PRIDE 9: Świeża Krew

Olos

-=PRIDE FC=-
S1y0blZ.jpg

Witam w kolejnej, jedenastej odsłonie mojego cyklu. Część poprzednią można znaleźć tutaj: http://cohones.mmarocks.pl/threads/...イシーハンター-the-gracie-hunter-–-koniec-ery.34548/

Wraz z zakończeniem Grand Prix, wielu zawodników biorących w nim udział musiało udać się na przymusowe urlopy. PRIDE potrzebowało zastrzyku świeżej krwi na swojej kolejnej, numerowanej gali, która odbyła się 4-ego czerwca 2000 roku, a więc tylko trochę ponad miesiąc od Finału. Miejscem starć zawodników była Rainbow Hall w Nagoji. Zawodnikami, którzy powrócili na tej gali, byli: Vitor Belfort, który swojego debiutu w PRIDE nie zaliczył do udanych, przegrywając z Kazushi Sakurabą na PRIDE 5. Igor Vovchanchyn po przegranej w finale GP z Markiem Colemanem. Daijiro Matsui, który wracał po porażce z Wanderleiem Silvą na ósmej gali. Gary Goodridge po odpadnięciu w ćwierćfinałach Grand Prix z Igorem Vovchanchynem. Akira Shoji, który również uległ Colemanowi na GP. Carlos Newton po wygranej z Matsui na PRIDE 6. Naoki Sano, który przegrał z Satoshi Honmą na czwartym PRIDE. Allan Goes, po zwycięstwie nad Carlem Malenko na ósmej gali. Vernon White, który wracał po porażce z Sakurabą na drugiej gali. Oraz Carlos Barreto po porażce z rąk Vovchanchyna na PRIDE 6.
Wśród nowych twarzy pojawili się: Holenderski kickbokser Gilbert „The Hurricane” Yvel. Amerykanin Ricco Rodriguez. „Szalony Teksański Koń” Heath Herring. Oraz Tra „Trauma” Telligman, zawodnik ten mając zaledwie 1,5 roku stracił w wypadku samochodowym prawy mięsień piersiowy i miał zmiażdżone prawe płuco.

Galę otworzył pojedynek pomiędzy Heathem Herringiem, a Willie Peetersem. Zapaśnik z Holandii szybko wskoczył w zwarcie z Amerykaninem. Herring trafił Peetersena, który zanurkował po nogi. „The Texas Crazy Horse” obrócił przeciwnika, zdobył jego plecy i szybko udusił Holendra. Heath potrzebował zaledwie 46 sekund, aby wygrać swój debiut w organizacji PRIDE.



Drugą walką było starcie Tra Telligman vs Carlos Barreto. Pojedynek zaczął się od bardzo ostrożnego, wzajemnego badania się zawodników. Pojedynczymi kopnięciami atakował Barreto. Brazylijczyk spróbował wejść w nogi Telligmana, ale ten szybko wyrzucił je do tyłu i złapał uchwyt pod gilotynę. Carlos wstał i obaj spędzili sporo czasu w klinczu, gdzie wymieniali się krótkimi ciosami. Sędzia został zmuszony rozerwać to zwarcie i nakazał wznowienie walki na środku ringu. Carlos kręcił kolejne kółka dookoła swojego przeciwnika. Tra wypalił mocny low kick w tym samym momencie, gdy Barreto chciał obalić Amerykanina. Kopnięcie powstrzymało tą próbę, ale Brazylijczyk przywarł do „Traumy”. Carlos próbował wywrócić Telligmana, ale ten obrócił pozycję i zaczął przyciskać swoim ciężarem ciała Barreto. Tra wypalił w tej pozycji kolano w głowę, ale przeciwnik to wykorzystał i obalił Telligmana. Zawodnik z Kraju Kawy spędził resztę rundy w gardzie Amerykanina obijając go.

