Mogę podzielić się anegdotą na męskim przykładzie o właśnie takiej sytuacji.
Kiedyś w okolicach szkoły średniej, mieliśmy w ekipie kolegę, taekwondziste. Miał bardzo "bananową" historie jak na sporty walki, ojciec trener, sala tuż obok bloku, komfort zone, zdobywane medale mistrzostw Polski ( za sam przyjazd był już brązowy medal, bo cały turniej często gęsto obejmował raptem 3 zawodników

).
Dlatego nasz główny bohater anegdoty kosmicznie obrósł w piórka i nie zdawał sobie sprawy z prawdziwych realiów close combatu na żywo.
Pewnego dnia, wszedł na klatkę, gdzie odbywał się remont, malował ją chłopak w podobnym wieku, może ciut starszy, pech chciał że kapną kropelką farby niechcący w jego kierunku. Karateka oczywiście w moment się uruchomił i wyeskalował temat do solo pod klatką. Był to błąd, bo jeśli już taekwondzista ma mieć szansę i ma być widowiskowo to potrzebuje przestrzeni żeby wstrzelić się z jakimś kopnięciem. Wynik oczywiście był do przewidzenia, mało miejsca a więc nici z technik nożnych, krótki dystans, brawler style chłopska cepeliada. Został zapędzony w róg klatki, chłopina od malowania po paru cepach złapał go w pół i jebnął o ziemie, po czym zaczął go strasznie oprawiać, że aż jęki było słychać. I na tyle się zdał piękny egzotyczny sport który pokazowo wydaje się potężny, ale w realiach ulicznych starć często chuja daje.