Dlatego ja nie lubię takiego wyścigu. Staram się w nim nie uczestniczyć, chociaż jest trudno, bo życie kosztuje. Czasem trzeba dać na wstrzymanie. Na chuj kasa jak nie będzie sposobności, aby się nią cieszyć. Ja to nazywam syndromem lekarza. Ciężkie studia, poświęcenie. Później 24/24 w pracy, w międzyczasie się buduje dom, dzieci nie widzisz, ktoś je wychowuje za Ciebie, rekompensujesz sobie wszystko drogimi gadżetami czy wakacjami, które trwają zaledwie dwa tygodnie, później mając 40 lat zaczyna Ci się odkręcać, bo masz wysoki status materialny i wypadałoby sobie odebrać od życia to co zostało zabrane przez notoryczną pracę i gonienie za pieniądzem.