Wybieramy imię dla dziecka Gienka

Już 3 miechy ma ale trochę zdrowie szwankuje a raczej serce i w domu od miesiąca dopiero. Początek długiej drogi nas czeka żeby wszystko było ok
Mam nadzieję, że wszystko będzie git mordo, bo dziecko to najważniejsze, co powinno być w życiu
 
Trzymamy kciuki Gienek! Nie ma nic ważniejszego od dziecka i nie ma chyba nic gorszego niż jego problemy zdrowotne.

Głowa do góry, będzie dobrze!
 
Mam nadzieję, że wszystko będzie git mordo, bo dziecko to najważniejsze, co powinno być w życiu
Trzymamy kciuki Gienek! Nie ma nic ważniejszego od dziecka i nie ma chyba nic gorszego niż jego problemy zdrowotne.

Głowa do góry, będzie dobrze!
No to zdrowia życzę! Będzie dobrze!
Jesteśmy już po 3 zabiegach które pozwoliły nam wyjść do domu i Mała nie ma juz bezdechow i nie potrzebuje respiratora. Zestentowali cały pień plucny i lewą tętnice plucną. W marcu/ kwietniu pierwsza operacja rekonstrukcji serca, a ogólnie wszystkich operacji jak będzie wszystko ok to 2-3.
Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja przez pierwsze 2 tygodnie przeżyłem. Żona w jednyn szpitalu po cięciu w stanie ciężkim bo się trochę wszystko spierdoliło, a dziecko w drugim szpitalu w stanie krytycznym i decyZje podejmujesz sam czy się zgadZasz czy nie. Ogólnie wyszliśmy na prostą, dziecko je, tyje, śpi, płacze więc git ale na początku myślałem że nic z tego nie będzie tym bardziej że trochę się w tym orientuje.
 
Jesteśmy już po 3 zabiegach które pozwoliły nam wyjść do domu i Mała nie ma juz bezdechow i nie potrzebuje respiratora. Zestentowali cały pień plucny i lewą tętnice plucną. W marcu/ kwietniu pierwsza operacja rekonstrukcji serca, a ogólnie wszystkich operacji jak będzie wszystko ok to 2-3.
Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja przez pierwsze 2 tygodnie przeżyłem. Żona w jednyn szpitalu po cięciu w stanie ciężkim bo się trochę wszystko spierdoliło, a dziecko w drugim szpitalu w stanie krytycznym i decyZje podejmujesz sam czy się zgadZasz czy nie. Ogólnie wyszliśmy na prostą, dziecko je, tyje, śpi, płacze więc git ale na początku myślałem że nic z tego nie będzie tym bardziej że trochę się w tym orientuje.
Życzę wam jak najlepiej. Oby wszystko się poukładało. Dużo siły dla Ciebie i żony.
 
Jesteśmy już po 3 zabiegach które pozwoliły nam wyjść do domu i Mała nie ma juz bezdechow i nie potrzebuje respiratora. Zestentowali cały pień plucny i lewą tętnice plucną. W marcu/ kwietniu pierwsza operacja rekonstrukcji serca, a ogólnie wszystkich operacji jak będzie wszystko ok to 2-3.
Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja przez pierwsze 2 tygodnie przeżyłem. Żona w jednyn szpitalu po cięciu w stanie ciężkim bo się trochę wszystko spierdoliło, a dziecko w drugim szpitalu w stanie krytycznym i decyZje podejmujesz sam czy się zgadZasz czy nie. Ogólnie wyszliśmy na prostą, dziecko je, tyje, śpi, płacze więc git ale na początku myślałem że nic z tego nie będzie tym bardziej że trochę się w tym orientuje.
Kurwa aż mam ciary jak to czytam, zwłaszcza że moja córa ma 3 dni. Powodzenia stary
 
@Szady gratulacje. Dzięki, trzymamy się jakoś, ale taka próba życia dla nas teraz, scala nas razem z żoną jeszcze bardziej.

To przestroga dla nas wszystkich, aby doceniać to, co się ma. Ja czasami narzekam na takie pierdoły jak skoki rozwojowe, ząbkowanie czy przeziębienia, ale jak czytam Waszą historię to widzę, jak błahe są to problemy.

Najważniejsze, że już w domu, życzę wszystkiego dobrego!
 
Jesteśmy już po 3 zabiegach które pozwoliły nam wyjść do domu i Mała nie ma juz bezdechow i nie potrzebuje respiratora. Zestentowali cały pień plucny i lewą tętnice plucną. W marcu/ kwietniu pierwsza operacja rekonstrukcji serca, a ogólnie wszystkich operacji jak będzie wszystko ok to 2-3.
Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja przez pierwsze 2 tygodnie przeżyłem. Żona w jednyn szpitalu po cięciu w stanie ciężkim bo się trochę wszystko spierdoliło, a dziecko w drugim szpitalu w stanie krytycznym i decyZje podejmujesz sam czy się zgadZasz czy nie. Ogólnie wyszliśmy na prostą, dziecko je, tyje, śpi, płacze więc git ale na początku myślałem że nic z tego nie będzie tym bardziej że trochę się w tym orientuje.
Kurde Gieniu nie wiedziałem, że tak ciężkie chwile mieliście. Trzymam kciuki żeby się wszystko dobrze poukładało. Dużo siły, zdrowia i wytrwałości dla Waszej trójki!
 
Jesteśmy już po 3 zabiegach które pozwoliły nam wyjść do domu i Mała nie ma juz bezdechow i nie potrzebuje respiratora. Zestentowali cały pień plucny i lewą tętnice plucną. W marcu/ kwietniu pierwsza operacja rekonstrukcji serca, a ogólnie wszystkich operacji jak będzie wszystko ok to 2-3.
Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja przez pierwsze 2 tygodnie przeżyłem. Żona w jednyn szpitalu po cięciu w stanie ciężkim bo się trochę wszystko spierdoliło, a dziecko w drugim szpitalu w stanie krytycznym i decyZje podejmujesz sam czy się zgadZasz czy nie. Ogólnie wyszliśmy na prostą, dziecko je, tyje, śpi, płacze więc git ale na początku myślałem że nic z tego nie będzie tym bardziej że trochę się w tym orientuje.
Gieniu, trzymam kciuki, żeby było tylko lepiej. Zdrowia całej Waszej trójce życzę! Pozdrów Martynę
 
Trochę wylałem swoje żale ale gdzieś musiałem. Jak znajdę chwilę to opiszę wszystko jak to wyglądało od momentu jak żeśmy się dowiedzieli o wadzie serca do teraz . Scenariusz na horror gotowy.
 
