PRIDE 8: "ナニ ガ グレイシージャ !" ("Co Wy na to Gracie!")

Olos

-=PRIDE FC=-
1yaDWQX.jpg



Witam w ósmej odsłonie mojego cyklu. Wszystkich tych, którzy przegapili poprzednią część, odsyłam tu: http://cohones.mmarocks.pl/threads/pride-7-the-smash-ed-machine.34102/

Ósma gala PRIDE odbyła się dwa miesiące po siódmej gali, 21-ego listopada 1999 roku i była ostatnią w poprzednim milenium. „Ósemka” miała miejsce w tokijskiej Ariake Coliseum. Na gali tej powrócili: Podopieczny Nobuhiko Takady - Daijiro Matsui, który po pełnym nieczystych akcji pojedynku z Bobem Shrijberem, wygrał przez dyskwalifikację swojego przeciwnika na poprzedniej gali. Wanderlei Silva, po wygranej na punkty z Carlem Malenko, który również znalazł się na karcie walk. Przeciwnikiem Malenko był Allan Goes, który dał wyrównany bój z Sakurabą na PRIDE 4. Szukający odkupienia po kuriozalnej przegranej z Takadą, Mark „The Hammer” Coleman. Posiadający kowadło w dłoniach, Kanadyjczyk Gary „Big Daddy” Goodridge po porażce z Naoyą Ogawą na PRIDE 6. „Ice Cold” Igor Vovchanchyn w starciu z Francisco Bueno, który na PRIDE 5 wygrał z Satoshi Honmą. Renzo Gracie i jego kuzyn Royler. Japoński zapaśnik Alexander Otsuka. Oraz gwiazda wieczoru Kazushi „IQ Wrestler” Sakuraba.
Swój debiut w organizacji podczas tej gali zaliczyło tylko czterech zawodników. Lecz jedynym wartym wspomnienia jest niepokonany, amerykański zapaśnik Tom „The Big Cat” Erikson.

Starciem otwierającym galę był pojedynek Daijiro Matsui vs Wanderlei Silva. Brazylijczyk na poprzedniej gali zwyciężył z Carlem Malenko, który cały czas starał się obalać „The Axe Murderera” nie dając mu za wiele miejsca na pokazanie swoich umiejętności. Matsui przyjął zdecydowanie inną postawę i postanowił powalczyć z Brazylijczykiem w stójce. Japończyk na początku rundy wszedł w krótką wymianę ciosów, ale po zebraniu paru celnych uderzeń od Silvy, szybko się wycofał. Wanderlei podążył za nim i nadział się na prawy overhand, po którym Matsui zanurkował w nogi zawodnika z Brazylii. Silva obronił tą próbę obalenia i krótkimi ciosami obijał Japończyka. Daijiro spróbował wstać i obalić za jedną nogę, ale nie udała mu się ta sztuka i Wanderlei znalazł się za jego plecami. Matsui zbierał kolejne ciosy, więc postanowił uciec z niekorzystnej dla siebie pozycji i wyszedł pomiędzy linami, z ringu. Po powrocie na ring i wznowieniu walki, Silva zaatakował furią ciosów, zaganiając Japończyka pod liny. Następnie złapał tajski klincz i zaczął ładować w głowę Daijiro kolejne kolana.


Matsui ratował się zejściem po nogi, ale i tę próbę Wanderlei obronił. Część kolan dosięgła celu i Japończykowi zaczęła ciec krew z nosa. Silva kontynuował zadawanie krótkich ciosów w głowę podopiecznego Nobuhiko Takady. Gdy announcer zakomunikował, że zostały 3 minuty, Silva wstał i spuścił na głowę Daijiro kilka stompów.


