muzyka metalowa.

I jak wrażenia? Na sowach się wybawiłem tak dobrze jak dawno już nie. Już jest potwierdzony powrót w przyszłym roku tylko inna data ma być. Mam nadzieję, że uda im się ściągnąć ze dwie jakieś duże gwiazdy. Wczoraj to ja wbiłem na Sowy, Analogs i częściowo na Vaderze zostałem.
 
I jak wrażenia? Na sowach się wybawiłem tak dobrze jak dawno już nie. Już jest potwierdzony powrót w przyszłym roku tylko inna data ma być. Mam nadzieję, że uda im się ściągnąć ze dwie jakieś duże gwiazdy. Wczoraj to ja wbiłem na Sowy, Analogs i częściowo na Vaderze zostałem.
Bardzo pozytywne. Opiszę i dam znać jak było jak się ogarnę, bo dzisiaj na Cavalera w Warszawie jestem.
 
I jak wrażenia? Na sowach się wybawiłem tak dobrze jak dawno już nie. Już jest potwierdzony powrót w przyszłym roku tylko inna data ma być. Mam nadzieję, że uda im się ściągnąć ze dwie jakieś duże gwiazdy. Wczoraj to ja wbiłem na Sowy, Analogs i częściowo na Vaderze zostałem.
Muzycznie jestem ukontentowany. Udo Dirkschneider był wspaniały. Brzmiał tak jak na albumach. Jego muzycy też robili robotę. 10/10, polecam. Obowiązkowo się wybiorę na jego koncert w przyszłym roku (w lutym zagra trzykrotnie w Polsce, podczas koncertu wspomniał, że zagra pięciokrotnie, więc może jeszcze Mystic lub SDL?). Vadera posłuchałem niestety tylko w połowie, bo już padałem ze zmęczenia. Konkretna mielonka na trzy gitary. Mega dobre.
Frank Blackfire bardzo dobry. Jestem bardzo zadowolony, bo jako fan Sodom otrzymałem dokładnie to, czego oczekiwałem. Oczywiście chcę powrotu Sodom w pełnym składzie, ale jak się nie ma co się lubi...
OWG klasa. Antychrystyczni Huligani robią robotę.
Possessed dobrze zagrane, ale to w sumie tyle. Zespół ponownie się spóźnił, a sam set chyba lekko skrócili.
Organizacyjnie widać było troszkę "chorób wieku dziecięcego", jak np. ustawienie głównej sceny w samym słońcu, przez co pod nią były momentami pustki, ponieważ ludzie stali w cieniu budynku. Brakowało mi też bardziej czytelnego opisania poszczególnych stref, np. banerem 2x1m lub 3x1m zamiast kartką A4. Podobnie problematyczne były kwestie ogłoszeń signing sessions. Wszystko szło jakoś po cichu.
Żeby nie było jednak samego malkontenctwa, plus za stawianie parasoli tam, gdzie się dało, a także za kurtynę wodną i beczkowóz z wodą pitną. Było to absolutnie kluczowe w tej okrutnej pogodzie.
Ostatecznie odbieram pozytywnie tę imprezę. Zobaczymy co wyjdzie z tego dalej. Będę miał ją na pewno na radarze, bo tegoroczne nazwiska były bardzo dobre, a wykonawców na podobnym poziomie (oczywiście też finansowym) jest całkiem sporo do złapania.
 
Jebać LiveNation i Progresję. To, że wczoraj nikt nie wypierdolił kopyt na Cavalera to jest jakiś cud. Ogłosili, że w związku z upałami można wnosić własną wodę do 0.5l ale nikt nie powiedział o tym ochronie, postawili jakiś gówno warty natrysk POD KLUBEM i odpalili kilkanaście wentylatorów, które sięgały gdzieś do dwóch metrów od baru, a pod sceną młyn i milion stopni zanim jeszcze support zaczął grać(gówno warty swoją drogą). I jeszcze łaskawcy dali wodę TANIEJ, nie za darmo. Oczywiście woda tylko w kubku za kaucją. Warunki na sali dramatyczne. Pierdyliard stopni, po minucie pot lał się z dupy, a w młynie spociły mi się nawet dziurki w uszach. W dodatku organizatorzy zamknęli większość wejść na salę poza jednym małym i jednym dużym i dziesiątki osób się tam zgromadziło żeby nie siedzieć w saunie. Jak po kilku kawałkach stwierdziłem, że czas na przerwę to ciężko było się wydostać, a potem jak chciałem wrócić ledwo się przepchałem. Sam koncert bardzo na plus. Max skoczny jak zajączek, nagłośnienie dobre, pierdolnięcie było ale miałem wrażenie, że chłopaki chcieli to odpierdolić jak najszybciej i jechać dalej. Max to chyba trzy tabletki ozempicu do śniadania zjada, ale Igorek dla Pudziana jest w sam raz.


Co do Hells Bells - Poza kilkoma minusami, które wymienił @Papieżak i problemami z nagłośnieniem gdzie perkusja i bas aż bolały po uszach na kilku koncertach to bardzo na plus. Dostęp do wody, natrysk, parasole i klima w budynku z restauracją i strefą merchu naprawdę zrobiły robotę w warunkach jakie były, a podczepka pod wioskę foodtrucków obok rozwiązała problem z nakarmieniem ludzi.

Same koncerty w większości na plus, nawet te w szczerym słońcu jak Discharge, Frank Blackfyre czy ProPain. Grali pod słońce, nic nie widzieli i nie było za wiele osób pod sceną ale muzycznie doskonale. Z mniejszej sceny to Owls, Gama Bomb świetne i Dead Congregation z piątku także bardzo dobre pomimo ww. problemów z nagłośnieniem. Udo pomimo wieku doskonała forma i też z chęcią wybiorę się po raz kolejny. Za to Vader rozpierdolił całkowicie, a "Raining Blood" na zakończenie setlisty i całego festiwalu to :antonio:

Co do frekwencji i przyszłości festiwalu. Tak jak rozmawiałem z @Papieżak to mam wrażenie, że jednak zebranie takiej ilości punku nie przyniosło zamierzonego efektu i nie było zbyt dużej ilości zainteresowanych panczurami poza Analogsami, którzy mogą z dnia na dzień ogłosić koncert w Szczecinie i zebrać kilkaset osób. Różnica we frekwencji była widoczna i w sobotę było znaczenie więcej ludzi. W sobotę zebrało się stado starych metaluchów, a na samym Possesed w słońcu było więcej osób niż na Grave Digger wieczór wcześniej. Z tego co gadałem z ludźmi odpowiedzialnymi za organizację to i tak bardzo zadowoleni z frekwencji i będzie druga edycja na następny rok tylko w innym terminie.
 
Na Rockowiznę ktoś się wybiera?

Gdańsk, Poznań, Kraków.
Ja nie i znam jeszcze kilka osób co też nie
star-trek-nod.gif
 
Back
Top