Taka jestem zadowolona
20171018_103006.jpg
 
Zastanawiałem się czy o tym wszystkim pisać, ale myślę że da to kilku osobom do myślenia że zdrowie swoje, dziecka czy bliskich jest najważniejsze i jeśli są zdrowi to powinni się cieszyć.


Więc od początku. Żona zaszła w ciążę kilka miesięcy po ślubie (PANOWIE dzięki za melanż w KRK na kawalerskim), więc cała rodzina zadowolona, gratulacje itp. Początek ciąży standardowy, wymioty itp. Nic co mogłoby zwrócić naszą uwagę. Jedno badanie USG ok, drugie też no i dochodzimy do badania połówkowego. Lekarz robi robi robi badanie, mi już się zapaliła czerwona lampka, ze coś jest nie tak. Skończył mówi, nie podoba mi się serce, coś jest nie tak i zebyśmy pojechali do profesor Dangel. Jako że przyjmowała w miejscu które mijamy jadąc do domu, mówię jedziemy. W rejestracji powiedzieli że nas przyjmie tylko musimy poczekać. Ok od 18 do 22 żeśmy czekali, ale echo serca zrobiła. Diagnoza: przełożenie wielkich naczyń, przerwanie łuku aorty, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa. Szanse przeżycia 15-20%.

Na czym to polega?
Otóż tam gdzie powinna wychodzić aorta wychodzi pień płucny, a tam gdzie pień płucny wychodzi aorta. Aorta normalnie wychodzi z lewej komory, która jest większa i zbudowana z większego mięśnia, gdyż wyrzuca krew natlenioną na całe ciało. Pień płucny anatomicznie wychodzi z prawej komory, która pompuje krew do płuc, jest mniejsza i słabsza bo wyrzuca krew tylko do płuc. U nas te dwa naczynia były zamienione (teoretycznie, bo to nie koniec historii).

Co się z tym wiąże?
Lewa komora w tej wadzie wyrzuca krew do płuc które mogą nie wytrzymać ciśnienia i popękać, prawa komora może nie wyrobić z pompowaniem krwi na ciało, bo jest mniejsza. Proste.

Co z innymi wadami?

Sama niedomykalność jest łatwa do skorygowania, bo wszywa się łatę lub specjalną parasolkę i cześć. Pień płucny rozszerza się specjalnym stentem i dziękuję za uwagę.

Nasza reakcja.
Dramat, płacz i załamanie. Ja z miejsca uruchomiłem swoje kontakty, wśród znajomych. Wsparcie rodziny spoko, ale jakby wszyscy kierowali i mieli oczekiwania wobec mnie, bo mam znajomych i w tym siedzę.
Plus tego że nie wzięła od nas żadnej kasy, ani za to echo ani kolejne, bo służba zdrowia to ona nie bierze. Jedno badanie kosztuje u niej 500 zł. Grubo, mieliśmy 5. Kazała przyjechać za 3 tygodnie.
Przyjechaliśmy za 3 tygodnie. Zrobiła echo i mówi do nas, że ona przeprasza ale ostatnio się pomyliła i nie ma przełożenie naczyń i przerwania łuku aorty, jest dwunaczyniowa prawa komora, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa.
Wygląda to tak:
7_21_1-DORV.jpg

Tutaj ładnie opisane, VSD czyli ubytek międzykomorowy, gdzie ta ściana powinna być zamknięta, aorta powinna odchodzić od lewej komory, niż jest obraz z zaznaczonym zwężeniem zastawki pnia płucnego.
7_3_1-PS.jpg

Dla porównania zdrowe serce:
serce_budowa1.png

Mówimy ok, ale co dalej. To mówi na pewno do zabiegu i robi to albo Centrum Zdrowia Dziecka albo Szpital na Bielanach. Mówię ok. Zrobiliśmy amiopunkcję. czyli przezbrzuszne pobranie płynu owodniowego, jeszcze jak płód jest w łonie matki, celem wykluczenie innych wad. Wyszło ok.

Chuj, kumpel nagrał mi namiar do jego koleżanki ojca, który jest kardiochirurgiem właśnie w CZD (jak to on określił, ruchałem jego córkę, niech się odwdzięczy :-D), gadałem z nim kilkanaście razy i trochę mnie uspokoił. Ale to nie koniec historii.

Pojechałem do pracy na noc na 20:00. Żona w 33 tygodniu z dzieckiem z wadą serca. Dzwoni o 4 w nocy i mówi, wody mi odeszły. Mówię aha, to dzwoń po pogotowie i ogień na Karową (tam jest szpital specjaliostyczny dla dzieciaków, bo niestety CZD nie robi cięć ani nie przyjmuje porodów). Szwagier ją zawiózł ja dojechałem. Zakaz chodzenia, tylko leżenie, zrobili jej cięcie po 4 tygodniach. Dziecko urodziło się na 8 pkt w skali 10 punktowej, ale przestało oddychać, no to reanimacja, rura w gardło i na OIT. Żona na stole, macica im się nie chciała obkurczyć, dostała krwotoku, operowali ją 4 godziny. W międzyczasie po jakiś 20 minutach jak zabrali dzieciaka na OIT, przylatuje ordynator OIT no i mówi że szukają miejsca dla dziecka bo oni mu nie potrafią pomóc. Mówię dzwoń na CZD tam miejsce czeka. Zadzwonił po 30 minutach, była karetka więc żonę zostawiłem na Karowej, na stole operacyjnym i pojechałem za nimi.

Tam po 5 h ktoś ze mną w ogóle pogadał, stan dziecka bardzo ciężki, kluczowe najbliższe godziny. W chuj pomp, leków itp. Jutro TK z kontrastem, żeby zobaczyć co tam jest dokładnie, mówię ok będę z rana.

Dzwonię do znajomej anestezjolog która pracuje na Karowej, fart chciał że była właśnie tam i zajmowała się żoną. Mówi stan ciężki, dużo krwi straciła i nadal krwawi. HB 5,5 przy normie wiecej niż 11 :-/. Myślę lipa, wpuściła mnie na 10 minut do niej. Żona biała jak ściana, pół przytomna. Zapytała jak Mała to powiedziałem że ok, bo co miałem powiedzieć. Było ryzyko ekstripacji u żony, czyli całkowite usunięcie macicy, jeśli nie przestanie krwawić. Na szczęście krwawienie ustąpiło. Spędziła po cięciu 3 tygodnie w szpitalu, gdzie normalnie jest się 2-3 dni. Ja jeździłem między jednym szpitalem, a drugim dzień w dzień przez 3 tygodnie.