Chwilę po tym Matsui wstał, ale zebrał kolejną kanonadę kolan ze strony „Axe Murderera”. Japończyk ponownie musiał ratować się ucieczką w parter. Silva kolejny raz zatrzymał próbę sprowadzenia i obijał mocno rozbitego już Daijiro. Krew nieustannie kapała z twarzy zawodnika z Japonii i zmusiła sędziego do zatrzymania walki.

wS65Y2x.jpg


Japończykowi jednak w ogóle to nie przeszkadzało i gdy lekarz wycierał ociekającą krwią twarz, ten starał się trzymać ciepło robiąc lekkie podskoki! Po dopuszczeniu przez lekarza do dalszej walki, Matsui wyszedł na środek ringu i przybił piątkę z Silvą. Sędzia wznowił pojedynek z pozycji w której ją zatrzymał, ale Japończyk szybko wstał i wdał się w dziką bijatykę z brazylijskim mistrzem muay thai! W całej tej szalonej wymianie ciosów, Matsui znalazł się ponownie na ziemi, a Silva w jego gardzie. Brazylijczyk podniósł się i latającym stompem chciał zakończyć pojedynek. Złapał się jednak po raz kolejny lin i sędzia był zmuszony ukarać go żółta kartką.

W przerwie miedzy rundami, narożnik Matsui uświadomił mu, że walka z Silvą w stójce to nie jest rozsądna rzecz. W drugiej rundzie Japończyk po paru zmyłkach, po raz kolejny spróbował obalić. Jednak i tym razem jego plan spalił na panewce. Wanderlei wstał, pozwolił na to samemu Matsui i gdy ten tylko to zrobił, Silva rzucił się na niego z ciosami. Daijiro nie mógł znaleźć sposobu na Brazylijczyka, jednak mimo wszystko non stop próbował. Silva kolejny raz złapał Japończyka w tajski klincz i wypalił w jego głowę niezwykle silne kolana, po których Matsui osunął się na matę. Wanderlei zdobył plecy i przetoczył Japończyka, próbując zapiąć duszenie. Daijiro obrócił się jednak i znalazł się w gardzie „Axe Murderera”. Obaj Panowie spędzili w takiej pozycji resztę rundy, wymieniając krótkie ciosy. Po gongu kończącym drugą i ostatnią odsłonę tej walki, zawodnicy ukłonili się sobie nawzajem i uścisnęli okazując szacunek.

dghq6nU.jpg


Pierwsza runda to świetna „Symfonia Destrukcji” w wykonaniu Wanderleia Silvy. W drugiej rundzie, akcja zwolniła, ponieważ wytrzymały Japończyk ani myślał się poddać. Myślę, że jest to dobra okazja aby przypomnieć o artykule od którego zacząłem swój cykl, a który polecam tym którzy go nie czytali: http://cohones.mmarocks.pl/threads/daijiro-matsui-pechowy-wojownik.33160/


W kolejnym starciu zmierzyli się ze sobą dwaj debiutanci, Frank Trigg i Fabiano Iha. Zapaśnik z USA oraz adept BJJ z Brazylii. Amerykanin zaczął dynamicznym front kickiem i uderzeniami, ale Iha szybko wciągnął Franka do gardy. Następnie Fabiano pracował nad poddaniem przeciwnika, zapinając dosyć ciasno trójkąt nogami, ale Trigg slamem rozbił uchwyt Brazylijczyka. Amerykanin będąc w gardzie Fabiano uderzał mocnymi, krótkimi ciosami, które odbijały głową Ihy od maty. Za namową narożnika, Trigg wstał i zmusił sędziego do podniesienia Brazylijczyka. Następnie obaj wdali się w wojnę na wyniszczenie i wzajemnie częstowali się mocnymi ciosami. Trigg zadawał ich jednak więcej i były one mocniejsze. W końcu kolejna, celna kombinacja odłączyła prąd zawodnikowi z Kraju Kawy. Frank Trigg zwyciężył przez KO w 5 minucie pojedynku.