Runda druga rozpoczęła się bardzo podobnie, ale przy pierwszej próbie klinczu, Barreto mocno trafił kolanem prosto w szczękę Telligmana. Zerwał jednak klincz a chyboczący się Amerykanin zrobił kilka kroków w tył.


Brazylijczyk zrobił duży błąd, dając chwilę wytchnienia swojemu przeciwnikowi. Tra szybko sklinczował i obaj Panowie zwarci w uścisku pomaszerowali do narożnika. Barreto obalił i znalazł się w gardzie zawodnika z USA. „Trauma” chciał uciec, ale oddał plecy. Zebrał kilka ciosów, ale wydostał się spod Brazylijczyka. Walka wróciła do stójki, a Tra doszedł do siebie. Brazylijczyk nie chciał jednak w niej walczyć, więc wystrzelił po nogi, ale Amerykanin zablokował tą próbę. Walka jednak w końcu znalazła się na ziemi i Barreto kontrolował Telligmana na ziemi, zadając ciosy. Po dwóch rundach zwycięzcą przez decyzję sędziowską został Carlos Barreto.


Kolejnym pojedynkiem była walka pomiędzy dwoma pokonanymi przez Sakurabę zawodnikami. Zmierzyli się w nim Allan Goes i Vernon White. Brazylijczyk od razu trafił White’a high kickiem. Amerykanin odpowiedział, ale Goes przechwycił jego nogę i przeniósł walkę na ziemię. Allan próbował przejść do dosiadu, ale Vernon mu to skutecznie utrudniał. Panowie spędzili w tej pozycji większość pierwszej rundy i dopiero końcówka przyniosła małe ożywienie, ale oprócz zmian pozycji nie było w tym nic ciekawego.

Druga runda nie przyniosła zmiany. Już po pierwszych parunastu sekundach Goes obalił i w przeleżał White’a zadając krótkie ciosy. Po dwóch rundach niezbyt ciekawej walki, sędziowie wskazali, że zwycięzcą został Allan Goes.

Linku do walki nie posiadam, mógłbym ją wrzucić na jakiś hosting, ale uważam że oglądanie jej to strata czasu.

Starciem numer 4 było Carlos Newton vs Naoki Sano. Kanadyjczyk wszedł ładną kombinacją ciosów wprost na szczękę Sano. Japończyk szybko uciekł w zwarcie i chciał obalić Newtona. Jednak to Carlos wyhaczył Naokiego, następnie przeszedł do gardy i ekspresowo wyciągnął balachę. Newton w zaledwie 40 sekund odprawił podopiecznego Nobuhiko Takady.



W następnej walce zmierzyli się Akira Shoji oraz John „The Saint” Renken (jego pseudonim wziął się z faktu, że był pastorem). Renken zaatakował, ale jego ciosy chybiły. Następnie spróbował obalić, ale Japończyk bez trudu powstrzymał tą próbę. Amerykanin poprosił o możliwość wstania, na co Shoji wyraził zgodę. „The Saint” przybył do PRIDE walczyć i raz za razem atakował „Mr. Pride”. Po prawym prostym ze strony Renkena, Akira zszedł z linii ciosu, przywarł do przeciwnika i obalił go. Japończyk zdobył najpierw pozycję boczną, a następnie przeszedł do dosiadu. John pięknie złożył się do poddania zadzierając wysoko nogi, ale Shoji w porę uciekł. Amerykanin zachęcał Akirę do wejścia w gardę. „Mr. Pride” przyjął zaproszenie, ale zrobił to w stylu Sakuraby, wskoczył więc do gardy przeciwnika, swojego rodzaju gwiazdą.


Akira zaczął pracować nad poddaniem Renkena. Obijał go krótkimi ciosami i próbował wykluczyć lewą rękę Amerykanina. „The Saint” spróbował zepchnąć z siebie Japończyka, ale Shoji to wykorzystał, skręcił się po balachę i wyciągnął ją.