Wracając do dziecka, zrobili TK z kontrastem, wykazali to co było wcześniej. Na OIT w CZD leżeliśmy 1,5 miesiąca przechodząc 3 operacje cewnikowania naczyń przezskórnie, czyli takie że nie tną klatki piersiowej tylko wchodzą przez tętnicę udową lub szyjną do naczynia, taką mini kamerką i przechodzą w okolicę serca i wszczepiają stenty które rozszerzają te naczynia, które są zwężone. Pierwsze cewnikowanie zakończone fiaskiem bo okazało się że jest zwężona dodatkowo lewa tętnica płucna. Podczas drugiej wstawili stent do tejże tętnicy i miało być git. Jeden dzień było ok, na drugi dziecko znowu się zatrzymało, intubacja itp. Chuj na szybko 3 zabieg ze stentowaniem pnia płucnego i było ok. Przenieśli nas na kardiologie tam byliśmy 4 tygodnie i do domu.

Po drodze wyszły jeszcze problemy ze słuchem, ale tutaj czekamy na dokładną diagnostykę. Na pewno w lewym uchu , zarośnięty jest przewód słuchowy, do operacji w późniejszym czasie. Prawe ucho jest ok, ale nie wiadomo czy nim słyszy. Dla mnie słyszy, ale co ja tam się znam.

Tydzień temu byliśmy na kontroli w poradni. Doktor przyłożył głowicę do echa serca no i oczywiście jeden ze stentów w tętnicy płucnej, praktycznie cały się zamknął wyłączając lewe płuco z działania. Zostawili nas w szpitalu i czekamy co nam w sumie dzisiaj powiedzą. Jak dobrze pójdzie to we wtorek 4 cewnikowanie, żeby poszerzyć ten stent, w mordę kopany. Może do piątku wyjdziemy. Zobaczymy.

Żeby nie było tak kolorowo. Teraz jest zrobione tylko tyle żebyśmy mogli być w domu. Korekta tych wszystkich wad jakoś kwiecień- maj i to nie w jednej operacji, tylko 2-3.

No i cała historyja. Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja z żoną przeżyłem przez ostatnie pół roku.

Pozdro
 
Zastanawiałem się czy o tym wszystkim pisać, ale myślę że da to kilku osobom do myślenia że zdrowie swoje, dziecka czy bliskich jest najważniejsze i jeśli są zdrowi to powinni się cieszyć.


Więc od początku. Żona zaszła w ciążę kilka miesięcy po ślubie (PANOWIE dzięki za melanż w KRK na kawalerskim), więc cała rodzina zadowolona, gratulacje itp. Początek ciąży standardowy, wymioty itp. Nic co mogłoby zwrócić naszą uwagę. Jedno badanie USG ok, drugie też no i dochodzimy do badania połówkowego. Lekarz robi robi robi badanie, mi już się zapaliła czerwona lampka, ze coś jest nie tak. Skończył mówi, nie podoba mi się serce, coś jest nie tak i zebyśmy pojechali do profesor Dangel. Jako że przyjmowała w miejscu które mijamy jadąc do domu, mówię jedziemy. W rejestracji powiedzieli że nas przyjmie tylko musimy poczekać. Ok od 18 do 22 żeśmy czekali, ale echo serca zrobiła. Diagnoza: przełożenie wielkich naczyń, przerwanie łuku aorty, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa. Szanse przeżycia 15-20%.

Na czym to polega?
Otóż tam gdzie powinna wychodzić aorta wychodzi pień płucny, a tam gdzie pień płucny wychodzi aorta. Aorta normalnie wychodzi z lewej komory, która jest większa i zbudowana z większego mięśnia, gdyż wyrzuca krew natlenioną na całe ciało. Pień płucny anatomicznie wychodzi z prawej komory, która pompuje krew do płuc, jest mniejsza i słabsza bo wyrzuca krew tylko do płuc. U nas te dwa naczynia były zamienione (teoretycznie, bo to nie koniec historii).

Co się z tym wiąże?
Lewa komora w tej wadzie wyrzuca krew do płuc które mogą nie wytrzymać ciśnienia i popękać, prawa komora może nie wyrobić z pompowaniem krwi na ciało, bo jest mniejsza. Proste.

Co z innymi wadami?

Sama niedomykalność jest łatwa do skorygowania, bo wszywa się łatę lub specjalną parasolkę i cześć. Pień płucny rozszerza się specjalnym stentem i dziękuję za uwagę.

Nasza reakcja.
Dramat, płacz i załamanie. Ja z miejsca uruchomiłem swoje kontakty, wśród znajomych. Wsparcie rodziny spoko, ale jakby wszyscy kierowali i mieli oczekiwania wobec mnie, bo mam znajomych i w tym siedzę.
Plus tego że nie wzięła od nas żadnej kasy, ani za to echo ani kolejne, bo służba zdrowia to ona nie bierze. Jedno badanie kosztuje u niej 500 zł. Grubo, mieliśmy 5. Kazała przyjechać za 3 tygodnie.
Przyjechaliśmy za 3 tygodnie. Zrobiła echo i mówi do nas, że ona przeprasza ale ostatnio się pomyliła i nie ma przełożenie naczyń i przerwania łuku aorty, jest dwunaczyniowa prawa komora, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa.
Wygląda to tak:
7_21_1-DORV.jpg

Tutaj ładnie opisane, VSD czyli ubytek międzykomorowy, gdzie ta ściana powinna być zamknięta, aorta powinna odchodzić od lewej komory, niż jest obraz z zaznaczonym zwężeniem zastawki pnia płucnego.
7_3_1-PS.jpg

Dla porównania zdrowe serce:
serce_budowa1.png

Mówimy ok, ale co dalej. To mówi na pewno do zabiegu i robi to albo Centrum Zdrowia Dziecka albo Szpital na Bielanach. Mówię ok. Zrobiliśmy amiopunkcję. czyli przezbrzuszne pobranie płynu owodniowego, jeszcze jak płód jest w łonie matki, celem wykluczenie innych wad. Wyszło ok.