Pojedynek numer 3 to podobnie jak poprzednia walka, starcie grapplera z Brazylii z zapaśnikiem z USA. Allan Goes kontra Carl Malenko. Goes zremisował na czwartej gali z Sakurabą, a Malenko wracał po przegranej z SIlvą na poprzedniej gali. Obaj zawodnicy zdecydowanie lepiej czuli się w parterze, do którego walkę szybko przeniósł Brazylijczyk. Goes wypracowywał sobie pozycję przez kilka dobrych minut, aż w końcu zdobył dosiad. Amerykanin dobrze się jednak bronił i uniemożliwiał zadawanie Allanowi ciosów. Zawodnik z Brazylii chciał to wykorzystać i skręcił się do balachy, jednak nie udało mu się dobrze chwycić ramienia Malenko i Amerykanin znalazł się w jego gardzie. Jednak bycie z dołu tylko pomogło Allanowi, który raz skręcał się po lewą, a raz po prawą rękę Carla. Walka trafiła ponownie do stójki, ale po paru sekundach Goes ponownie przeniósł ją na ziemię i dosyć szybko zapiął Carlowi duszenie, które Amerykanin odklepał. Po wszystkim Malenko nie mógł pogodzić się z faktem, że tak łatwo dał się złapać w to poddanie i miotał się po ringu zdenerwowany.


Czwarte starcie to trzecia z rzędu walka USA vs Brazylia na tej gali. Mark Coleman vs Ricardo Morais. Rzadko się zdarzało żeby Coleman nie miał przewagi wzrostu lub wagi. Ta walka to taki przypadek. Brazylijczyk był wyższy o głowę od Marka i cięższy o około 20 kg. Walka rozpoczęła się od ostrożnego, wzajemnego badania się obu zawodników. W końcu Ricardo wystrzelił długim, prawym prostym po którym wszedł z Colemanem w klincz. Po dłuższej chwili nieaktywności obu zawodników, sędzia rozdzielił ich i wznowił walkę na środku ringu. Coleman po ponownym badaniu dystansu, wystrzelił w stronę nóg zawodnika z Brazylii i obalił go. „The Hammer” kontrolował Moraisa i zadawał ciosy z góry. Ricardo nie miał jednak ochoty ich przyjmować i najpierw spróbował skręcić się do armbara, a gdy to nie wyszło, szybko wstał i paroma ciosami trafił Colemana. Amerykanin ponownie zanurkował po obalenie i dopiął swego, lądując w gardzie olbrzyma z Brazylii. Resztę rundy Mark spędził naciągając szyję Ricardo i obijając go.

LP8BFi0.jpg


Drugą rundę Morais rozpoczął od mocnego lowkicka, co Coleman natychmiast wykorzystał przenosząc walkę do parteru. „The Hammer” zaczął żmudne rozbijanie Brazylijczyka krótkimi ciosami. Ricardo wił się jak piskorz próbując wydostać się spod świetnego zapaśnika, jednak każdą z tych prób Coleman kontrował. Pod koniec rundy Mark zdobył pełny dosiad i kontynuował obijanie przeciwnika. Nie jest to piękna walka, ale pokazuje jak ważne są zapasy w MMA. Coleman tym zwycięstwem przerwał passę czterech porażek z rzędu.


Kolejna walka to pojedynek pomiędzy Garym „Big Daddym” Goodridgem, a niepokonanym zapaśnikiem Tomem „Big Catem” Eriksonem. Mało ludzi w tamtym okresie chciałoby wymieniać ciosy z Goodridgem, zwłaszcza specjalistów od grapplingu lub zapasów. Erikson był jednak inny i od razu rzucił się na Kanadyjczyka trafiając na zmianę prawym podbródkowym i prawym sierpem. Gary skrócił dystans, a Amerykanin to wykorzystał i obalił „Big Daddyego”.


Następnie Erikson zaczął pracować nad poprawieniem swojej pozycji i obijaniem Kanadyjczyka. Goodridge starał się utrudniać mu to zadanie, ale „Big Cat” przewyższał Garego umiejętnościami parterowymi o co najmniej kilka klas. Tom lekko się zmęczył początkową szarżą i gdy regenerował siły leżąc na „Big Daddym”, został przez niego zachęcany do wykazania aktywności w dosyć oryginalny sposób:


Te zachęty nie zadziałały jednak zbyt motywująco na Eriksona, który kontynuował wdrażanie swojego gameplanu na tą walkę. Kanadyjczyk nie dawał po sobie poznać, że ciosy zapaśnika z USA robią na nim jakiekolwiek wrażenie, nie potrafił jednak wydostać się spod Amerykanina. Reszta rundy wyglądała identycznie. W przerwie miedzy rundami, Goodridge kontynuował swoją wojnę psychologiczną i zamiast udać się od razu do narożnika, pokręcił się chwilę po ringu, pokazując Tomowi, że jego ciosy nie zrobiły mu krzywdy.