W szóstej walce starli się Gary „Big Daddy” Goodridge i debiutujący w PRIDE Ricco Rodriguez. Amerykanin rozpoczął bardzo ostrożnie, krążąc wokół Goodridge’a i sprawdzając jego refleks. Ricco trzymał się na dystans i czekał na moment żeby wystrzelić po nogi Kanadyjczyka. Pierwszą próbę obalenia „Big Daddy” bez trudu powstrzymał. Rodriguez wrócił do okrążania swojego przeciwnika. Po zrobieniu kilku kółek, ponownie zanurkował w nogi Goodridge’a, który bez problemu zatrzymał i tą próbę. Gary był świetnie przygotowany na gameplan Amerykanina. Rodriguez zaatakował ponownie, ale i tym razem „Big Daddy” sobie poradził. Ricco wszedł w klincz, ale został on rozerwany przez Kanadyjczyka. Gary wyczekiwał na atak ze strony Amerykanina i nastawiał się na kontrę. Rodriguez postraszył paroma lewymi prostymi i zaraz po nich poszedł po obalenie. Tym razem dopiął swego i przeniósł walkę na ziemię. Ricco znalazł się w gardzie Goodridge’a i obaj Panownie zaczęli wymieniać się ciosami. Amerykanin bił na zmianę tułów i głowę Garego, ale jeden z ciosów trafił ciut niżej . Sędzia dał Kanadyjczykowi czas na dojście do siebie, a Rodriguezowi żółtą kartkę. Walka została wznowiona w stójce, ale Ricco chciał ponownie przenieść ją do parteru.


Goodridge kolejny raz popisał się ładną obroną. Amerykanin spróbował zaatakować obrotówką, ale miała w sobie za mało siły aby zrobić wrażenie na „Big Daddy”. Obaj Panowie kłuli pojedynczymi ciosami, ale żaden z nich nie był zbyt mocny. Rodriguez ponownie spróbował obalić, ale Gary skarcił go za tę próbę celnym prawym sierpem. Wytrąciło to na chwilę Ricco, ale po chwili wystrzelił on znowu po nogi Kanadyjczyka, wyniósł go do góry i rzucił go na matę.


Następnie zdobył pełny dosiad, ale gong uniemożliwił mu zrobienie czegokolwiek w tej pozycji.

Druga runda rozpoczęła się identycznie jak pierwsza. Ricco krążył wokół Kanadyjczyka i szukał swojej okazji. Znalazł ją dosyć szybko i obalił zmęczonego już Goodridge’a. Obijał go następnie przez resztę drugiej rundy i bezpiecznie dowiózł zwycięstwo. Walka nie jest porywająca. Amerykaninowi udało się znaleźć sposób na niebezpieczne bomby Garego i uniknąć kontaktu z jedną z nich.



W kolejnym pojedynku spotkali się Igor „Ice Cold” Vovchanchyn i Daijiro Matsui. Japońska organizacja nie oszczędzała Daijiro i po raz kolejny rzuciła go przeciw cięższemu i bardziej doświadczonemu zawodnikowi. Nie było tajemnicą, że Japończyk będzie próbował obalić Vovchanchyna. Już od samego początku Matsui robił przymiarki do próby przeniesienia walki na ziemię. Daijiro wystrzelił, ale Igor z łatwością powstrzymał tą próbę. „Ice Cold” przytrzymał zawodnika z Kraju Wschodzącego Słońca i zaczął obijać jego głowę.


Japończyk próbował wydostać się spod Ukraińca. Kolejne ataki „Ice Cold’a” poważnie rozbijały Daijiro. Jeden z ciosów rozciął prawy łuk brwiowy Japończyka i potrzebna była interwencja lekarza.