Chuj, kumpel nagrał mi namiar do jego koleżanki ojca, który jest kardiochirurgiem właśnie w CZD (jak to on określił, ruchałem jego córkę, niech się odwdzięczy :-D), gadałem z nim kilkanaście razy i trochę mnie uspokoił. Ale to nie koniec historii.

Pojechałem do pracy na noc na 20:00. Żona w 33 tygodniu z dzieckiem z wadą serca. Dzwoni o 4 w nocy i mówi, wody mi odeszły. Mówię aha, to dzwoń po pogotowie i ogień na Karową (tam jest szpital specjaliostyczny dla dzieciaków, bo niestety CZD nie robi cięć ani nie przyjmuje porodów). Szwagier ją zawiózł ja dojechałem. Zakaz chodzenia, tylko leżenie, zrobili jej cięcie po 4 tygodniach. Dziecko urodziło się na 8 pkt w skali 10 punktowej, ale przestało oddychać, no to reanimacja, rura w gardło i na OIT. Żona na stole, macica im się nie chciała obkurczyć, dostała krwotoku, operowali ją 4 godziny. W międzyczasie po jakiś 20 minutach jak zabrali dzieciaka na OIT, przylatuje ordynator OIT no i mówi że szukają miejsca dla dziecka bo oni mu nie potrafią pomóc. Mówię dzwoń na CZD tam miejsce czeka. Zadzwonił po 30 minutach, była karetka więc żonę zostawiłem na Karowej, na stole operacyjnym i pojechałem za nimi.

Tam po 5 h ktoś ze mną w ogóle pogadał, stan dziecka bardzo ciężki, kluczowe najbliższe godziny. W chuj pomp, leków itp. Jutro TK z kontrastem, żeby zobaczyć co tam jest dokładnie, mówię ok będę z rana.

Dzwonię do znajomej anestezjolog która pracuje na Karowej, fart chciał że była właśnie tam i zajmowała się żoną. Mówi stan ciężki, dużo krwi straciła i nadal krwawi. HB 5,5 przy normie wiecej niż 11 :-/. Myślę lipa, wpuściła mnie na 10 minut do niej. Żona biała jak ściana, pół przytomna. Zapytała jak Mała to powiedziałem że ok, bo co miałem powiedzieć. Było ryzyko ekstripacji u żony, czyli całkowite usunięcie macicy, jeśli nie przestanie krwawić. Na szczęście krwawienie ustąpiło. Spędziła po cięciu 3 tygodnie w szpitalu, gdzie normalnie jest się 2-3 dni. Ja jeździłem między jednym szpitalem, a drugim dzień w dzień przez 3 tygodnie.

Wracając do dziecka, zrobili TK z kontrastem, wykazali to co było wcześniej. Na OIT w CZD leżeliśmy 1,5 miesiąca przechodząc 3 operacje cewnikowania naczyń przezskórnie, czyli takie że nie tną klatki piersiowej tylko wchodzą przez tętnicę udową lub szyjną do naczynia, taką mini kamerką i przechodzą w okolicę serca i wszczepiają stenty które rozszerzają te naczynia, które są zwężone. Pierwsze cewnikowanie zakończone fiaskiem bo okazało się że jest zwężona dodatkowo lewa tętnica płucna. Podczas drugiej wstawili stent do tejże tętnicy i miało być git. Jeden dzień było ok, na drugi dziecko znowu się zatrzymało, intubacja itp. Chuj na szybko 3 zabieg ze stentowaniem pnia płucnego i było ok. Przenieśli nas na kardiologie tam byliśmy 4 tygodnie i do domu.

Po drodze wyszły jeszcze problemy ze słuchem, ale tutaj czekamy na dokładną diagnostykę. Na pewno w lewym uchu , zarośnięty jest przewód słuchowy, do operacji w późniejszym czasie. Prawe ucho jest ok, ale nie wiadomo czy nim słyszy. Dla mnie słyszy, ale co ja tam się znam.

Tydzień temu byliśmy na kontroli w poradni. Doktor przyłożył głowicę do echa serca no i oczywiście jeden ze stentów w tętnicy płucnej, praktycznie cały się zamknął wyłączając lewe płuco z działania. Zostawili nas w szpitalu i czekamy co nam w sumie dzisiaj powiedzą. Jak dobrze pójdzie to we wtorek 4 cewnikowanie, żeby poszerzyć ten stent, w mordę kopany. Może do piątku wyjdziemy. Zobaczymy.

Żeby nie było tak kolorowo. Teraz jest zrobione tylko tyle żebyśmy mogli być w domu. Korekta tych wszystkich wad jakoś kwiecień- maj i to nie w jednej operacji, tylko 2-3.

No i cała historyja. Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja z żoną przeżyłem przez ostatnie pół roku.

Pozdro
Dużo zdrowia dla dziecka i żony - żeby wszystko się jakoś ułożyło i wyszło na prostą. Także wielki podziw, że pomimo takiej sytuacji wciąż ogarniasz i robisz wszystko co się da w temacie - niejeden by się pod tym ugiął i nie dał psychicznie rady. Tak jak na początku pisałeś - takie doświadczenia pomagają człowiekowi ułożyć sobie hierarchię wartości i zmienić postrzeganie na pewne rzeczy.
 
Zastanawiałem się czy o tym wszystkim pisać, ale myślę że da to kilku osobom do myślenia że zdrowie swoje, dziecka czy bliskich jest najważniejsze i jeśli są zdrowi to powinni się cieszyć.


Więc od początku. Żona zaszła w ciążę kilka miesięcy po ślubie (PANOWIE dzięki za melanż w KRK na kawalerskim), więc cała rodzina zadowolona, gratulacje itp. Początek ciąży standardowy, wymioty itp. Nic co mogłoby zwrócić naszą uwagę. Jedno badanie USG ok, drugie też no i dochodzimy do badania połówkowego. Lekarz robi robi robi badanie, mi już się zapaliła czerwona lampka, ze coś jest nie tak. Skończył mówi, nie podoba mi się serce, coś jest nie tak i zebyśmy pojechali do profesor Dangel. Jako że przyjmowała w miejscu które mijamy jadąc do domu, mówię jedziemy. W rejestracji powiedzieli że nas przyjmie tylko musimy poczekać. Ok od 18 do 22 żeśmy czekali, ale echo serca zrobiła. Diagnoza: przełożenie wielkich naczyń, przerwanie łuku aorty, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa. Szanse przeżycia 15-20%.

