Współczesne prawo europejskie,
jebanie białych mężczyzn, puszczanie za gorsze czyny murzynów wolno.
Same kurwiska mu wskakiwały do łóżka licząc na sławę, hajs i przygodę a teraz po 30 latach me too.
Ale jak małpa czarna zgwałci siłą białą kobietę to nie ma problemu. Żenada.
Przed sądem w Londynie ruszył proces Russella Branda. 51-letni aktor i komik odpowiada za gwałty oraz napaści seksualne na sześć kobiet. Prokuratura określiła go przed przysięgłymi mianem "bezwzględnego i wyrachowanego drapieżnika seksualnego". Gwiazdor nie przyznaje się do winy.
Russell Brand znany z takich hollywoodzkich komedii jak "Chłopaki też płaczą" czy "Idol z piekła rodem" usłyszał łącznie siedem zarzutów: trzy zarzuty gwałtu, trzy zarzuty napaści na tle seksualnym oraz jeden zarzut doprowadzenia do innej czynności seksualnej/naruszenia nietykalności. Sprawa dotyczy domniemanych przestępstw popełnionych w latach 1999–2009 wobec sześciu kobiet, których tożsamość jest chroniona.
Do gmachu londyńskiego sądu Brand przybył w środę rano w towarzystwie żony Laury Gallacher, trzymając ją za rękę. Miał na sobie ciemny garnitur, koszulę w paski, luźno zawiązany biały krawat oraz okulary przeciwsłoneczne. Przed wejściem na salę rzucił do oczekujących dziennikarzy: - Czuję się pobłogosławiony. Oczywiście czuję też niepokój, ale mam nadzieję, że ten proces doprowadzi do dobrych rezultatów dla wszystkich zaangażowanych. O to się modlę.
Porażająca mowa wstępna prokuratury
Rozprawę otworzyło wystąpienie prokurator Riel Karmy-Jones KC. Wskazała ona ławie przysięgłych, że zarzuty dotyczą dekady, w której kariera Branda gwałtownie eksplodowała. W tamtym okresie komik przechodził drogę od występów w lokalnych pubach do statusu gwiazdy telewizji BBC i hollywoodzkiego celebryty.
Prokurator podkreśliła, że sześć kobiet składających zawiadomienie nie znało się wcześniej, nigdy się nie spotkało i zgłosiło się do służb zupełnie niezależnie od siebie. Miejsca domniemanych ataków były, jak określono, "tak szerokie i różnorodne jak kariera oskarżonego": od pokoi hotelowych, przez miejsca pracy, kabinę toalety w barze, aż po prywatny dom komika.
"Jego silne pragnienie jakiejkolwiek formy kontaktu seksualnego było bezkrytyczne i nienasycone. (...) Russell Brand był bezwzględny, wyrachowany i manipulacyjny, a w ocenie prokuratury był drapieżnikiem seksualnym", grzmiała przed sądem Karmy-Jones.
Oskarżycielka zarzuciła komikowi, że mówił kobietom dokładnie to, co chciały usłyszeć, byle tylko zaspokoić swoje żądze: "Bywał miły, gdy tego chciał; bez wątpienia bywał zabawny, czarujący, a nawet dający się lubić, gdy chciał czegoś w zamian. Lecz potem stawał się roszczeniowy, przeświadczony o swoich prawach, był flirciarzem z potężnym apetytem seksualnym, dziecinnym w swoich oczekiwaniach, że każde jego życzenie musi zostać natychmiast spełnione".
Według prokuratury niektóre z kobiet protestowały i mówiły "nie", inne nie miały nawet szansy zareagować na jego nagłe zachowanie. "Bez względu na to, kim były oraz co mówiły lub robiły, Russell Brand nie dawał za wygraną" – dodała prokurator, zaznaczając, że po domniemanych atakach gwiazdor okazywał całkowitą obojętność lub natychmiast opuszczał miejsce zdarzenia.
Gwiazdor nie przyznaje się do winy
Russell Brand konsekwentnie odrzuca wszystkie oskarżenia. Już wcześniej wielokrotnie twierdził, że wszystkie jego relacje intymne z przeszłości odbywały się za obopólną zgodą. W ostatnich latach aktor wycofał się z głównego nurtu Hollywood, przeniósł do sieci i zajął tworzeniem podcastów oraz treści internetowych skupionych wokół teorii spiskowych, wolności słowa i duchowości.
Proces w Londynie ma potrwać około sześciu tygodni. W przypadku uznania go za winnego, 51-letniemu gwiazdorowi grozi wieloletnia kara więzienia.