PRIDE The Best Vol.1: Preludium

Olos

-=PRIDE FC=-
90IDmXc.png



Witam w dwudziestej pierwszej odłownie mojego cyklu. Poprzedni materiał można znaleźć tutaj:
http://cohones.mmarocks.pl/threads/pride-18-zimna-furia-2-0.37312/


Rok 2002 PRIDE rozpoczęło od czegoś nowego. Japońska organizacja postanowiła uruchomić cykl mniejszych gal, na których debiutanci mogliby się pokazać i ewentualnie wywalczyć przepustkę do gal numerowanych. Pierwsza z nich odbyła się 22-ego lutego w Korauken Hall w Tokio. Podczas The Best Vol.1 pojedynki nie toczyły się w dobrze znanym białym ringu. Miejscem starć był ring w kształcie ośmiokąta foremnego, a wymiar czasowy rund przypominał ten znany z UFC. Gala była przeznaczona głównie dla japońskich fanów i nie transmitowano jej na Zachodzie, próżno zatem szukać tej gali z komentarzem Basa Ruttena (który obserwował tę galę będąc w narożniku Amira) i Stephena Quadrosa. Wśród zawodników występujących na tej gali, znalazło się kilka znanych już nazwisk: Anthony Macias, który został poddany przez Sakurabę na PRIDE 7. Daiju Takase po zwycięstwie na PRIDE 3 z ogromnym Emmanuelem Yarborough. Johil de Oliveira, który przegrał z Nino Schembrim na PRIDE 14. Takayuki „Giant Ochiai” Okada, po porażce z Ricco Rodriguezem na 10-tej gali. Soichi Nishida, który został rozgromiony przez Ensona Inoue na PRIDE 5. Oraz Amir Rahnavardi, którego Gary Goodridge utulił do snu na trzeciej gali.
Wśród debiutantów znaleźli się: Japończycy Eiji Mitsuoka, Yoshinori Sasaki, Yusuke Imamura i Sokun Koh. A także Koreańczycy z Południa Jong Wang Kim oraz Joe Son, który brał udział w UFC 4.


Pierwszym pojedynkiem było starcie Anthony „Mad Dog” Macias vs Eiji Mitsuoka. Amerykanin rozpoczął od próby obalenia, ale Japończyk ją obronił i zaczął obijać przyklejonego do siebie rywala. Mitsuoka wyciął przyciskanego do lin Anthonego i dosyć łatwo zdobył dosiad. Zawodnicy znaleźli się częściowo poza linami i potrzebna była interwencja sędziego, który nakazał wznowienie pojedynku na środku okto-ringu. Eiji szybko wpiął się za plecy, rozciągnął swojego rywala i zaczął zasypywać go gradem ciosów. Macias się obrócił i wpadł w próbę kimury ze strony Japończyka, ale szybko się z niej uwolnił. Zepchnięty do obrony „Mad Dog” nie potrafił przełamać grapplerskiej dominacji Eijiego. Mitsuoka przeszedł do pozycji bocznej, a następnie zdobył pełny dosiad. Anthony wił się jak piskorz, ale rywal ani na moment nie poluzował uchwytu. Na sam koniec rundy reprezentant Kraju Kwitnjacej Wiśni spróbował wyciągnąć balachę, ale nie zdołał zakończyć tego pojedynku.

Druga runda rozpoczęła się niemal identycznie jak pierwsza odsłona tego starcia. Jedyną różnicą było to, że tym razem to Eiji zanurkował po nogi rywala. Walka trafiła do parteru, a Mitsuoka znalazł się w gardzie Maciasa. Japończyk nie dając chwili wytchnienia zawodnikowi z USA, dążył do zdominowania i ewentualnego poddania Anthonego. Drugie 5 minut również przebiegło pod dyktando reprezentanta gospodarzy. Po dwóch rundach pełnej dominacji sędziowie jednogłośnie zdecydowali, że zwyciężył Eiji Mitsuoka.


W drugiej walce spotkali się Jong Wang Kim i debiutujący w MMA zapaśnik Yoshinorki Sasaki. Japończyk równo z gongiem ruszył taranem na swego rywala. Jong odbił się od lin i obaj zawodnicy zaczęli dziką wymianę ciosów, po której zawodnik Puro-resu przykleił się do Koreańczyka. Kim zapiął uchwyt pod gilotynę, a debiutant szybko ją odklepał.