Na czym to polega?
Otóż tam gdzie powinna wychodzić aorta wychodzi pień płucny, a tam gdzie pień płucny wychodzi aorta. Aorta normalnie wychodzi z lewej komory, która jest większa i zbudowana z większego mięśnia, gdyż wyrzuca krew natlenioną na całe ciało. Pień płucny anatomicznie wychodzi z prawej komory, która pompuje krew do płuc, jest mniejsza i słabsza bo wyrzuca krew tylko do płuc. U nas te dwa naczynia były zamienione (teoretycznie, bo to nie koniec historii).

Co się z tym wiąże?
Lewa komora w tej wadzie wyrzuca krew do płuc które mogą nie wytrzymać ciśnienia i popękać, prawa komora może nie wyrobić z pompowaniem krwi na ciało, bo jest mniejsza. Proste.

Co z innymi wadami?

Sama niedomykalność jest łatwa do skorygowania, bo wszywa się łatę lub specjalną parasolkę i cześć. Pień płucny rozszerza się specjalnym stentem i dziękuję za uwagę.

Nasza reakcja.
Dramat, płacz i załamanie. Ja z miejsca uruchomiłem swoje kontakty, wśród znajomych. Wsparcie rodziny spoko, ale jakby wszyscy kierowali i mieli oczekiwania wobec mnie, bo mam znajomych i w tym siedzę.
Plus tego że nie wzięła od nas żadnej kasy, ani za to echo ani kolejne, bo służba zdrowia to ona nie bierze. Jedno badanie kosztuje u niej 500 zł. Grubo, mieliśmy 5. Kazała przyjechać za 3 tygodnie.
Przyjechaliśmy za 3 tygodnie. Zrobiła echo i mówi do nas, że ona przeprasza ale ostatnio się pomyliła i nie ma przełożenie naczyń i przerwania łuku aorty, jest dwunaczyniowa prawa komora, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa.
Wygląda to tak:
7_21_1-DORV.jpg

Tutaj ładnie opisane, VSD czyli ubytek międzykomorowy, gdzie ta ściana powinna być zamknięta, aorta powinna odchodzić od lewej komory, niż jest obraz z zaznaczonym zwężeniem zastawki pnia płucnego.
7_3_1-PS.jpg

Dla porównania zdrowe serce:
serce_budowa1.png

Mówimy ok, ale co dalej. To mówi na pewno do zabiegu i robi to albo Centrum Zdrowia Dziecka albo Szpital na Bielanach. Mówię ok. Zrobiliśmy amiopunkcję. czyli przezbrzuszne pobranie płynu owodniowego, jeszcze jak płód jest w łonie matki, celem wykluczenie innych wad. Wyszło ok.

Chuj, kumpel nagrał mi namiar do jego koleżanki ojca, który jest kardiochirurgiem właśnie w CZD (jak to on określił, ruchałem jego córkę, niech się odwdzięczy :-D), gadałem z nim kilkanaście razy i trochę mnie uspokoił. Ale to nie koniec historii.

Pojechałem do pracy na noc na 20:00. Żona w 33 tygodniu z dzieckiem z wadą serca. Dzwoni o 4 w nocy i mówi, wody mi odeszły. Mówię aha, to dzwoń po pogotowie i ogień na Karową (tam jest szpital specjaliostyczny dla dzieciaków, bo niestety CZD nie robi cięć ani nie przyjmuje porodów). Szwagier ją zawiózł ja dojechałem. Zakaz chodzenia, tylko leżenie, zrobili jej cięcie po 4 tygodniach. Dziecko urodziło się na 8 pkt w skali 10 punktowej, ale przestało oddychać, no to reanimacja, rura w gardło i na OIT. Żona na stole, macica im się nie chciała obkurczyć, dostała krwotoku, operowali ją 4 godziny. W międzyczasie po jakiś 20 minutach jak zabrali dzieciaka na OIT, przylatuje ordynator OIT no i mówi że szukają miejsca dla dziecka bo oni mu nie potrafią pomóc. Mówię dzwoń na CZD tam miejsce czeka. Zadzwonił po 30 minutach, była karetka więc żonę zostawiłem na Karowej, na stole operacyjnym i pojechałem za nimi.

Tam po 5 h ktoś ze mną w ogóle pogadał, stan dziecka bardzo ciężki, kluczowe najbliższe godziny. W chuj pomp, leków itp. Jutro TK z kontrastem, żeby zobaczyć co tam jest dokładnie, mówię ok będę z rana.

Dzwonię do znajomej anestezjolog która pracuje na Karowej, fart chciał że była właśnie tam i zajmowała się żoną. Mówi stan ciężki, dużo krwi straciła i nadal krwawi. HB 5,5 przy normie wiecej niż 11 :-/. Myślę lipa, wpuściła mnie na 10 minut do niej. Żona biała jak ściana, pół przytomna. Zapytała jak Mała to powiedziałem że ok, bo co miałem powiedzieć. Było ryzyko ekstripacji u żony, czyli całkowite usunięcie macicy, jeśli nie przestanie krwawić. Na szczęście krwawienie ustąpiło. Spędziła po cięciu 3 tygodnie w szpitalu, gdzie normalnie jest się 2-3 dni. Ja jeździłem między jednym szpitalem, a drugim dzień w dzień przez 3 tygodnie.

Wracając do dziecka, zrobili TK z kontrastem, wykazali to co było wcześniej. Na OIT w CZD leżeliśmy 1,5 miesiąca przechodząc 3 operacje cewnikowania naczyń przezskórnie, czyli takie że nie tną klatki piersiowej tylko wchodzą przez tętnicę udową lub szyjną do naczynia, taką mini kamerką i przechodzą w okolicę serca i wszczepiają stenty które rozszerzają te naczynia, które są zwężone. Pierwsze cewnikowanie zakończone fiaskiem bo okazało się że jest zwężona dodatkowo lewa tętnica płucna. Podczas drugiej wstawili stent do tejże tętnicy i miało być git. Jeden dzień było ok, na drugi dziecko znowu się zatrzymało, intubacja itp. Chuj na szybko 3 zabieg ze stentowaniem pnia płucnego i było ok. Przenieśli nas na kardiologie tam byliśmy 4 tygodnie i do domu.