Erikson pomimo tego, że ważył dobre 140 kg w tej walce, zachował trochę sił na drugą 10-cio minutową rundę, lecz nie był już tak świeży jak w pierwszej odsłonie. Tym razem to Goodridge rozpoczął od mocnego low kicka i skontrował atakującego „Big Cata”, który o mało nie wypchnął go z ringu przy próbie obalenia. Goodrige będąc z dołu, „pacał” Eriksona otwarta dłonią w okolice uszu. Następnie oswobodził część nóg, co pozwoliło mu usiąść i zaatakować mocnymi sierpami zmęczonego Amerykanina. Tom odzyskał pozycję i spędził resztę rundy leżąc na Garym zadając sporadyczne ciosy, które powstrzymywały sędziego przed podniesieniem walki do stójki. Po dwóch 10-cio minutowych rundach w których „Big Cat” zdominował zapaśniczo Goodridge, sędziowie jednogłośnie ogłosili go zwycięzcą. Z powodu swoich umiejętności i postury, wielu zawodników nie chciało walczyć z Eriksonem. Amerykanin nie został zaproszony do wzięcia udziału w PRIDE Open Weight GP w 2000 roku. Według Goodridge’a, część zawodników (m.in. Ricco Rodriguez i Mark Kerr) w swoich kontraktach zażądała klauzuli która chroniła ich przed zestawieniem z Amerykaninem. Niewątpliwie było to spowodowane warunkami fizycznymi Toma, jego umiejętnościami i stylem walki, który był strasznie niewygodny.


Starciem numer 6, był pojedynek Igor „Ice Cold” Vovchanchyn vs Francisco Bueno. Brazylijczyk rozpoczął pojedynek zataczając kółka w bezpiecznej odległości dookoła Igora. Sędzia upomniał obu zawodników, wykrzykując komendę „Fight!”. Co Vovchanchyn wziął sobie do serca i odpalił kanonadę ciosów prosto w szczękę Bueno. Gdy znokautowany Brazylijczyk leciał już twarzą na matę został poczęstowany kolejnymi dwoma lub trzema ciosami na szczękę. Były one już zupełnie niepotrzebne, bo to tak jakby uderzać siekierą spadające drzewo, ale jest to spektakularny nokaut, który można oglądać non stop.


Siódmym pojedynkiem było starcie Alexandra Otsuki z Renzo Gracie. Była to kolejna próba konfrontacji zawodnika BJJ z przedstawicielem „puro-resu”. Pojedynek rozpoczął się dynamiczną wymianą pojedynczych ciosów, po której walkę do parteru przeniósł Otsuka. Renzo wykluczał ręce Japończyka i przytrzymywał jego głowę, utrudniając mu zadawanie celnych ciosów. Gracie przeszedł z defensywy do ataku i zaatakował rękoma, a następnie upkickami, które rozbiły nos Alexandra. Zawodnik z Japonii ponownie obalił, ale nie potrafił zagrozić Graciemu, który resztę rundy obijał go z dołu.

tmuhFvH.jpg


Druga runda rozpoczęła się niemal identycznie jak pierwsza. Rozbity Otsuka zanurkował po nogi i obalił Renzo. Nie miał jednak narzędzi, które pozwoliłyby mu na wygranie tej walki. Gracie próbował skręcić się do balachy, ale Japończyk obronił ta próbę. Brazylijczyk zmieniał pozycję z bocznej do dosiadu i kontrolował Otsukę. W końcówce nastąpiło pewne ożywienie, gdy Gracie wstał i obaj zawodnicy wymienili parę kopnięć. Zawodnik z Kraju Kwitnącej Wiśni próbował skrócić dystans, co Renzo natychmiast wykorzystał i pięknym suplesem zafundował Alexandrowi darmowy przelot liniami Gracie Airlines. Pojedynek zakończył się w atmosferze pełnego szacunku i gratulacjami ze strony Otsuki. Sędziowie jednogłośnie wskazali, że Renzo Gracie został zwycięzcą.


