbijek.
Pary lesbijek były narażone na 2,2 razy większe ryzyko rozwodu niż pary heteroseksualne i 1,6 razy większe niż pary gejów.
To być może najciekawszy wynik nowej analizy – obala ten z mitów dotyczących różnic międzypłciowych, który pozostaje odporny na dane naukowe i rzeczywistość. Równie silne jest chyba tylko przekonanie, że kobiety u władzy oznaczałaby mniej wojen – to oczywiście psychologiczna i historyczna nieprawda.
To fakt, kobiety są mniej agresywne i bardziej opiekuńcze, ale podobnie jak w przypadku męskiej skłonności do agresji, na ogólny stereotyp całej grupy „pracują" jednostki o największym nasileniu takiej cechy. W życiu codziennym różnice międzypłciowe nie są już tak wyraźne.
Różnice międzypłciowe poza laboratorium często ulegają rozmyciu, ponieważ najistotniejsze i najbardziej bolesne w życiu są krańce rozkładu jakiejś cechy, jej ekstremalne nasilenie.
Jak wyjaśnia „Wyborczej" dr n. med. Robert Kowalczyk, prof. UMW, seksuolog kliniczny i psychoterapeuta z Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu:
- Przekonanie o „większej trwałości" relacji lesbijskich to część mitologii różnic międzypłciowych, podobnie jest np. z kobiecą empatią. Fińskie doniesienia pokazują wręcz odwrotny wzorzec ryzyka rozwodu.
Ekspert wskazuje również na to, że kobiety mają niższą tolerancję dla niskiej jakości relacji i większą gotowość do zakończenia niesatysfakcjonującego związku oraz na odmienną dynamikę związków kobiet - m.in. krótszy staż partnerski przed ich legalizacją i częstsze posiadanie dzieci z poprzednich relacji.
- Kobiety statystycznie szybciej reagują na niską jakość relacji. Częściej inicjują rozstanie i mają większą autonomię ekonomiczną, co obniża „koszt wyjścia". Piszemy o tym szerzej w wydanej właśnie
książce „Sztuka rozstania" - podsumowuje prof. Kowalczyk.
Wspólne dzieci i mieszkanie przed ślubem - skomplikowana mozaika
Fińscy naukowcy wykazali również, że posiadanie dziecka z kimś innym niż obecny partner zwiększało ryzyko rozwodu, a posiadanie wspólnych dzieci zmniejszało je we wszystkich typach par.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, to przecież dobrze udokumentowany efekt.
Jednak w najnowszym badaniu dzieci z poprzednich związków stanowiły mniejsze zagrożenie dla stabilności związku par tej samej płci. Do tego
posiadanie wspólnego dziecka nie zapobiegało rozwodom par kobiecych w takim samym stopniu, jak w przypadku par różnej płci.
Prof. Kowalczyk: - "Wcześniejsze dzieci" zwiększają ryzyko np. wynikające ze złożonej logistyki rodzin patchworkowych, a „dzieci wspólne" jako kapitał relacji je zmniejszają. Dzieci nie są jednak gwarancją trwałości: obniżają prawdopodobieństwo rozwodu statystycznie, ale to jakość więzi, wsparcie i równość rodzicielska decydują o satysfakcji w większym stopniu niż sam fakt posiadania potomstwa.
Czas wspólnego mieszkania przed zalegalizowaniem związku lub zawarciem małżeństwa okazał się silnym czynnikiem prognostycznym rozwodu.
Efekt dotyczył tylko par tej samej płci. Szczegółowe analizy wykazały, że u par jednopłciowych, które mieszkały razem co najmniej 7 lat, ryzyko rozwodu było najniższe.
Im krótszy czas wspólnego pożycia przedmałżeńskiego, tym wyższe ryzyko rozwodu. Żadne wcześniejsze badania nie udokumentowało takiego zjawiska.
W małżeństwach kobiet i mężczyzn nie zaobserwowano podobnych zależności.
Prof. Kowalczyk wskazuje na możliwe wyjaśnienie: - Teoria kapitału związkowego mówi, że wspólne zamieszkanie zwykle stabilizuje, ale w parach jednopłciowych różnorodność dróg do legalizacji jest większa, więc krótszy czas wspólnego mieszkania bardziej „odsłania" brak sprawdzenia dopasowania.