Po drodze wyszły jeszcze problemy ze słuchem, ale tutaj czekamy na dokładną diagnostykę. Na pewno w lewym uchu , zarośnięty jest przewód słuchowy, do operacji w późniejszym czasie. Prawe ucho jest ok, ale nie wiadomo czy nim słyszy. Dla mnie słyszy, ale co ja tam się znam.

Tydzień temu byliśmy na kontroli w poradni. Doktor przyłożył głowicę do echa serca no i oczywiście jeden ze stentów w tętnicy płucnej, praktycznie cały się zamknął wyłączając lewe płuco z działania. Zostawili nas w szpitalu i czekamy co nam w sumie dzisiaj powiedzą. Jak dobrze pójdzie to we wtorek 4 cewnikowanie, żeby poszerzyć ten stent, w mordę kopany. Może do piątku wyjdziemy. Zobaczymy.

Żeby nie było tak kolorowo. Teraz jest zrobione tylko tyle żebyśmy mogli być w domu. Korekta tych wszystkich wad jakoś kwiecień- maj i to nie w jednej operacji, tylko 2-3.

No i cała historyja. Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja z żoną przeżyłem przez ostatnie pół roku.

Pozdro
Bede za Was trzymał kciuki, oby ten ciezki okres przeszedł jak najszybciej. Jestes twardy sqrwiel i poczciwa morda, wierze ze nadejdzie czas oddechu i radosci.

Pozdro
 
Zastanawiałem się czy o tym wszystkim pisać, ale myślę że da to kilku osobom do myślenia że zdrowie swoje, dziecka czy bliskich jest najważniejsze i jeśli są zdrowi to powinni się cieszyć.


Więc od początku. Żona zaszła w ciążę kilka miesięcy po ślubie (PANOWIE dzięki za melanż w KRK na kawalerskim), więc cała rodzina zadowolona, gratulacje itp. Początek ciąży standardowy, wymioty itp. Nic co mogłoby zwrócić naszą uwagę. Jedno badanie USG ok, drugie też no i dochodzimy do badania połówkowego. Lekarz robi robi robi badanie, mi już się zapaliła czerwona lampka, ze coś jest nie tak. Skończył mówi, nie podoba mi się serce, coś jest nie tak i zebyśmy pojechali do profesor Dangel. Jako że przyjmowała w miejscu które mijamy jadąc do domu, mówię jedziemy. W rejestracji powiedzieli że nas przyjmie tylko musimy poczekać. Ok od 18 do 22 żeśmy czekali, ale echo serca zrobiła. Diagnoza: przełożenie wielkich naczyń, przerwanie łuku aorty, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa. Szanse przeżycia 15-20%.

Na czym to polega?
Otóż tam gdzie powinna wychodzić aorta wychodzi pień płucny, a tam gdzie pień płucny wychodzi aorta. Aorta normalnie wychodzi z lewej komory, która jest większa i zbudowana z większego mięśnia, gdyż wyrzuca krew natlenioną na całe ciało. Pień płucny anatomicznie wychodzi z prawej komory, która pompuje krew do płuc, jest mniejsza i słabsza bo wyrzuca krew tylko do płuc. U nas te dwa naczynia były zamienione (teoretycznie, bo to nie koniec historii).

Co się z tym wiąże?
Lewa komora w tej wadzie wyrzuca krew do płuc które mogą nie wytrzymać ciśnienia i popękać, prawa komora może nie wyrobić z pompowaniem krwi na ciało, bo jest mniejsza. Proste.

Co z innymi wadami?

Sama niedomykalność jest łatwa do skorygowania, bo wszywa się łatę lub specjalną parasolkę i cześć. Pień płucny rozszerza się specjalnym stentem i dziękuję za uwagę.

Nasza reakcja.
Dramat, płacz i załamanie. Ja z miejsca uruchomiłem swoje kontakty, wśród znajomych. Wsparcie rodziny spoko, ale jakby wszyscy kierowali i mieli oczekiwania wobec mnie, bo mam znajomych i w tym siedzę.
Plus tego że nie wzięła od nas żadnej kasy, ani za to echo ani kolejne, bo służba zdrowia to ona nie bierze. Jedno badanie kosztuje u niej 500 zł. Grubo, mieliśmy 5. Kazała przyjechać za 3 tygodnie.
Przyjechaliśmy za 3 tygodnie. Zrobiła echo i mówi do nas, że ona przeprasza ale ostatnio się pomyliła i nie ma przełożenie naczyń i przerwania łuku aorty, jest dwunaczyniowa prawa komora, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa.
Wygląda to tak:
7_21_1-DORV.jpg

Tutaj ładnie opisane, VSD czyli ubytek międzykomorowy, gdzie ta ściana powinna być zamknięta, aorta powinna odchodzić od lewej komory, niż jest obraz z zaznaczonym zwężeniem zastawki pnia płucnego.
7_3_1-PS.jpg

Dla porównania zdrowe serce:
serce_budowa1.png

Mówimy ok, ale co dalej. To mówi na pewno do zabiegu i robi to albo Centrum Zdrowia Dziecka albo Szpital na Bielanach. Mówię ok. Zrobiliśmy amiopunkcję. czyli przezbrzuszne pobranie płynu owodniowego, jeszcze jak płód jest w łonie matki, celem wykluczenie innych wad. Wyszło ok.

Chuj, kumpel nagrał mi namiar do jego koleżanki ojca, który jest kardiochirurgiem właśnie w CZD (jak to on określił, ruchałem jego córkę, niech się odwdzięczy :-D), gadałem z nim kilkanaście razy i trochę mnie uspokoił. Ale to nie koniec historii.

Pojechałem do pracy na noc na 20:00. Żona w 33 tygodniu z dzieckiem z wadą serca. Dzwoni o 4 w nocy i mówi, wody mi odeszły. Mówię aha, to dzwoń po pogotowie i ogień na Karową (tam jest szpital specjaliostyczny dla dzieciaków, bo niestety CZD nie robi cięć ani nie przyjmuje porodów). Szwagier ją zawiózł ja dojechałem. Zakaz chodzenia, tylko leżenie, zrobili jej cięcie po 4 tygodniach. Dziecko urodziło się na 8 pkt w skali 10 punktowej, ale przestało oddychać, no to reanimacja, rura w gardło i na OIT. Żona na stole, macica im się nie chciała obkurczyć, dostała krwotoku, operowali ją 4 godziny. W międzyczasie po jakiś 20 minutach jak zabrali dzieciaka na OIT, przylatuje ordynator OIT no i mówi że szukają miejsca dla dziecka bo oni mu nie potrafią pomóc. Mówię dzwoń na CZD tam miejsce czeka. Zadzwonił po 30 minutach, była karetka więc żonę zostawiłem na Karowej, na stole operacyjnym i pojechałem za nimi.