Walką wieczoru był pojedynek japońskiej gwiazdy, Kazushi Sakuraby z bratem Ricksona, Roylerem Gracie. W narożnikach obu Panów stanęli odpowiednio, Nobuhiko Takada i wspomniany RIckson Gracie. Jest to jeden z niewielu pojedynków Japończyka, w którym miał przewagę warunków fizycznych nad swoim oponentem. Już od samego początku, Gracie próbował wciągnąć Kazushiego w parterowe szachy. Zrelaksowany i spokojny Sakuraba bez trudu bronił się przed wciągnięciem do gardy Roylera. Japończyk zerwał uścisk Brazylijczyka i walka wróciła do stójki. Kazushi postraszył high Kickiem, po którym Gracie szybko wypalił po nogi zawodnika z Kraju Wschodzącego Słońca. Royler poruszając się niczym pająk próbował zachęcić Sakurabę do wejścia w jego gardę. Kazushi miał jednak inny pomysł i zaczął okopywać nogi jednego z synów legendarnego Helio Gracie. „IQ Wrestler” kontrował próby Roylera i systematycznie ciął jego nogi niskimi kopnięciami. Gracie ponawiał zaproszenie do parteru, ale chyba zapomniał, że nie walczy na turnieju ADCC tylko w japońskim PRIDE. Kolejne kopnięcia powiększały rozlewające się na obu udach krwiaki zawodnika z Brazylii. Pierwsze 15 minut to obrazek, który większość z nas ogląda co niedziele – ubijanie mięsa na kotlety.


Obite nogi Roylera ograniczyły jego mobilność i już od pierwszych sekund drugiej rundy, Brazylijczyk próbował przenieść walkę do parteru. Sakuraba karcił za te próby używając kolan, ciosów i kopnięć. Japończyk wykorzystał fakt notorycznie opuszczanych rąk i przypomniał mu o tym, że w walce MMA zawsze powinno mieć się je w okolicach głowy, a nie pasa.


Sakuraba ubijał nogi leżącego przeciwnika, lecz pozwolił mu wstać I kontynuować swoje dzieło zniszczenia w stójce. „IQ Wrestler” był na tyle pewny siebie, ze w nonszalancki sposób, bez gardy szedł na bezradnego Brazylijczyka wywierając na nim presję i zmuszając do obciążania rozbitych kończyn. Próby obalenia stały się strasznie czytelne i Sakuraba nie miał żadnych problemów z ich obroną. Kolejnymi kopnięciami w nogi i tułów odbierał chęć walki Graciemu. Po kolejnym z nich, nogi Roylera nie wytrzymały i Brazylijczyk położył się, wysyłając zaproszenie do swojej gardy. Sakuraba nie miał zamiaru z niego korzystać i pozwolił przeciwnikowi wstać. Zdesperowany zawodnik BJJ ponownie ruszył po obalenie, lecz Kazushi obronił to i wyciągnął Rolyerowi kimurę, przekręcając ramię Graciemu o 90 stopni za plecy Brazylijczyka. Sędzia zatrzymał walkę, ale Gracie nie odklepał tego poddania i nie mógł pogodzić się z tą decyzją. Rickson i jego brat zgłaszali protest, ale wynik walki nie został zmieniony.


Nawet jeśli sędzia by tej walki nie zatrzymał, to Sakuraba kręcąc dalej spowodowałby ciężką kontuzję u Graciego, który bez jednej sprawnej ręki i praktycznie nie mogąc chodzić zbyt wiele w tym pojedynku by nie ugrał. Ten pojedynek jest historyczny, ponieważ Kazushi Sakuraba został pierwszym człowiekiem, który pokonał członka rodziny Gracie w pojedynku na zasadach MMA.