Zdaniem eksperta długość wspólnego zamieszkania „działa" wyraźnie tylko w związkach osób tej samej płci, bo w ich przypadku niewystarczająco długie mieszkanie lub jego brak, częściej wiąże się z innymi kategoriami ryzyka jak np. wcześniejsze dzieci czy szybkie decyzje o rozwodzie motywowane dostępem do praw rodzicielskich.
„Póki śmierć nas nie rozłączy" (albo jedna z 62 przyczyn rozwodów)
Najwięcej danych na temat tego, jak kobiety i mężczyźni podchodzą do tematu rozwodów, zgromadzono badając tradycyjne małżeństwa.
Część z nich pokrywa się z obserwacjami par jednopłciowych.
Chociaż mężczyźni szybciej mówią „kocham" świeżo upieczonym partnerkom (być może dlatego, że statystycznie żyją krócej, a przekazywanie genów to podstawa ewolucji), to kobiety częściej decydują się na rozwód.
Zależność odnotowano już w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych. W sytuacji rozwodu kobiety otrzymują również więcej wsparcia.
Kobiety zdecydowanie częściej wskazują na przyczyny leżące w niewłaściwym zachowaniu partnera, takie jak przemoc (której poziom w przypadku krajów zachodnich maleje) czy uzależnienia.
To również kobiety rzadziej wstępują ponownie w kolejny związek i odczuwają wyraźny spadek dochodów w czasie, gdy mężczyźni podnoszą standard życia.
Jak jednak wskazuje Thomas Leopold, socjolog z Uniwersytetu w Amsterdamie:
Pozornie jasny obraz zostaje zamglony, gdy umieści się go w szerszym kontekście konsekwencji rozwodu.
Wiele badań wykazało, że mężczyźni są bardziej narażeni na negatywne skutki rozwodu, takie jak: samotność, pogorszenie ogólnego stanu zdrowia i niższe samopoczucie po rozpoczęciu separacji, większe ryzyko złych nawyków zdrowotnych, spadek zadowolenia z życia rodzinnego oraz niezadowolenie z rozwiązań w kwestii opieki nad dziećmi.
Gdy grupa duńskich naukowców z Uniwersytetu Kopenhaskiego w artykule „Nie oglądałam «Gwiezdnych Wojen» i inne przyczyny rozwodów w Danii" ("I Had Not Seen «Star Wars» and Other Motives for Divorce in Denmark") przeanalizowała przyczyny rozwodów u ponad 2,3 tys. badanych, większość z nich wskazywała na utratę miłości, problemy z komunikacją czy brak zaufania.
Jedna z uczestniczek badania podała, że przyczyną zakończenia jej małżeństwa była rozbieżność gustów – jej mąż nie mógł zaakceptować tego, że nie oglądała "Gwiezdnych wojen".
Zbliżony katalog ludzkich nieszczęść (bez uwzględnienia arcydzieła George’a Lucasa) stał za rozwodami w badaniach Menelaosa Apostoloua, psychologa ewolucyjnego z Uniwersytetu w Nikozji, który zidentyfikował 62 powody, które skłaniają do rozwodu, i wielu innych pracach. Badani wymieniali m.in. niewierność, uzależnienia czy problemy w komunikacji.
Naukowcy pogrupowali je w siedem ogólnych kategorii. Za rozwód odpowiadały:
- Krzywdzenie małżonka
- Niedopasowanie
- Problemy z teściami
- Nadmiernie zaabsorbowanie karierą
- Pragnienie "nowego początku"
- Zdolność do posiadania dzieci
- Problemy finansowe
- Sprawa jest złożona i ciężko sprowadzić ją do chwytliwych uogólnień.
Jeśli np. myślimy, że miłość wystarczy do zapewnienia trwałości naszemu małżeństwu, możemy się rozczarować. W jednym z badań poczucie bycia nieszczęśliwym było wymieniane jako potencjalny powód odejścia, nawet jeśli miłość małżeńska była obecna.