Trzecim starciem było Johil de Oliveira kontra Daiju Takase. Obaj zawodnicy występowali już wcześniej na PRIDE, ale Brazylijczyk obu swoich dotychczasowych starć nie mógł zaliczyć do udanych. Takase po swoim debiucie w MMA na PRIDE 3, z mieszanym szczęściem występował na galach Pancrase i UFC, gdzie dorobił się niezbyt imponującego rekordu 3-6-1. Grappler z Tokio szybko przeniósł walkę do parteru, wciągając Oliveirę do swojej gardy. Brazylijczyk próbował rozbić głowę Takase, ale ten postraszył go trójkątem nogami. Johil rozerwał zapięta klamrę, wyszedł z gardy Japończyka, ale szybko ponownie do niej wskoczył. Po krótkiej wymianie pojedynczych ciosów, Daiju złożył się do balachy, ale i tym razem czujny Brazylijczyk rozerwał niedopięty do końca uchwyt. Sędzia zatrzymał pojedynek i zarządził wznowienie go w stójce. Japończyk nie miał ochoty boksować i od razu poszedł po obalenie, nadział się jednak na kolano Oliveiry i szybko położył na plecach, próbując wciągnąć rywala do swojej gardy.

W drugiej rundzie Takase nie zamierzał zmieniać swojego gameplanu. Od razu poszedł po obalenie i na raty udało mu się przenieść walkę do parteru. „The Grappler King from the Shadows” tłamsił bez ustanku Oliveirę w parterze. Daiju przechodził z gardy do pozycji bocznej I odwrotnie, cały czas szukając poddania. Ostatecznie nie udało mu się żadnego wyciągnąć, ale pełna dominacja w parterze przechyliła szalę zwycięstwa na jego stronę i wygrał on jednogłośną decyzją sędziowską.


Czwartą parę zawodników którzy zmierzyli się ze sobą tworzyli Soichi Nishida oraz Takayuki „Giant Ochiai” Okada. Dwaj ciężcy bez większych ceregieli przeszli do wymiany ciosów w której lepszy był zapaśnik z Oga. Okada zainicjował klincz i starał się przewrócić Nishidę, ale ten utrudniał ten zamiar podtrzymując się lin. Sędzia ringowy rozdzielił obu zawodników i wznowił walkę na środku ringu. Takayuki wykorzystywał przewagę szybkości i trafiał Soichiego, samemu unikając ciosów ze strony karateki. Gdy tylko walka trafiła pod liny Nishida ponownie zaplatał wokół nich swoje ramiona, uniemożliwiając tym samym Okadzie przeniesienie walki do parteru. Yuji Shimada miał już tego dość i pokazał karatece żółty kartonik. Nie miał on jednka zadnego wpływu na wynik walki, gdyż od razu po wznowieniu walki „Giant Ochiai” ruszył z furią ciosów, pod której naporem Nishida padł.



W przedostatniej walce spotkali się Amir Rahnavardi oraz Sokun Koh. Bez zbędnego badania dystansu, zawodnicy przeszli od razu do wymiany uprzejmości. Sokun trafiał pojedynczymi low kickami i ciosami prostymi, a każde trafienie było żywiołowo świętowane przez publikę. Panowie znaleźli się pod linami, gdzie Koh zaczął atakować kolanami korpus Rahnavardiego. Japończyk rozerwał klincz i zaatakował ładną kombinacją.


Sokun zaczął czuć się coraz pewniej i zamienił kłucie lewym prostym na bardziej złożone akcje. Walka przerodziła się w pojedynek kickbokserski ku uciesze publiki. W ostatnich sekundach pierwszej rundy Koh przyparł Amira do lin i zaczął rzucać potężne ciosy, ale gong zmusił go do przerwania akcji.

Drugie pięć minut rozpoczął od mocnego wewnętrznego low kicka Japończyk, Amerykanin odpowiedział i Panowie wdali się w krótką wymianę ciosów. Koh trafił czysto w punkt, Amir się cofnął, a celna kombinacja Sokuna posłała go na deski.



Walką wieczoru było drugie tego dnia japońsko-koreańskie starcie. Zmierzyli się w nim Joe Son i Yusuke Imamura trenujący w Takada Dojo. Występujący w dosyć nietypowym (nawet w Japonii) dla fightera stroju dosyć szybko nabawił się kontuzji, którą odklepał zaledwie 30 sekund po rozpoczęciu pierwszej rundy.


Gala dla fanów z Zachodu może być niezbyt interesująca, ale to nie do nich była skierowana. Wydarzeniem na które mieli zwrócić uwagę wszyscy fani MMA na świecie było PRIDE 19, które odbyło się raptem 2 dni po The Best Vol.1. W przeddzień gali w Kouraken Hall odbyła się tam konferencja i spotkania zawodników face to face. Relację z tego wydarzenia oraz całą galę wrzucam poniżej:


 
Top