Gali w Lublinie nie będę nawet komentował bo była żałosna, a idealnym podsumowaniem był występ Mariusza Wacha. Dużo ciekawiej było w Kanadzie gdzie Głazkow wypunktował Cunna, a Kowaliow poraz kolejny udowodnił, że w półciężkiej nikt nie może z nim wygrać.