Tam po 5 h ktoś ze mną w ogóle pogadał, stan dziecka bardzo ciężki, kluczowe najbliższe godziny. W chuj pomp, leków itp. Jutro TK z kontrastem, żeby zobaczyć co tam jest dokładnie, mówię ok będę z rana.

Dzwonię do znajomej anestezjolog która pracuje na Karowej, fart chciał że była właśnie tam i zajmowała się żoną. Mówi stan ciężki, dużo krwi straciła i nadal krwawi. HB 5,5 przy normie wiecej niż 11 :-/. Myślę lipa, wpuściła mnie na 10 minut do niej. Żona biała jak ściana, pół przytomna. Zapytała jak Mała to powiedziałem że ok, bo co miałem powiedzieć. Było ryzyko ekstripacji u żony, czyli całkowite usunięcie macicy, jeśli nie przestanie krwawić. Na szczęście krwawienie ustąpiło. Spędziła po cięciu 3 tygodnie w szpitalu, gdzie normalnie jest się 2-3 dni. Ja jeździłem między jednym szpitalem, a drugim dzień w dzień przez 3 tygodnie.

Wracając do dziecka, zrobili TK z kontrastem, wykazali to co było wcześniej. Na OIT w CZD leżeliśmy 1,5 miesiąca przechodząc 3 operacje cewnikowania naczyń przezskórnie, czyli takie że nie tną klatki piersiowej tylko wchodzą przez tętnicę udową lub szyjną do naczynia, taką mini kamerką i przechodzą w okolicę serca i wszczepiają stenty które rozszerzają te naczynia, które są zwężone. Pierwsze cewnikowanie zakończone fiaskiem bo okazało się że jest zwężona dodatkowo lewa tętnica płucna. Podczas drugiej wstawili stent do tejże tętnicy i miało być git. Jeden dzień było ok, na drugi dziecko znowu się zatrzymało, intubacja itp. Chuj na szybko 3 zabieg ze stentowaniem pnia płucnego i było ok. Przenieśli nas na kardiologie tam byliśmy 4 tygodnie i do domu.

Po drodze wyszły jeszcze problemy ze słuchem, ale tutaj czekamy na dokładną diagnostykę. Na pewno w lewym uchu , zarośnięty jest przewód słuchowy, do operacji w późniejszym czasie. Prawe ucho jest ok, ale nie wiadomo czy nim słyszy. Dla mnie słyszy, ale co ja tam się znam.

Tydzień temu byliśmy na kontroli w poradni. Doktor przyłożył głowicę do echa serca no i oczywiście jeden ze stentów w tętnicy płucnej, praktycznie cały się zamknął wyłączając lewe płuco z działania. Zostawili nas w szpitalu i czekamy co nam w sumie dzisiaj powiedzą. Jak dobrze pójdzie to we wtorek 4 cewnikowanie, żeby poszerzyć ten stent, w mordę kopany. Może do piątku wyjdziemy. Zobaczymy.

Żeby nie było tak kolorowo. Teraz jest zrobione tylko tyle żebyśmy mogli być w domu. Korekta tych wszystkich wad jakoś kwiecień- maj i to nie w jednej operacji, tylko 2-3.

No i cała historyja. Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja z żoną przeżyłem przez ostatnie pół roku.

Pozdro
Bardzo podobny przypadek do mojego młodego, zdrowia!
 
Zastanawiałem się czy o tym wszystkim pisać, ale myślę że da to kilku osobom do myślenia że zdrowie swoje, dziecka czy bliskich jest najważniejsze i jeśli są zdrowi to powinni się cieszyć.


Więc od początku. Żona zaszła w ciążę kilka miesięcy po ślubie (PANOWIE dzięki za melanż w KRK na kawalerskim), więc cała rodzina zadowolona, gratulacje itp. Początek ciąży standardowy, wymioty itp. Nic co mogłoby zwrócić naszą uwagę. Jedno badanie USG ok, drugie też no i dochodzimy do badania połówkowego. Lekarz robi robi robi badanie, mi już się zapaliła czerwona lampka, ze coś jest nie tak. Skończył mówi, nie podoba mi się serce, coś jest nie tak i zebyśmy pojechali do profesor Dangel. Jako że przyjmowała w miejscu które mijamy jadąc do domu, mówię jedziemy. W rejestracji powiedzieli że nas przyjmie tylko musimy poczekać. Ok od 18 do 22 żeśmy czekali, ale echo serca zrobiła. Diagnoza: przełożenie wielkich naczyń, przerwanie łuku aorty, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa. Szanse przeżycia 15-20%.

Na czym to polega?
Otóż tam gdzie powinna wychodzić aorta wychodzi pień płucny, a tam gdzie pień płucny wychodzi aorta. Aorta normalnie wychodzi z lewej komory, która jest większa i zbudowana z większego mięśnia, gdyż wyrzuca krew natlenioną na całe ciało. Pień płucny anatomicznie wychodzi z prawej komory, która pompuje krew do płuc, jest mniejsza i słabsza bo wyrzuca krew tylko do płuc. U nas te dwa naczynia były zamienione (teoretycznie, bo to nie koniec historii).

Co się z tym wiąże?
Lewa komora w tej wadzie wyrzuca krew do płuc które mogą nie wytrzymać ciśnienia i popękać, prawa komora może nie wyrobić z pompowaniem krwi na ciało, bo jest mniejsza. Proste.

Co z innymi wadami?

Sama niedomykalność jest łatwa do skorygowania, bo wszywa się łatę lub specjalną parasolkę i cześć. Pień płucny rozszerza się specjalnym stentem i dziękuję za uwagę.