Ten jednak pozwolił na wznowienie walki. Igor znalazł się w pół-gardzie Matsuiego, gdzie miał idealną pozycję do obijania rozciętego i obficie krwawiącego rozcięcia na prawej brwi. Sędzia był zmuszony poprosić o kolejną konsultację z lekarzem. Po obejrzeniu rany, która uległa pogłębieniu, lekarz nie dopuścił do dalszej walki. Matsui był gotowy walczyć dalej, ale niestety był w tym pojedynku bezradny i sędziowie wyrządzili mu przysługę przerywając tą walkę.



Main eventem tej gali było starcie pomiędzy debiutującym w PRIDE, Gilbertem „Hurricane” Yvelem, a Vitorem Belfortem. Pojedynek ten rozpoczął się niezwykle ciekawie, co już pierwszy cios Brazylijczyka posłał Yvela na matę!


Belfort rozpoczął obijanie Holendra krótkimi ciosami z gardy. Kickbokser z Holandii próbował wydostać się spod Vitora, ale Brazylijczyk oprócz świetnego boksu, posiadał znakomite BJJ które doskonalił u Carlosa Gracie. Belfort kontrolował Gilberta i cały czas go rozbijał. Jeden z ciosów rozciął luk brwiowy „Hurricane’a”.

M6egAoy.jpg


Gilbert nie mógł zepchnąć z siebie „Phenoma” i zbierał kolejne ciosy. Obraz pojedynku przez resztę rundy wyglądał tak samo. Holender został całkowicie zdominowany, a pod jego prawym okiem pojawiła się spora opuchlizna.

Drugą rundę Yvel rozpoczął obrotówką, którą w obalenie natychmiastowo przekuł Belfort. Pojedynek przybrał znany nam już przebieg. Vitor atakował ciosami i systematycznie powiększał opuchliznę na twarzy Gilberta. Holender w końcu zapiał ręce za głową zawodnika z Brazylii i uniemożliwił mu jakikolwiek ruch. Sędzia ringowy zatrzymał walkę i upomniał Yvela, że za kontynuowanie pasywnej obrony zostanie ukarany żółtą kartką. Walka wróciła do stójki, ale pierwsze kopnięcie Holendra, Belfort wykorzystał żeby ponownie przenieść pojedynek do parteru.


Vitor kontynuował wdrażanie swojego gameplanu I już do końca pojedynku nie pozwolił na podniesienie walki. Po dwóch rundach pełnej dominacji, sędziowie jednogłośnie ogłosili Vitora Belforta zwycięzcą.


Gala obfituje w niezbyt przyjemne dla oka pojedynki. Wielu zawodników prowadziło swoje walki w sposób asekuracyjny, dowożąc bezpiecznie zwycięstwo przez decyzję sędziowską. Świeża krew jaka napłynęła do PRIDE nie dała rady podnieść widowiskowości tego eventu. Z całego zaciągu jedynie Heath Herring pokazał, że można pokładać w nim nadzieję. Jedynymi walkami jakie polecam obejrzeć to pojedynek wspomnianego Herringa, Shoji vs Renken, Sano z Newtonem i Vovchanchyn kontra Matsui.
 

Olos

-=PRIDE FC=-
Mocno spóźniona jedenasta część cyklu. Miałem sporo perypetii z tym materiałem. Część walk musiałem wyciąć i samemu wrzucić na YT. Doszła do tego przedświąteczna zawierucha, brak czasu żeby usiąść i chociażby zjeść jak człowiek, a co dopiero bawić się w wycinanie filmików i gifów.

@Arlovski @dizel77 @MysticBęben @s3pp @Pyrrus89

Całą galę można obejrzeć tu: http://www.mma.kinofabryka.pl/pride09.php
Nie składam życzeń, bo nie jest to część którą planowałem wrzucić jako prezent. Świąteczne PRIDE 10 wjedzie niedziela/poniedziałek!
 

dizel77

UFC
Middleweight
Na tych oldskulowych japońskich galach zajebiście lubię dźwięk jaki wydaje ring kiedy jest akcja. Ten tupot :lol:
 
Top