Kuzyni, bracia i bratankowie będą próbowali zmazać tą plamę na honorze rodziny Gracie, ale to historie na kolejne części mojego cyklu. Walki które trzeba zobaczyć to przede wszystkim Silva vs Matsui, Vovchanchyn kontra Bueno, Trigg vs Iha i walka wieczoru. Co do kwestii podtytułu, który wybrałem. Jest to cytat z Akiry Shoji, który rzucił tą frazę po zremisowaniu z Renzo na PRIDE 1.
 

Olos

-=PRIDE FC=-
Część 8 już jest. Niestety ze sporym opóźnieniem, ale miałem weekend całkowicie wyjęty z życia i mimo skończenia tekstu już w piątkową noc, musiałem opracować wszelkie multimedia. Będzie ich coraz więcej, bo od GP 2000 do lat późniejszych jest sporo zakulisowego contentu, którym będę się dzielił. Zgodnie z zapowiedzią będę losować 5 osób, które dostaną powiadomienie. Nie chcę żeby reszta poczuła się urażona, ale oznaczenie 20 osób nie ma sensu.

@Arlovski @klimekone @s3pp @maras @dizel77

Podrzucę tutaj krótkie intra zapowiadające każdą z walk, z muzyką specjalnie skomponowaną dla japońskiej organizacji.

Bueno vs Igor

Otsuka vs Renzo

Goodridge vs Erikson

Matsui vs Silva

Coleman vs Morais

Sakuraba vs Royler

Malenko vs Goes

Pozdrawiam, życzę miłej lektury i czekam na opinię :kis:
 

Arlovski

UFC
Heavyweight
Wczoraj przeczytałem część 7, dzisiaj 8. Nie wiem jak to zrobisz ale niechałbym się jutro nudzić ;)
Wanderlei był wtedy przerażającym dzikiem:o o:
 

Olos

-=PRIDE FC=-
Wczoraj przeczytałem część 7, dzisiaj 8. Nie wiem jak to zrobisz ale niechałbym się jutro nudzić ;)
Wanderlei był wtedy przerażającym dzikiem:o o:
Hehe, jutro mam do 12 zajęcia, a w czwartek i piątek tylko do 10-tej. Jest wielka szansa, ze polece na grubo przy kolejnym materiale. Nastepna część będzie o pierwszej rundzie GP 2000. Sporo tam jest do opisania, sporo multimediów etc. Może się uda zrobić combo i zamknę obie rundy w jeden weekend i tak bym chciał, ale zobaczymy czy uda mi się taka sztuka. Do piątku musisz wytrzymać Andrzeju.
 

maras

UFC
Middleweight
@Olos świetna robota, jak zwykle, czytało się fajnie. Docierasz już do gal, które bardzo dobrze kojarzę - ten nokaut Igora na Beuno jest niesamowitym klasykiem :)

Jedna uwaga - ósemka nie mogła być ostatnią galą millenium, ponieważ wieki liczymy od roku "01" do "00", czyli 2000 rok zaliczał się jeszcze do XX wieku i poprzedniego tysiąclecia ;)
 

Olos

-=PRIDE FC=-
@Olos świetna robota, jak zwykle, czytało się fajnie. Docierasz już do gal, które bardzo dobrze kojarzę - ten nokaut Igora na Beuno jest niesamowitym klasykiem :)

Jedna uwaga - ósemka nie mogła być ostatnią galą millenium, ponieważ wieki liczymy od roku "01" do "00", czyli 2000 rok zaliczał się jeszcze do XX wieku i poprzedniego tysiąclecia ;)
Oczywiście masz rację. Zwykle to ja poprawiałem ludzi w tym temacie, a pod wpływem twórczej inwencji sam napisałem bzdurę. W piątek/sobotę wrzucę pierwszą część o PRIDE GP 2000. Będzie bardzo dużo materiału i bardzo dużo multimediów.
Będzie się pojawiać coraz więcej nazwisk które są dziś gwiazdami, niektóre wciąż aktywnymi. Plan jest taki aby zamknąć całe GP w jeden weekend. Czy się uda nie wiem, ale spróbuję.
 
Top