Nasza reakcja.
Dramat, płacz i załamanie. Ja z miejsca uruchomiłem swoje kontakty, wśród znajomych. Wsparcie rodziny spoko, ale jakby wszyscy kierowali i mieli oczekiwania wobec mnie, bo mam znajomych i w tym siedzę.
Plus tego że nie wzięła od nas żadnej kasy, ani za to echo ani kolejne, bo służba zdrowia to ona nie bierze. Jedno badanie kosztuje u niej 500 zł. Grubo, mieliśmy 5. Kazała przyjechać za 3 tygodnie.
Przyjechaliśmy za 3 tygodnie. Zrobiła echo i mówi do nas, że ona przeprasza ale ostatnio się pomyliła i nie ma przełożenie naczyń i przerwania łuku aorty, jest dwunaczyniowa prawa komora, zwężenie pnia płucnego i niedomykalność międzykomorowa.
Wygląda to tak:
7_21_1-DORV.jpg

Tutaj ładnie opisane, VSD czyli ubytek międzykomorowy, gdzie ta ściana powinna być zamknięta, aorta powinna odchodzić od lewej komory, niż jest obraz z zaznaczonym zwężeniem zastawki pnia płucnego.
7_3_1-PS.jpg

Dla porównania zdrowe serce:
serce_budowa1.png

Mówimy ok, ale co dalej. To mówi na pewno do zabiegu i robi to albo Centrum Zdrowia Dziecka albo Szpital na Bielanach. Mówię ok. Zrobiliśmy amiopunkcję. czyli przezbrzuszne pobranie płynu owodniowego, jeszcze jak płód jest w łonie matki, celem wykluczenie innych wad. Wyszło ok.

Chuj, kumpel nagrał mi namiar do jego koleżanki ojca, który jest kardiochirurgiem właśnie w CZD (jak to on określił, ruchałem jego córkę, niech się odwdzięczy :-D), gadałem z nim kilkanaście razy i trochę mnie uspokoił. Ale to nie koniec historii.

Pojechałem do pracy na noc na 20:00. Żona w 33 tygodniu z dzieckiem z wadą serca. Dzwoni o 4 w nocy i mówi, wody mi odeszły. Mówię aha, to dzwoń po pogotowie i ogień na Karową (tam jest szpital specjaliostyczny dla dzieciaków, bo niestety CZD nie robi cięć ani nie przyjmuje porodów). Szwagier ją zawiózł ja dojechałem. Zakaz chodzenia, tylko leżenie, zrobili jej cięcie po 4 tygodniach. Dziecko urodziło się na 8 pkt w skali 10 punktowej, ale przestało oddychać, no to reanimacja, rura w gardło i na OIT. Żona na stole, macica im się nie chciała obkurczyć, dostała krwotoku, operowali ją 4 godziny. W międzyczasie po jakiś 20 minutach jak zabrali dzieciaka na OIT, przylatuje ordynator OIT no i mówi że szukają miejsca dla dziecka bo oni mu nie potrafią pomóc. Mówię dzwoń na CZD tam miejsce czeka. Zadzwonił po 30 minutach, była karetka więc żonę zostawiłem na Karowej, na stole operacyjnym i pojechałem za nimi.

Tam po 5 h ktoś ze mną w ogóle pogadał, stan dziecka bardzo ciężki, kluczowe najbliższe godziny. W chuj pomp, leków itp. Jutro TK z kontrastem, żeby zobaczyć co tam jest dokładnie, mówię ok będę z rana.

Dzwonię do znajomej anestezjolog która pracuje na Karowej, fart chciał że była właśnie tam i zajmowała się żoną. Mówi stan ciężki, dużo krwi straciła i nadal krwawi. HB 5,5 przy normie wiecej niż 11 :-/. Myślę lipa, wpuściła mnie na 10 minut do niej. Żona biała jak ściana, pół przytomna. Zapytała jak Mała to powiedziałem że ok, bo co miałem powiedzieć. Było ryzyko ekstripacji u żony, czyli całkowite usunięcie macicy, jeśli nie przestanie krwawić. Na szczęście krwawienie ustąpiło. Spędziła po cięciu 3 tygodnie w szpitalu, gdzie normalnie jest się 2-3 dni. Ja jeździłem między jednym szpitalem, a drugim dzień w dzień przez 3 tygodnie.

Wracając do dziecka, zrobili TK z kontrastem, wykazali to co było wcześniej. Na OIT w CZD leżeliśmy 1,5 miesiąca przechodząc 3 operacje cewnikowania naczyń przezskórnie, czyli takie że nie tną klatki piersiowej tylko wchodzą przez tętnicę udową lub szyjną do naczynia, taką mini kamerką i przechodzą w okolicę serca i wszczepiają stenty które rozszerzają te naczynia, które są zwężone. Pierwsze cewnikowanie zakończone fiaskiem bo okazało się że jest zwężona dodatkowo lewa tętnica płucna. Podczas drugiej wstawili stent do tejże tętnicy i miało być git. Jeden dzień było ok, na drugi dziecko znowu się zatrzymało, intubacja itp. Chuj na szybko 3 zabieg ze stentowaniem pnia płucnego i było ok. Przenieśli nas na kardiologie tam byliśmy 4 tygodnie i do domu.

Po drodze wyszły jeszcze problemy ze słuchem, ale tutaj czekamy na dokładną diagnostykę. Na pewno w lewym uchu , zarośnięty jest przewód słuchowy, do operacji w późniejszym czasie. Prawe ucho jest ok, ale nie wiadomo czy nim słyszy. Dla mnie słyszy, ale co ja tam się znam.

Tydzień temu byliśmy na kontroli w poradni. Doktor przyłożył głowicę do echa serca no i oczywiście jeden ze stentów w tętnicy płucnej, praktycznie cały się zamknął wyłączając lewe płuco z działania. Zostawili nas w szpitalu i czekamy co nam w sumie dzisiaj powiedzą. Jak dobrze pójdzie to we wtorek 4 cewnikowanie, żeby poszerzyć ten stent, w mordę kopany. Może do piątku wyjdziemy. Zobaczymy.

Żeby nie było tak kolorowo. Teraz jest zrobione tylko tyle żebyśmy mogli być w domu. Korekta tych wszystkich wad jakoś kwiecień- maj i to nie w jednej operacji, tylko 2-3.

No i cała historyja. Nie życzę najgorszemu wrogowi tego co ja z żoną przeżyłem przez ostatnie pół roku.

Pozdro

Kurwa, mordo, trzymam kciuki i modlę sie za Was, choć nie jestem wierzący. Dacie radę!
 
@Gienek jak tam Mała? Mój ma 12 dni i na szczęście wszystko jest na razie dobrze... jesteśmy całą trójką z Tobą, życzymy wsztstkiego dobrego
 
Back
Top